Reklama

Z nędzy do pieniędzy. Czy e-sport to kraina baśni?

Tyler "Ninja" Blevins - jeden z najpopularniejszych gamerów i streamerów podczas rozgrywek na TwitchCon 2018 /Robert Reiners / Stringer /Getty Images

Obserwowałem esport jak w ciągu minionych dwudziestu lat przeistoczył się z chuderlawego naukowca w gigantycznego, zielonego (od dolarów) Hulka, oraz widziałem, jak napływ potężnych nagród pieniężnych zmienił całe pokolenie utalentowanych graczy, chciałbym więc w tym miejscu opowiedzieć o wszystkich tych śmiesznych, ostentacyjnych zakupach dokonywanych przez świeżo wykreowanych milionerów. 

Szaleńcze imprezy, kelnerzy, striptizerki, tysiące stawiane w jednym rozdaniu. Hotelowe szafy wyrzucane przez okno. Ogromne kau cje wpłacane w gotówce i natychmiast przepadające. Kosztowne komputery demolowane przez pijanego szampanem Nabuchodonozora. Chciałbym, ale sęk w tym, że w esporcie wszyscy najlepsi zawodnicy są cholernie skromni. (...)

Przychodzi mi na myśl co najwyżej Oleksandr "s1mple" Kostyliew, którego specjalnością jest Counter-Strike: Global Offensive. Był z niego kiedyś dziki dzieciak, niewiarygodnie arogancki: potrafił mówić kolegom z zespołu, że są beznadziejni  - prosto w twarz, w mojej obecności. Kiedy po raz pierwszy odebrał swoją część za udział w turnieju, było to może 25 tysięcy dolarów, powiedział: "chrzanić to", poszedł i kupił roleksa za 16 tysięcy. 

Reklama

Podczas kolejnego turnieju rzeczywiście nosił ten zegarek podczas gry, aż ktoś od organizatorów powiedział mu, żeby go zdjął, tak bardzo rozpraszało to innych. Ale to dosłownie jedyny przykład. Zresztą s1mple później zmienił się na lepsze. Wciąż jest dość skłonny do przechwałek, ale jego zaangażowanie w przedsięwzięcia charytatywne jest fantastyczne. Zdarzyło się nawet, że przeznaczył całą wygraną na program Gamers Outreach wspierający terapię hospitalizowanych dzieci. 

Nie mówię tego wszystkiego, żeby kanonizować zawodowych graczy. To paczka skromnych ludzi, ale istoty ludzkie na ogół takie się okazują, gdy je poznamy. Nie, mówię to, żeby skonfrontować z rzeczywistością wyobrażenia tych wszystkich czytelników, którzy mają nadzieję zamienić swoją umiejętność bezwzrokowego pisania na komputerze na karierę w grach Fortnite lub Dota 2. 

Kto uważa, że zrobiłby ze swoimi wygranymi coś innego, zapewne niewłaściwie podchodzi też do samej gry. Zarabianie zawodową grą jest wciąż niewiarygodnie trudne i nie dlatego warto się nią zająć. Ludzie, którzy chcieliby trwonić pieniądze wygrane dzięki wyczynom trafiającym do nagłówków wiadomości, zapewne w ogóle nie utrzymują się w esporcie wystarczająco długo, by cokolwiek wygrać. 

Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje