Reklama

Jak przeżyć mundial po męsku

Witalij Zdorowieckij: Jednym rajdem przyćmił wszystkie akcje Messiego

​Kim jest tajemniczy jegomość, który zakłócił finał mistrzostw świata i w trakcie meczu Niemcy - Argentyna usiłował pocałować Benedikta Hoewedesa? Stali czytelnicy naszego serwisu zapewne już go znają. To Witalij Zdorowieckij, król internetowych jajcarzy. Amerykański komik rosyjskiego pochodzenia jest znany z odważnych numerów, jednak w niedzielny wieczór wbiegając na murawę Maracany przeszedł samego siebie.

Przerwać finał mundialu - to nie udaje się każdemu. Dlatego od niedzieli Witalij przez wielu traktowany jest na równi z największymi gwiazdami mundialu. Choć telewizyjne kamery nie pokazały samego incydentu, gazety i portale internetowe całego świata momentalnie doniosły o wyczynie 22-letniego komika.

Błyskawicznie zareagował też Twitter, który dosłownie rozgrzał się do czerwoności. Zaledwie 10 minut wystarczyło, by Witalij zyskał 80 tysięcy (!) nowych followersów. W tym samym czasie jego profil na Facebooku polubiło ponad 200 tysięcy osób.

"Jeden rajd Witalija zrobił więcej zamieszania w niemieckiej obronie, niż wszystkie akcje Messiego" - skomentował żartobliwie jeden z internautów incydent z finału na Maracanie. Zresztą już przed meczem można się było spodziewać, że Witalij wywinie jakiś numer. Na swoim Twitterze zamieścił bowiem komunikat: "Do zobaczenia wieczorem w TV. Niemcy kontra Argentyna". A jeśli takie słowa wypowiada Zdorowieckij, to wiedz, że coś się dzieje!

"Stawiam 10 dolarów na to, że wbiegnie na murawę" - skomentował jedno z facebookowych zdjęć komika któryś z fanów, co spotkało się niemal z jednogłośną aprobatą. Post "zlajkowało" ponad 11 tysięcy osób, przeczuwających co wisi w powietrzu.

Reklama

No i stało się! "Natural born prankster" - urodzony jajcarz. Z takim hasłem wypisanym na ciele wparował na murawę Zdorowieckij. Ubrany jedynie w szorty, skarpetogetry i piłkarskie obuwie skierował się w kierunku Benedykta Hoewedesa. Nie miał jednak złych zamiarów. Akcja nie była także manifestem politycznym. Witalij zamierzał jedynie... pocałować grającego z numerem czwartym niemieckiego piłkarza.

Hoewedes nie odwzajemnił uczuć intruza, ale to nie zepsuło humoru Witalijowi. Wiwatując w stronę publiczności pobiegł dalej. Jego szalony rajd zakończyła dopiero interwencja służb porządkowych. Tych kilka chwil spędzonych na murawie stadionu w Rio wystarczyło jednak, by Zdorowieckij stał się jedną z gwiazd mundialu. Filmik z jego wyczynem nagrał z trybun jeden z gwiazdorów NBA, LeBron James. Koszykarz błyskawicznie umieścił wideo na swoim profilu na Instagramie. 

Pojmany przez ochronę Witalij trafił do aresztu, ale wkrótce wyszedł na wolność, by tweetować i celebrować swój wielki sukces. Wkrótce na jego profilu pojawiły się nowe zdjęcia i wpisy.

"Przepraszam za mój brzuch. Zjadłem wczoraj za dużo pizzy", - napisał najpierw. Następnie pochwalił się fotką z aresztu, gdzie doszedł do wniosku, że swój rajd na murawie rozegrał nie tak jak powinien. "Zawaliłem, wiem. Powinienem był pocałować Messiego" - zatweetował, a następnie dodał, że właśnie przeżył najpiękniejszy dzień w swoim życiu.

Znając Witalija możemy być jednak pewni, że po tak spektakularnej akcji nie osiądzie na laurach. W jego głowie zapewne kiełkuje już sto nowych pomysłów na kolejne numery króla internetowych jajcarzy...




INTERIA.PL

Reklama