Reklama

Red Bull BC One

Breaking: Fenomen, którego nie da się powstrzymać

​Breaking lub b-boying, w żadnym wypadku nie breakdance. Jeden z filarów kultury hip-hop, taniec o dość krótkiej, ale burzliwej historii i wreszcie fenomen o międzynarodowym zasięgu. W poszukiwaniu jego źródeł musimy się udać do Nowego Jorku.

"Wielkie Jabłko", lata 70. Ówczesną atmosferę jednego z największych miast na świecie bezbłędnie uchwycił Martin Scorsese w filmie "Taksówkarz". Brudne powietrze, para buchająca prosto na ulice, neony podejrzanych barów rozświetlające ciemne ulice.

Powszechną szarość przełamywano na Bronksie - dzielnicy o nie najlepszej reputacji zamieszkiwanej przez mniejszości wywodzące się z Afryki, Kuby i Dominikany. To na tamtejszych blokowiskach narodził się breaking - uliczny taniec będący odpowiedzią na przemoc i nierówne traktowanie.

I chociaż protoplastów tej "dyscypliny" można doszukiwać się we wcześniejszych dekadach i na innych kontynentach, to dopiero w USA przy zapętlonych beatach "serwowanych" przez DJ Kool Herca breaking zyskał swą czystą formę. B-boye, często będący członkami lokalnych gangów, udowadniali swą wyższość w tańcu. Otoczeni przez innych uliczników demonstrowali zainspirowane filmami kung fu, występami czarnoskórych gwiazd estrady i... ukraińskim tańcem ludowym ruchy w rytm płynących z głośników specjalnie spreparowanych remiksów.

Reklama

Breaking w szybkim tempie zyskiwał nie tylko coraz większą popularność, ale wyróżniki czyniące z niego taniec o własnej tożsamości. Jeff Chang, amerykański dziennikarz zajmujący się kulturą hip-hop w swojej książce "Can't Stop Won't Stop" napisał:

"W latach 70. taniec czarnoskórej i latynoskiej młodzieży zaczął zataczać coraz szersze kręgi w Nowym Jorku i Kalifornii. W Brooklynie tańczono "uprock", Los Angeles miało "locking", a Fresno "boogaloo" i "popping". W San Francisco na nowy uliczny taniec mówiono "strutting". W połowie lat 80. style te przestały być kojarzone z miastami, z których się wywodziły. Zaczęto używać wspólnego mianownika "break dancing".

Stany zostały opanowane. Nie trzeba było długo czekać, aby ekspancja b-boyingu przeniosła się na inne kontynenty.

Brazylia, Japonia, Korea, Francja - b-boying "przedostał" się do tych krajów najróżniejszymi drogami. W Azji rozpropagowali go członkowie legendarnej już formacji Rock Steady Crew, na czele z pionerem breakingu b-boyem Crazy Legs, oraz... amerykańscy żołnierze popisujący się przed ich koreańskimi kolegami. Francuzi tak bardzo pozazdrościli Amerykanom ulicznego tańca, że tamtejsze ekipy wręcz podrabiały nowojorski styl. I nie mówimy tu wyłącznie o ruchach.

Hip-hopowa gorączka zaczęła ogarniać całą planetę, do czego przyczyniła się także popularyzacja rapu - gatunku muzycznego nierozłącznie związanego z kulturą hip-hop. B-boye coraz częściej pojawiali się w teledyskach i filmach rozprowadzanych jeszcze - często nielegalnie - na kasetach VHS.

To najprawdopodobniej właśnie w ten sposób - przegraną taśmą z filmem "Beat Street" ("Rytm ulicy") - breaking dotarł nad Wisłę. Warto zaznaczyć, że już w 1985 r. w Piotrkowie Trybunalskim odbyły się pierwsze lokalne zawody, w których zawodnicy zmierzyli się w "kółeczku". Pierwszą półprofesjonalną grupą była szczecińska formacja Be-Bop.

Same kontesty, czyli zawody breakingu przestały mieć wyłącznie uliczny charakter. Do podboju ulic wielkich metropolii, zupełnie jak w latach 70., nie potrzebny był internet. Mimo to brakowało wciąż brakowało łącznika, który umocniłby międzynarodową pozycję b-boyingu.

W 2004 r. w szwajcarskim mieście Biel odbyła się pierwsza edycja zawodów Red Bull BC One. W szranki stanęło ze sobą 16 najlepszych b-boyów z całego świata. Walki ekip porzucono na rzecz potyczek jeden na jeden "solistów". Tym sposobem po raz pierwszy wyłoniono mistrza świata breakingu. O tym, jak przebiegły m.in. pierwsze zawody Red Bull BC One możecie przekonać się czytając nasz materiał, w którym przybliżamy pięć najbardziej spektakularnych zwycięstw w historii tego prestiżowego turnieju.

Blisko 15 lat organizowanych w różnych miejscach na świecie zawodów Red Bull BC One to jeden z najważniejszych rozdziałów w historii breakingu. Coroczny bój o miano najlepszego b-boya nie tylko zjednoczył środowisko, ale też stał się ogromnym wydarzeniem medialnym o globalnym zasięgu. Od kilku lat eliminacje do światowego finału odbywają się również w Polsce. Jak do tej pory barwy biało-czerwone reprezentowało dwóch zawodników - Kleju i Thomaz. Czy w tym roku dołączy do nich kolejny?

W dniach 7-8 kwietnia w Krakowie odbędą się eliminacje światowe eliminacje na Red Bull BC One Last Chance Cypher, skąd już bliska droga do globalnego finału i zmierzenia się z najlepszymi z najlepszych.

INTERIA.PL

Reklama