Reklama

Netflix: Ciężkie początki giganta, któremu wieszczono niepowodzenie

Od wypożyczalni DVD do serialowego giganta. Droga, którą przebyli założyciele Netflixa była bardzo długa /Mario Hommes/DeFodi Images /Getty Images

Reklama

Cała firma - wszystkich piętnastu pracowników - stłoczyła się w moim biurze. Krótko po wprowadzeniu się do nowej siedziby, razem z Christiną zapisaliśmy na białej tablicy dwie kolumny słów. W pierwszej znalazły się te związane z internetem, a w drugiej - z filmami. Uznaliśmy, że najlepsza będzie nazwa gładko łącząca te dwa elementy i jak najkrótsza.

Zadanie okazało się niesamowicie trudne. Po pierwsze, trzeba wymyślić coś chwytliwego, co łatwo wymówić i jeszcze łatwiej zapamiętać. Najlepsza są słowa jedno- albo dwusylabowe - idealnie byłoby mieć do tego akcent na pierwszą. Przypomnij sobie najpopularniejsze strony internetowe: Goo-gle, Face-book. Te nazwy mają w sobie moc.

Reklama

Zbyt wiele sylab, zbyt wiele liter, a ryzykujesz, że ludzie będą źle zapisywać nazwę twojej witryny. Z kolei jeśli będzie ich zbyt mało, mogą mieć trudność z jej zapamiętaniem.

Pozostawała jeszcze kwestia dostępności. Nawet jeśli znajdziesz idealną nazwę, nie ma to najmniejszego znaczenia, jeśli ktoś zdążył ją już zarejestrować albo wykupił domenę.

Przez kilka tygodni przed tamtym spotkaniem zachęcałem wszystkich, by zapisywali swoje pomysły na tablicy. Większość z nich zdążyłem już sprawdzić pod kątem dostępności i tak dalej. Nadszedł wreszcie czas podjęcia ostatecznej decyzji. Godziny mijały, cienie na podłodze wydłużały się, a my przerzucaliśmy się nazwami, dopasowując sylaby z jednej i drugiej kolumny. Odtworzyłem listę po wstępnej selekcji:

- TakeOne

- TakeTwo

- SceneOne

- SceneTwo

- Flix.com

- Fastforward

- NowShowing

- Directpix

- Videopix

- E-Flix.com

- NetFlix

- CinemaCenter

- WebFlix

- CinemaDirect

- NetPix

Można tu znaleźć kilka prawdziwych klejnotów. Directpix.com. NowShowing. E-Flix.com.

Omal nie zostaliśmy CinemaCenter.

Każdy miał swojego ulubieńca. Boris i Vita zostali wielkimi fanami mojego czarnego labradora, Luny, która często zaglądała do siedziby, i podobała im się niejednoznaczna nazwa Luna.com. Nie miała nic wspólnego z oferowaną przez nas usługą, ale za to miała tylko cztery litery. Jim przepadał za NowShowing. Christina głosowała za Replay.com.

Ja obstawałem za Rent.com. Uważałem, że ze wszystkich pomysłów w najbardziej oczywisty sposób łączył się z wypożyczaniem filmów, jednak nawet nie dodałem go do listy propozycji. Nie tylko nie posiadał żadnego elementu wskazującego na internet, ale też domena z tą nazwą została już zarejestrowana, a odkupienie jej kosztowałoby czterdzieści tysięcy dolarów. W tamtym momencie wydawało mi się to fortuną.

Wszyscy - i mam na myśli naprawdę wszystkich - początkowo patrzyliśmy na Netflix raczej niechętnie. Pewnie, dwie sylaby. Jasne, nazwa spełniało oba kryteria, nawiązując zarówno do filmów, jak i do internetu. Jednak martwiliśmy się o skojarzenia z cząstką flix.

- Jak na to patrzę, to przychodzi mi na myśl porno - oznajmił Jim w czasie zebrania. - Łóżkowe fikołki i takie tam.

- No i to x - dodała Christina.

- Musimy się na coś zdecydować - zauważyła Te, która już praktycznie rwała włosy z głowy. Zostało nam zaledwie kilka miesięcy do uruchomienia platformy, a ona jeszcze nie zdążyła zaprojektować logo. - Czas wreszcie coś wybrać i tyle.

No i wybraliśmy. Nie było żadnego głosowania, żadnego podniosłego rytuału. Wydrukowaliśmy listę i wgapialiśmy się w nią. Wszyscy poszli do domu i przespali się z tym. Następnego dnia podjęliśmy jednogłośną decyzję: NetFlix.com.

Nie było idealnie. Brzmiało trochę pornograficznie. Ale to była najlepsza nazwa, jaką potrafiliśmy wymyślić.

***Zobacz także***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje