Reklama

Porno-biznes od podszewki

Trudno o branżę, w której konkurencja rozwijała się tak szybko. W żadnej innej też amatorzy i profesjonaliści nie konkurują ze sobą tak zaciekle. Obliczono, że cały świat wydaje na pornografię... 70 mld dolarów rocznie.

Jak na tym tle wypadają Polacy? Co ich najbardziej kręci?

Reklama

- W Polsce najlepiej sprzedają się filmy naturalne, a kobieta w nich występująca to typ ładnej sąsiadki. Brytyjczycy uwielbiają z kolei fabuły z surową nauczycielką wymierzającą chłostę niegrzecznym chłopcom. Niemcy - skóry, sado-maso, ciemne praktyki seksualne. A Francuzi stawiają na filmy prywatne i orgie - mówił w rozmowie z "Newsweekiem" Jarosław Ender, właściciel firmy Pinkpress.

Rozpaleni dusigrosze

Wydawać by się mogło, że w społeczeństwie, które uchodzi za ultrakatolickie i konserwatywne, klientów pornografii jest niewielu, a większość populacji opowiada się za całkowitą delegalizacją "różowego" interesu. Nic bardziej mylnego. Jak wynika z sondażu TNS OBOP, przeprowadzonego pod koniec 2007 roku, ponad 75 proc. Polaków jest przeciwna wprowadzeniu zakazu pornografii. Zgoda na pornografię dotyczy przede wszystkich materiałów miękkich - respondenci nie byli zgodni co do hard-porno.

Zdaniem seksuologów, konsumenci pornografii stanowią mniej więcej 30 proc. każdej dorosłej populacji, i nie ma takiej, w której by nie występowali. W Polsce jest to około 9 mln osób. I to właśnie oni wydają 30-35 mln rocznie na erotyczne czasopisma, kolejne 50-65 mln na filmy. Wyrafinowany seks Polacy wolą bardziej na ekranie niż w zaciszu sypialni, dlatego na gadżety erotyczne czy seksowną bieliznę wydają jedynie 10 mln w skali roku. I tak polski rynek erotyczny ocenia się na 100-120 mln złotych.

Jak te wyniki interpretują pracownicy branży? Sądzą, że - na ich nieszczęście - Polacy nie są nacją rozrzutną, która wydawałaby swoje oszczędności na przyjemności. Rozwój polskiego rynku erotycznego dodatkowo ogranicza kulturowe tabu seksualne. Wstyd to największy szlaban na drodze do sex-shopów. Dlatego ich zdaniem Polacy chcąc skorzystać z pornografii wolą wybrać taką, która zapewnia anonimowość - jak Internet.

Googlowanie za seksem

Upowszechnienie i spadek cen usług internetowych pociągnął za sobą ogromny rozwój pornografii. Jak wynika z badań firmy Alexa Research, słowo "sex" to najczęstsze zapytanie, wklepywane do dziesięciu największych światowych wyszukiwarek na świecie. W pierwszej dziesiątce pod względem częstotliwości wyszukiwania znajdują się też inne hasła budzące erotyczne skojarzenia. Podobne statystyki można zaobserwować u nas. W rankingu słów wpisywanych do polskich wyszukiwarek, "sex" również jest na pierwszym miejscu. Trzecie pod względem częstotliwości jest "porno", a piąte - "erotyka".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: świat | sex | filmy | Biznes | porno

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje