Reklama

Retromania, duchologia, hauntologia: Kiedy upragniona przyszłość nie chce nadejść

Wspomnienia z dawnych lat to często "nostalgia za utraconą przyszłością" (grafika będąca "wizytówką" grupy Jak będzie w Polonii 1? – sekcja retromanii, duchologii i nostalgii) /Szymon Przeklasa /materiały prasowe

"Kiedyś to było" piszą w facebookowych komentarzach coraz młodsi. Tęsknotę za PRL-em i latami 80. powoli zastępują wspominki o czasach potransformacyjnych i początku XXI w. O tym, że na nostalgię nie ma mocnych i o tym, co naprawdę oznaczają memy z serii "małpa Polak" rozmawiam z kulturoznawcą Rafałem Sowińskim.

Reklama

"Polski serial science-fiction o niebieskiej latającej kulce" - byłem pewien, że wpisując to hasło w Google przypomnę sobie nazwę produkcji, którą namiętnie oglądałem w dzieciństwie. Nic z tego, wszechwiedząca wyszukiwarka milczała jak grób. Nie poddałem się i poszukiwania przeniosłem na Facebooka. Odpowiedź znalazłem na grupie "Jak będzie w Polonii 1? - sekcja retromanii, duchologii i nostalgii". Jej członkowie od razu zidentyfikowali poszukiwane przeze mnie dzieło. Chodziło o polsko-niemieckie "WOW" z - jeszcze - młodym Malajkatem i bardzo młodym Damięckim. 

Nie byłem jedyny, który trafił do tej części internetu poprzez zagwozdkę z przeszłości. Zostałem, bo otworzyła się przede mną brama fascynującego świata retromanii i duchologii, po którym oprowadził mnie Rafał Sowiński, administrator społeczności "Jak będzie w Polonii 1".

Michał Ostasz, interia.pl: W sieci można natknąć się na kilka terminów: retromania, duchologia, hauntologia. Skąd wynika ta mnogość i czym różnią się one od zwykłej nostalgii?

Rafał Sowiński: Nie da się ukryć, że humanistyką poniekąd rządzą mody. Jeśli jakiś termin opisuje lepiej niż poprzednie pewien fragment naszej rzeczywistości, to ma spore szanse stać się modnym. Tak właśnie jest z tymi pojęciami - każde z nich jest ma coś wspólnego z nostalgią, ale dotyczy czegoś trochę innego. Retromania to pomysł brytyjskiego krytyka muzycznego, Simona Reynoldsa. Zauważa on, że spora część naszej współczesnej popkultury - muzyki, filmów i tak dalej - jest uzależniona od tego, co już kiedyś było. Stąd w kinach tak wiele remake’ów czy sequeli, stąd popularność motywów rodem z lat 80. i coraz częściej 90. Właśnie ta współczesna kondycja kultury, która skazuje nas na nieustanne powtarzanie, nazywana jest retromanią.

Reklama

- Z hauntologią sprawa jest bardziej skomplikowana. Termin ten, który w Polsce bywa też tłumaczony jako widmontologia, wprowadził francuski filozof, Jacques Derrida. Próbował on w ten sposób określić stan, w którym nawiedza nas widmo przeszłości, a konkretniej komunizmu. 

- Z czasem hauntologia została przeniesiona na grunt rozważań o kulturze popularnej i w tym znaczeniu najogólniej dotyczy on naszych różnych, często niejasnych i niepokojących, wspomnień z dzieciństwa. Muzyka, którą słyszeliśmy z pokoju rodziców zza ściany, dziwne programy telewizyjne, jakiś obrazek z książki, który utkwił nam w pamięci - wszystko to może być hauntologią. Inni z kolei nazywają tak wizje przyszłości, które nigdy się nie dokonały - stąd hauntologia miałaby być "nostalgią za utraconą przyszłością". 

- Duchologia to natomiast jedno ze spolszczeń tego terminu, ale o jeszcze węższym znaczeniu - w ujęciu Olgi Drendy, polskiej antropolożki kulturowej, dotyczy on specyficznej estetyki okresu transformacji ustrojowej. Duchologią więc byłoby wszystko to, co kojarzy się z tamtym okresem i czasem jeszcze "straszy" na ulicach naszych miast. Warto jednak pamiętać, że wiele osób używa terminów duchologia i hauntologia naprzemiennie.

Duchologia to zatem bardziej zjawisko czy coś, co można już nazwać pełnoprawną dziedziną nauki?

- Nie nazwałbym jej dziedziną nauki. To raczej pewna przestrzeń, w której spotykają się zainteresowania kulturoznawców, psychologów, socjologów, filozofów i artystów. Warto też pamiętać, że ta przestrzeń nie musi mieć nic wspólnego z aktywnością akademicką, o czym świadczą na przykład liczne amatorskie Facebookowe strony poruszające ten temat. 

Czym jednak różni się takie uświadomione, w twoim przypadku wręcz akademickie,  podejście do wspomnień od zwykłych, nie tylko internetowych rozważań o przeszłości?

- Myślę, że te dwa podejścia tak naprawdę nie są jasno rozgraniczone - nie wierzę w naukę, która zamyka się w murach uniwersytetu i nie interesuje ją, co ludzie mają do powiedzenia, co czują i co robią. Gdybym miał jednak wyróżnić jedną podstawową różnicę, to jest nią to, że akademickie podejście bardziej skupia się na samym procesie wspominania niż tym, co jest wspominane. Nie da się tego jednak od siebie oddzielić - bo czy dałoby się badać, na przykład, wspomnienia o transformacji ustrojowej w Polsce bez wzięcia pod uwagę kontekstu tych wydarzeń? Czy można pisać o roli dobranocek w osobistych hauntologiach i zignorować to, jakie to były dobranocki?

- No i nie da się zapomnieć o tym, że akademicki punkt widzenia przejawia skłonność do wpisywania różnych zjawisk odnoszących się do przeszłości we wspomniane wcześniej modele retromanii, nostalgii i hauntologii. A to na pewno nie jedyny sposób, na jaki można o przeszłości mówić i jak ją badać, tym bardziej, że studia nad pamięcią to poważna część współczesnej humanistyki.

- Tak naprawdę każda osoba ma jakąś swoją hauntologię - jakieś fragmentaryczne wspomnienia, czasem mieszające fakty z wyobrażeniami, często trochę straszne. W pewnym zakresie te hauntologie czy duchologie są nie tylko osobiste, ale też pokoleniowe. Inny zestaw tego typu wspomnień mają osoby z roczników wczesnych lat 80., inny - "dzieci neo".

Czyli miejską legendę o porywającej dzieci czarnej wołdze możemy śmiało traktować jako zbiorową hauntologię? Moją, z racji wieku, jest raczej postać Buki z rysunkowych Muminków. Na jakie przykłady strasznych bądź niepokojących hauntologii natknąłeś się w czasie swoich “badań"?

- Legendy miejskie i hauntologia mają dużo wspólnego i czarna wołga jest tego dobrym przykładem. Tych legend było zresztą znacznie więcej - sam w dzieciństwie często słyszałem opowieści o tym, że zmywalne tatuaże mogą zawierać narkotyki. A "Muminki" to również moja osobista hauntologia, choć bardziej niż Buka niepokoili mnie Hatifnatowie - byli oni bardzo dziwni i w ogóle nie wiadomo, o co im chodziło. 

-W prowadzonej przeze mnie Facebookowej grupie, "Jak będzie w Polonii 1?", członkowie często wyciągają z pamięci takie wspomnienia. Okazuje się, że te dziecięce strachy odnajdziemy w takich rzeczach, jak chociażby teledysk do utworu "Cichosza" Grzegorza Turnaua, programy z Zulu Gulą czy nawet piosenki Fasolek. Bardzo często takie wspomnienie to jakiś drobny fragment, jedna krótka scena, której pochodzenia nawet nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: hauntologia | nostalgia | Retromania | duchologia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje