Reklama

Rob Halford. Wyznanie. "Zdradziłem swoją tajemnicę. Czułem się wspaniale"

"BUM! Usłyszałem za sobą głośny łomot. To producentka programu upuściła tabliczkę. No cóż, nie planowałem tego przemówienia, ale skoro już zacząłem, to czemu nie" /Tim Mosenfelder /Getty Images

"- Może to kwestia tego nowego projektu - dodałem. - Może właśnie to sprawiło, że pomyślałem: "A co mi tam? Czas pokazać się ludziom takim, jaki jestem". Uśmiechnąłem się do dziennikarza. - Ale przecież na pewno już o tym wiedziałeś. Jego oczy się rozszerzyły i zaczęły przypominać spodki, gdy zdał sobie sprawę, do czego właśnie doszło w jego programie. Odpowiedział, wciąż w szoku, że "słyszał pewne plotki", a następnie spytał, czy taka otwartość z mojej strony byłaby możliwa w czasach, gdy śpiewałem w Judas Priest. - Nie - odparłem. - Powstrzymywano mnie" - pisze w swojej autobiografii wokalista Rob Halford.

Reklama

Już w latach 80. fani przezwali go "Metal God", czyli "Bóg Metalu". Ale życie Roberta Johna Arthura Halforda dalekie było momentami od raju. Legendarny wokalista, znany głównie z występów w brytyjskim zespole Judas Priest, przez całe dziesięciolecia zmagał się ze swoimi demonami, z których niewątpliwie najwięcej zmartwień przysporzył mu temat seksualności w surowym metalowym środowisku. Swoje zrobiły też narkotyki i alkohol.

O tym, jak znalazł się na dnie, o swoim dziwacznym spotkaniu z Madonną, o swoim spektakularnym coming oucie i wieli innych zwariowanych epizodach ze swojego pełnego przygód rock'n'rollowego życia opowiada w autobiografii zatytułowanej wymownie "Wyznanie".

Poniższe fragmenty pochodzą z książki "Wyznanie" autorstwa Roba Halforda, wydanej w Polsce przez wydawnictwo SQN, w tłumaczeniu Jakuba Michalskiego.

Reklama

Siedzieliśmy w barze do zamknięcia, a potem wróciliśmy do mnie taksówką. David wypił trochę za dużo, żeby wsiąść w auto, więc przenocował w pokoju gościnnym. Zamknąłem się w sypialni z butelką Jacka Daniel’sa - bo niby czemu miałbym już kończyć imprezę? - a mój wzrok skierował się na stojące przy łóżku pudełeczko.

Kokainowo - alkoholowe ciągi sprawiły, że moje problemy z bezsennością pogorszyły się w ostatnich tygodniach i pewien pomocny lekarz z LA przepisał mi miesięczny zapas tabletek nasennych. I leżały tak sobie tuż obok mojego łóżka. Uśmiechały się do mnie i mrugały zachęcająco.

Podjąłem decyzję - zaskakująco łatwo. Pewnie. Zrobię to. Czemu nie? A kto niby będzie za mną tęsknił? Nikt mnie nie kocha! Położyłem się na brzegu łóżka, otworzyłem JD oraz pudełeczko z tabletkami. Wyjąłem jedną z nich z opakowania i wziąłem. 

Wypiłem łyk JD. Nikt mnie nie kocha.

Tabletka. Łyk JD. Nikt mnie nie kocha.

Tabletka. Łyk JD. Nikt mnie nie kocha. 

Tabletka. Łyk JD. Nikt mnie nie kocha.

Bóg jeden wie, ile razy to powtórzyłem. Z 20? Może 25? Straciłem rachubę. A jednak przez cały ten czas w głowie słyszałem pewien głos - cichy, lecz stanowczy. Poznałem go. To był mój własny głos: Co ty ROBISZ, Rob, ty pieprzony idioto?!

Ogarnąłem się. W ostatniej chwili. Zaczynałem już powoli odjeżdżać, gdy zwlokłem się z łóżka i z trudem poszedłem w stronę pokoju gościnnego. Zacząłem dobijać się do drzwi. Po chwili otworzył mi wpół przytomny David.

- Czego chcesz? - Chyba właśnie przedawkowałem - odparłem.- O, Chryste! 

David pobiegł do mojego pokoju i ujrzał puste opakowanie po tabletkach oraz butelkę JD. - Do samochodu, szybko! - rozkazał, ubierając się. - Już! Zawiózł mnie do szpitala im. Johna C. Lincolna w centrum Phoenix. Tam szybko przetransportowali mnie na pogotowie i zrobili mi płukanie żołądka. Wpompowali we mnie jakiś czarny płyn, który sprawił, że zwymiotowałem całą zażytą wcześniej truciznę.

INTERIA/materiały prasowe

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Rob Halford | Judas Priest | autobiografia | popkultura | metal

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje