Reklama

Pierwsze polskie reklamy

Stopklatki z kilku polskich spotów słusznie otoczonych kultem /YouTube

"Ojciec, prać!", "No to Frugo", "Oferta Zrembu zawsze na czasie" - może to nie były szczyty kreatywności, ale wielu z nas pamięta hasła pierwszych polskich reklam. Piosenka "Mydełko Fa" miała być żartem, a okazało się, że również weszła do historii polskiego rynku reklamowego. Tyle, że przypadkiem...

Reklama

Historie o początkach polskiej reklamy opowiada Agata Jakóbczak w książce "Transformersi, Superbohaterowie polskiej reklamy 80.-90.":

La cucaracha i Prusakolep

Na pomysł produkowania w Polsce środka na prusaki wpadł amerykański biznesmen polskiego pochodzenia, niejaki Anatolij Dunajew. Był barwną postacią - udawał rosyjskiego kniazia, jeździł rolls-royce’em, otaczał się pięknymi kobietami, szastał pieniędzmi na prawo i lewo. Wypielęgnowane dłonie, laska z hebanu. Książę. Tak go nazywano.(...)

Reklama

Biznesmen postanowił zrobić coś dla dobra swojego kraju i uwolnić go od prusaków. Brakowało środków czystości, więc karaluchy pojawiały się wówczas wszędzie - w sklepach, w restauracjach, w domach... Ich mnożeniu się sprzyjały też bloki z wielkiej płyty wyposażone w zsypy na śmieci, raj dla robactwa.(...)

Pierwszą reklamę, w której Dunajew obsadził swoją dziewczynę, nakręcił ktoś z telewizji, ale potrzeba było większego rozmachu, żeby zawojować rynek. Dlatego trafił do Wojtka Iwańskiego. Iwański podszedł do tematu profesjonalnie. Wymyślił thriller o ludziach uciekających przed prusakami. Postanowił sfilmować prawdziwe owady. Ale skąd je wziąć w takiej ilości? Potrzebny też był specjalny obiektyw, żeby powiększyć stworzonka. Iwański wpadł na pomysł, żeby pójść do Instytutu Żywności i Żywienia. W pojemnikach przechowywali tam prusaki do badań. I zgodzili się, żeby je sfilmował. Ale nie było to łatwe, bo stworzenia bardzo szybko się poruszały. Naukowcy podpowiedzieli, że prusaki można lekko odurzyć gazem usypiającym, którego oni sami używają podczas pracy nad owadami, wtedy będą wolniejsze. Dzięki temu udało się nakręcić reklamę.

Twórcy dodali do niej hiszpańską melodię La cucaracha (czyli "karaluch" właśnie). Oczywiście nikt wtedy nie przejmował się prawami autorskimi - jeżeli muzyka pasowała, to podkładało się ją z taśmy magnetofonowej pod reklamowy obrazek i tyle. Powstał straszny, nieco psychodeliczny filmik, przypominający stylem wczesnego Davida Lyncha. (...) Plotka głosi, że całą produkcję Prusakolepu wykupiła polska armia.

Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje