Reklama

​Super Naukoledzy 2099: Chcieli zrobić to bez Polaka. Nie udało się...

"Super Naukoledzy 2099" - w wersji komiksowej przygody drużyny supernaukowców są jeszcze bardziej pokręcone, niż w serialu animowanym /materiały prasowe

Brett, jesteś nie tylko reżyserem i producentem serialu, ale także głosem jednego z jego bohaterów - Sigmunda Freuda. Sam powiedziałeś, że w tworzeniu "Super Naukolegów" nie macie żadnych ograniczeń. Dlaczego więc wcielasz się w kogoś, kogo supermocą jest kontrolowanie popędu seksualnego?

Brett: Już dawno nikt mnie o to nie zapytał... Widzów bardzo ciekawi, dlaczego Freud trafił do drużyny złożonej z "prawdziwych" naukowców, takich jak Maria Skłodowska-Curie, Karol Darwin czy Albert Einstein. Jestem zdania, że nawet jeśli wiele freudowskich teorii zostało obalonych, to wciąż zasługuje on na miano wielkiego uczonego. Nie zawsze trzeba mieć rację, aby być naukowcem.

- Sam powód, dla którego Freud trafił do drużyny jest jednak bardziej prozaiczny. Kiedy wymyślaliśmy "Super Naukolegów", mieliśmy przed oczami komiksową grupę X-Men. Wiedzieliśmy, że potrzeba nam kogoś z mocami podobnymi do Jean Grey lub Profesora X (postaci z serii "X-Men" o mocach telepatycznych - red.). Freud, z jego przemyśleniami na temat seksualności człowieka, wydał nam się do tego, jak najbardziej odpowiedni i odpowiednio śmieszny.

Reklama

Co jest zatem najlepszą częścią pracy nad "Super Naukolegami"?

Brett: Myślę, że oglądanie tego, co z naszymi pomysłami zrobili fani. Piszą fanfiki (fanowskie opowieści - red.), tworzą własne komiksy, a nawet gry wideo! Gorąco polecam sprawdzić produkcję "Super Science Friends: Time Runner" oraz pojawiające się na Instagramie prace autorstwa @the_super_fan_friends i @einsteinsavestheday. No i sama praca z Marcinem jest czymś naprawdę świetnym! 

Przejdźmy do komiksu: Jak powstawali papierowi "Super Naukoledzy 2099"? Czy ustaliliście jasny podział na scenarzystę i rysownika? A może miałeś o wiele większy wpływ na scenariusz tej opowieści? 

Marcin: Ze względu na odległość we wszystkich czterech wymiarach, współpraca Kanada - Polska przez internet jest zdecydowanie mniej wdzięczna niż praca biurko w biurko, Brett od razu zostawił mnie z mocami decyzyjnymi "co i jak". Podsyłał mi luźne opisy tego, co chciałby, żeby działo się na kolejnych stronach, a ja z tego już samodzielnie robiłem gotowe plansze, z dialogami i wszystkim. 

- Jednocześnie bawiliśmy się też w zaskakiwanie jeden drugiego: Ja nie chciałem wiedzieć co będzie daleko dalej. Ba, czasem Brett też sam pewnie nie wiedział i zmieniał zdanie na bazie tego, co ja narysowałem... 

Dużo o rysowniku mówi to, co najbardziej lubi rysować, ale jeszcze więcej to, czego nienawidzi. Za czym, delikatnie mówiąc, nie przepadasz, kiedy pracujesz nad kolejnymi kadrami?

Marcin: Hmmm, miałem dużo szczęścia do tej pory, że nigdy nie musiałem w komiksach rysować czegoś, czego bym nie chciał. Ale nie wyobrażam sobie na przykład rysowania komiksu pochwalnego, gdzie przez cały album musiałbym rysować laurkowo postać historyczną.

Czy w planach są kolejne komiksy z cyklu "Super Science Friends"? Jak jeszcze można rozwinąć to szalone uniwersum? Sam nie ukrywam, że całość aż się prosi o grę wideo!

Marcin: W tym momencie próbujemy odpocząć na tyle, na ile potrafimy i nacieszyć się polskim wydaniem komiksu! Nawiasem mówiąc, bawiłem się świetnie przerabiając dialogi na polski.

Brett: Zdradzę, że coś się dzieje w temacie gry wideo. Na tę chwilę mogę powiedzieć tyle, że chcemy nadal rozszerzać to uniwersum. Marzy mi się seria osobna seria o Aleksandrze Grahamie Bellu. Myślę, że byłoby to coś super. Na szczęście możemy też polegać na fanach, którzy, jak już wspomniałem, rozszerzają ten świat za nas!

Marcinie, a ty kogo najchętniej widziałbyś w rozszerzonym składzie "Super Naukolegów"?

Marcin: Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmm....

Wróćmy zatem do gier wideo. Jak godzisz pracę twórczą w studiu deweloperskim z pracą twórczą polegającą na rysowaniu komiksów? Jaka jest największa różnica między cyfrowym a analogowym medium?

Marcin: Godzę bezproblemowo... a nawet myślę, że to jest mi niesłychanie potrzebne! Szczerze wierzę, że aby nie zastygnąć w jednym medium i w jednym sposobie robienia rzeczy, trzeba nie tylko z niejednego pieca jeść chleb, ale też w różnych piecach samemu robić różne wypieki. 

- Bardzo też lubię fizyczne artefakty, jakimi są wydrukowane komiksy: możliwość autografowania, stawiania na półce, pożyczania znajomym, prezentowania, niezobowiązującego przeglądania, ich samozawartość. To wszystko rzeczy z których się zawsze bardzo cieszę. Natomiast produkcyjnie, to w dalszym ciągu ten sam monitor i ten sam fotel, co robienie gier - komiksy od lat rysuję już cyfrowo. 

Brett, nawet w polskim wydaniu "Super Naukolegów 2099" znajdziemy informację, że wciąż tkwisz w pętli trzech gier: "Fallout" - "Dark Souls" - "The Elder Scrolls: Skyrim". Czy znalazłeś wreszcie tytuł, który cię z niej wyciągnął?

Brett: Biorąc pod uwagę to, że właśnie skończyłem "Dark Souls: Remastered" powiem tylko jedno: "nie". Na przestrzeni ostatnich lat grałem w wiele świetnych gier. "Bloodborne", "Sekiro", "Outer Worlds", "Pillars of Eternity" i "Civilization". Jednak wciąż chciałbym znaleźć tytuł, który nie będzie tylko lepszą wersją tego, w co już kiedyś grałem. Znam jednak siebie i wiem, że jak tylko wyjdzie jakiś nowy mod do "Skyrima" lub odświeżona wersja którejś gry z serii "The Elder Scrolls", to już po mnie...

Rozmawiał Michał Ostasz


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje