Reklama

​Napad na bank. To takie amerykańskie

Napady na bank stały się już częścią amerykańskiej popkultury /istock photo /materiały prasowe

W historii Stanów Zjednoczonych dokonano setek tysięcy napadów na banki — większość w ostatnich kilkudziesięciu latach. Nie ma drugiego narodu na świecie, który pod tym względem mógłby równać się z Amerykanami - pisze Marek Wałkuski w książce "To jest napad. Czyli kawałek nieznanej historii Ameryki". Napady są częścią nie tylko historii USA, ale też nierozerwalnie związane z popkulturą.

Reklama

Przeczytaj fragment książki "To jest napad. Czyli kawałek nieznanej historii Ameryki":

Jednym z powodów masowego charakteru napadów na banki w USA może być powszechny dostęp do broni. Kiedy rabuś wchodzi tu do banku i domaga się pieniędzy, kasjer musi przyjąć, że jest on uzbrojony - nawet gdy ma do czynienia z emerytem, studentem czy matką z dzieckiem. By uniknąć potencjalnego rozlewu krwi, pracownikowi banku nie pozostaje nic innego jak spełnić żądanie przestępcy i przekazać mu gotówkę. Obowiązujące w amerykańskich bankach przepisy nakazują bezwzględne wykonywanie poleceń rabusia, co oznacza, że ma on pewność, iż nie odejdzie od okienka z pustymi rękami. W innych krajach istnieje domniemanie, że przeciętny obywatel nie posiada przy sobie broni. W takich sytuacjach prawdopodobieństwo odmowy przekazania gotówki lub interwencji osób postronnych jest znacznie większe. W innych krajach napady na banki są domeną zawodowych gangsterów. W Ameryce mają one masowy charakter.

Reklama

Od pierwszych dni Ameryki aż do okresu międzywojennego napady na banki były specjalnością białych mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Jedna z pierwszych relacji o napadzie dokonanym przez czarnoskórego Amerykanina pochodzi z roku 1814, kiedy to dziennik "Hartford Courant" poinformował, iż zwolniony wcześniej z więzienia "murzyn o nazwisku Richard Dickson" został aresztowany pod zarzutem kradzieży 1700 dolarów z banku w Salem. W czasach Dzikiego Zachodu istnieli co prawda także czarnoskórzy kowboje, ale wśród członków gangów napadających na banki próżno szukać Afroamerykanów.

Obecnie czarnoskórzy Amerykanie biorą udział w ponad 40 procentach skoków na banki, choć stanowią niespełna 12 procent populacji. Może mieć to związek ze znacznie wyższym poziomem ogólnej przestępczości w tej grupie, większą biedą wśród Afroamerykanów oraz powszechniejszym sięganiem przez nich po narkotyki, co często prowadzi do decyzji o napadzie w celu szybkiego zdobycia gotówki. Skoki na banki nie są z kolei domeną Latynosów. Choć stanowią oni 15 procent społeczeństwa, biorą udział jedynie w 6 procentach napadów. Ze wszystkich grup rasowych najmniej rabowaniem banków zainteresowani są Azjaci. Dokonują oni zaledwie jednego na 300 napadów, choć stanowią jedną dwudziestą populacji.

W piątek przed południem

Z raportów FBI wynika, że najwięcej skoków na banki ma miejsce w piątek. Najpopularniejsza pora dnia to godziny przedpołudniowe — od 9 do 11 rano. Położenie banku nie ma znaczenia. Równie często rabowane są banki w dużych aglomeracjach, jak i te na przedmieściach czy w małych miasteczkach. Wbrew temu co pokazuje się w filmach, napady na banki mają zwykle spokojny przebieg. Choć w większości przypadków sprawcy demonstrują broń albo udają, że ją posiadają, to tylko w jednym na 35 napadów dochodzi do użycia przemocy. W 2016 roku w ponad 4200 napadach obrażenia odniosły jedynie 43 osoby. W wielu przypadkach byli to sami sprawcy, którzy podczas ucieczki spowodowali wypadki samochodowe lub zostali postrzeleni przez policjantów. W 2016 roku podczas napadów na banki zginęło osiem osób, w tym siedmiu rabusiów.

Z napadowych statystyk wynika, że banki powszechnie stosują zabezpieczenia w postaci alarmów i kamer. Filmy lub zdjęcia wykonano 95 procentom rabusiów, a alarm uruchomiono w przypadku ponad 85 procent napadów. W co trzecim napadzie sprawcy otrzymali oznakowane pieniądze, a w co piątym pracownicy banku wrzucili im do torby pojemnik z eksplodującą farbą lub lokalizator GPS. Tylko w nielicznych przypadkach rabuś trafił na strażnika lub ochroniarza. Ich zatrudnianie całkowicie nie opłaca się bankom, bowiem przeciętny bank rabowany jest raz na 20 - 25 lat, a średnia wysokość łupu wynosi 7 tysięcy dolarów. W tym samym okresie zatrudnienie strażnika kosztowałoby co najmniej milion dolarów.

Początki napadów

Amerykanie rabowali banki od początku istnienia Stanów Zjednoczonych. Do połowy XIX wieku robili to, włamując się do nich. Pierwszy taki rabunek miał miejsce w 1798 roku, gdy dwaj współpracujący z portierem złodzieje dostali się do skarbca Banku Pensylwanii, z którego wynieśli ponad 160 tysięcy dolarów. W 1805 roku dziennik "Maryland Gazette" opublikował oświadczenie kasjera banku z Annapolis Davida Harrisa, który informował o włamaniu, podczas którego złodzieje zabrali skrzynię ze złotymi i srebrnymi monetami. Nie ma wątpliwości, że w ten ohydny rabunek zaangażowanych było kilku złoczyńców — stwierdził Harris, oferując 1000 dolarów nagrody.

Dwa lata później gazeta "Harford Courant" informowała o napadzie na przewoźnika pieniędzy Johna Whitinga i kradzieży 13 tysięcy dolarów. Podczas zdarzenia doszło do wymiany ognia z pistoletów. Na szczęście nikt nie został ranny, aczkolwiek sprawcom udało się uciec z łupem. Głośny skok na bank miał miejsce w 1811 roku w Charleston w Karolinie Południowej. Nieznany sprawca włamał się do tamtejszego banku, kradnąc 135 tysięcy dolarów w srebrnych i złotych monetach. Dyrektor banku wyznaczył nagrodę w wysokości 10 tysięcy dolarów, co sprawiło, że okoliczni mieszkańcy zasypali go informacjami o wszelkich podejrzanych typach. Jedno z doniesień mówiło o tym, że niejaki Benjamin Gray zapłacił za zakupy w sklepie spożywczym srebrnymi monetami. Ponieważ mężczyzna ten zwykle nie posiadał gotówki, sprzedawca wprost zapytał, czy czasem nie obrabował banku. Po tej uwadze zaobserwowano, że Gray zaczerwienił się, zaniemówił i niemalże zadławił. Wziął wtedy do ręki butelkę i wypił z niej jednym duszkiem ćwierć litra rumu — donosił dziennik "Courier and Enquirer".

Gazeta relacjonowała, że lokalne władze i przedstawiciele banku przesłuchali wtedy jednego z niewolników Graya, któremu obiecali wolność w zamian za pomoc w odzyskaniu skradzionych pieniędzy. Niewolnik zeznał, że jego właściciel rzeczywiście obrabował bank, a łup ukrył w dole wykopanym obok obory i przykrytym nawozem. Złote i srebrne monety, znajdujące się w 28 kufrach, sprawca wywiózł na wózku przy pomocy jego oraz innego niewolnika. W kryjówce rzeczywiście odnaleziono skradzione pieniądze z wyjątkiem kilkuset dolarów, a także dorobione klucze, za pomocą których Gray dostał się do banku. Sprawca kradzieży został aresztowany, a niewolnika wysłano do Filadelfii jako wolnego człowieka z zaleceniem, by zmienił nazwisko.

 

Jeden z największych dziewiętnastowiecznych napadów na bank miał miejsce w Nowym Jorku, a dokonał go 36-letni imigrant z Anglii, niejaki William Murray. W marcu 1831 roku wraz ze wspólnikiem zrabowali z City Banku ponad 240 tysięcy dolarów, za co zostali posłani na 5 lat do więzienia Sing Sing. Ówczesna prasa ubolewała, że choć to najwyższa kara, jaką mogli dostać, to jest ona nieproporcjonalnie mała "w stosunku do ogromu i powagi przestępstwa".(...)

Napady w popkulturze

Napady na banki zajmują istotne miejsce w zbiorowej wyobraźni Amerykanów. W Stanach Zjednoczonych funkcjonuje mit romantycznego kowboja z czasów Dzikiego Zachodu, który w gorące popołudnie przyjeżdża do małego miasteczka, przywiązuje konia do drewnianej poręczy, wchodzi do banku, wyciąga pistolet, zabiera pieniądze i bez jednego wystrzału odjeżdża w stronę zachodzącego słońca. Żywa jest tu legenda Jessego Jamesa, którego brawurowe akcje opisywała prasa w całych Stanach Zjednoczonych i który, wbrew historycznym faktom, do dziś uznawany jest za amerykańskiego Robin Hooda.

W latach trzydziestych XX wieku cały kraj śledził losy Bonnie i Clyde’a, dzięki którym do opowieści o napadach wkradł się wątek miłosny. FBI na swojej stronie internetowej ma specjalną zakładkę poświęconą słynnym przestępcom, wśród których jest wielu bankowych rabusiów. W muzeach w całym kraju prezentowane są należące do nich pistolety, a samochody, którymi uciekali przed policją, sprzedawane są na aukcjach za setki tysięcy dolarów.

Napadom poświęcono tysiące książek, programów telewizyjnych, teledysków, gier wideo i filmów. To jeden z ulubionych tematów Hollywood, gdzie o skokach na banki kręcono zarówno filmy sensacyjne, jak i komedie. W co najmniej 20 amerykańskich produkcjach pojawia się postać Jessego Jamesa, popularnymi bohaterami są także Butch Cassidy i Sundance Kid, gang Wild Bunch oraz Willie Sutton. Jednym z najsłynniejszych filmów o bankowych rabusiach jest nagrodzony Oscarami obraz Bonnie i Clyde z roku 1967, z Warrenem Beatty i Faye Dunaway w rolach głównych. Do najzabawniejszych należy komedia Woody’ego Allena pt. Bierz forsę i w nogi ze słynną sceną, podczas której Virgil Starkwell (Allen) podaje kasjerowi nabazgraną notatkę z żądaniem 50 tysięcy dolarów, co prowadzi do długiej dyskusji na temat jej treści.

W muzyce i grach wideo

Bierz forsę i w nogi to także tytuł piosenki zespołu Steve Miller Band, inspirowanej postaciami Bonnie i Clyde’a. Autorem jednej z najpopularniejszych piosenek o napadach jest brytyjski artysta Georgie Fame, którego utwór "The Ballad of Bonnie and Clyde" w 1968 roku doszedł do pierwszego miejsca brytyjskiej listy przebojów oraz siódmej pozycji w notowaniach "Bill­boardu". O bankowych rabusiach śpiewali także Beyonce, Jay-Z, The Clash, Johnny Cash, Kate Bush, Dr. Dre, Maroon 5 i dziesiątki innych artystów.

Napady na banki pojawiają w wielu popularnych grach wideo. Gracze mogą wcielać się w nich zarówno w postacie rabusiów, jak i stróżów prawa oraz detektywów. Jedną z pierwszych gier wideo o napadach była stworzona na Atari gra pod tytułem Bank Heist. We współczesnej grze Max Payne zadaniem głównego bohatera jest powstrzymanie napadu na bank organizowanego przez mafijną rodzinę Punchinello. Odwrotna sytuacja ma miejsce w grach Payday i Payday 2, gdzie gracz dokonuje serii napadów na banki wymagających bardzo dokładnego planu i precyzyjnej realizacji. Napady na banki pojawiają się także w jednej z najpopularniejszych gier komputerowych — Grand Theft Auto (GTA). W 2013 roku brytyjska prasa sugerowała, że piętnastolatek z Liverpoolu, zainspirowany przez tę właśnie grę, dokonał napadu na bank, podczas którego zrabował 2 tysiące funtów. Rozległy się wówczas głosy krytyków ostrzegających przed szkodliwym wpływem gier komputerowych na młodzież.

Napady na banki bywają także tematem nielicznych dowcipów. W jednym z nich uzbrojony rabuś po sterroryzowaniu kasjera i zgarnięciu pieniędzy zwraca się do klienta z pytaniem: "Czy widziałeś, jak rabuję bank?". Mężczyzna odpowiada, że widział, i natychmiast zostaje zastrzelony. Napastnik podchodzi wtedy do stojącego obok małżeństwa i zadaje to samo pytanie: Czy widzieliście, jak rabuję bank?. Mąż na to natychmiast odpowiada: Ja nie, proszę pana, ale moja żona widziała.

Fakt, że współcześni rabusie nie należą do najbardziej rozgarniętych, znalazł odzwierciedlenie w dowcipie, w którym przestępca wchodzi do banku, kieruje broń w stronę kasjera i oświadcza: Dawaj wszystkie pieniądze, bo zaraz przejdziesz do geografii. Zdziwiony kasjer zastanawia się chwilę. Chyba chodzi panu o to, że przejdę do historii? — zauważa. Nie zmieniaj tematu, tylko ładuj pieniądze — odpowiada zirytowany napastnik. Stosunkowo niewielka liczba dowcipów o skokach na banki może wynikać z faktu, że samo życie przynosi więcej zabawnych historii o napadach i ich sprawcach, niż mógłby wymyślić najlepszy komik.

Pechowcy i idioci

Rzesze amatorów, którzy wzięli się za rabowanie banków od połowy XX wieku, popsuły prestiż, jakim cieszyli się dawniej bankowi złodzieje. Wcześniej doniesienia o nieudolnych bandytach były sporadyczne, aczkolwiek też się zdarzały. Spektakularnym fiaskiem zakończył się na przykład napad z 1927 roku, kiedy to przestępca w stroju Świętego Mikołaja wraz z trzema kompanami obrabował bank w Cisco w Teksasie. Rabusie popełnili jednak szereg szkolnych błędów — nie przewidzieli, że Mikołaj wzbudzi zainteresowanie dzieci, nie zatankowali samochodu, który rozkraczył się im w czasie ucieczki, i zgubili cały łup w wysokości 160 tysięcy dolarów.

Do godnych politowania przestępców należał czterdziestoletni Gordon Wilson, który w 1932 roku próbował obrabować Valley Bank w Arizonie. Ponieważ był to jego pierwszy napad, dla dodania sobie animuszu wypił kilka szklaneczek whiskey. Gdy sprzedawca ryb o nazwisku Espinosa zobaczył zataczającego się mężczyznę z rewolwerem w ręce wchodzącego do banku, ruszył za nim. Widząc, jak napastnik mierzy z pistoletu do kasjera i żąda gotówki, Espinosa sam wyciągnął zza pasa pistolet, zaszedł rabusia od tyłu i przyłożył mu rękojeścią broni w szczękę. Wilson padł na ziemię, po czym, przy okrzykach aprobaty zgromadzonych gapiów, został zakuty w kajdanki i przewieziony do aresztu. Gdy odzyskał przytomność, nie chciał się przyznać do winy, przekonując, że niczego nie pamięta. Dziennik "Arizona Daily News" nazwał napad na bank w wykonaniu Wilsona "historyczną klapą".

Od początku lat pięćdziesiątych nieudolnych przestępców pojawiało się coraz więcej. Policjanci schwytali rabusia idiotę — donosiła w maju 1955 roku wydawana w Południowej Dakocie gazeta "Sioux Center News". Tytułowym idiotą określono dilera samochodowego Paula Deana z miasteczka Boyden, który zrobił wszystko nie tak, jak powinien. Najpierw przez kilka godzin wałęsał się w okolicach banku, budząc podejrzenia mieszkańców, nie zadał sobie trudu zamaskowania twarzy, a notatkę z żądaniem pieniędzy napisał na osobistym czeku na 2 dolary. Dean przyjechał na napad nowiutkim modelem luksusowego samochodu Mercury Montclair, w którym trzymał dużego czarnego psa. Świadkowie przekazali policji opis auta oraz informację o charakterystycznym czworonogu, wskutek czego Paul Dean został szybko aresztowany. Pod siedzeniem samochodu policjanci znaleźli torebkę z łupem w wysokości 1800 dolarów oraz pistolet zabawkę, którego użył podczas napadu.

W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych tak wielu rabusiów dokonywało skoków na banki, że niemal codziennie trafiał się jakiś idiota. "Napady na banki to poważne przestępstwo, ale jest w nich coś, co sprawia, że trudno je brać na serio. Co drugi rabuś zachowuje się tak, jakby chciał dostać rolę w filmie Woody’ego Allena Bierz forsę i w nogi" — pisał w 1983 roku dziennik "Philadelphia Daily News", informując o rabusiu, który notatkę z żądaniem napisał na własnym rachunku telefonicznym. "Policjanci zastanawiali się, czy mają od razu się do niego udać, czy najpierw zadzwonić" — żartował dziennikarz gazety. Ówczesna prasa donosiła też o innych nieudolnych złodziejach. Jeden dokonał ośmiu napadów, z których wszystkie były nieudane. Inny odstrzelił sobie kciuk i został zidentyfikowany na podstawie odcisków palców. Kolejny podszedł do okienka bez kolejki, czym rozzłościł klienta, który rzucił się na niego i powalił na podłogę, nie wiedząc, że ma do czynienia z rabusiem.

Maska z bitej śmietany i inne wpadki

Kiedy w amerykańskich bankach powszechne stały się kamery wideo, kryminaliści musieli zacząć się maskować, co także doprowadziło do wielu zabawnych sytuacji. Dan Batler w książce America’s Dumbest Criminals opisuje przypadek mężczyzny, który przed napadem wstąpił do sklepu spożywczego, gdzie kupił bitą śmietanę i pokrył nią całą twarz. Inny tak mocno zacisnął na głowie kaptur, że prawie nic nie widząc, zderzył się ze szklanymi drzwiami placówki, przez co spanikował i uciekł. Kłopoty rabusiom sprawiają także pojemniki z wybuchającą farbą. Jeden z takich pojemników eksplodował w plecaku Cowayna Browna, który uciekał rowerem po napadzie na bank w stanie Delaware. Policjanci znaleźli rower pod jednym z bloków, ale nie wiedzieli, w którym mieszkaniu szukać uciekiniera. Wtedy na balkon na pierwszym piętrze wyszedł Brown i nie zdając sobie sprawy, że rękę ma ubrudzoną fluorescencyjną farbą, pomachał do policjantów. Chwilę później został aresztowany.

Do długiej listy rabusiów idiotów, którzy spartaczyli swoje napady, dołączyli ostatnio użytkownicy portali społecznościowych. W 2013 roku niejaki Antoine Jennings napadł z bronią na bank w Chicago ubrany w czapeczkę drużyny Chicago Bulls oraz koszulkę z trupią czaszką. Jennings został aresztowany przez policję, gdy umieścił na Facebooku swoje zdjęcie dokładnie w tym samym stroju. Jedna fotografia kosztowała go 15 lat więzienia. Nieroztropnie zachowała się też para rabusiów z Ohio. Dwudziestoośmioletni John Mogan i dwudziestoczteroletnia Ashley Duboe umieścili na Facebooku serię zdjęć ze zrabowaną gotówką. Na jednej z fotografii, podpisanej "Tak wygląda McKasa", Mogan udaje, że zjada gruby plik banknotów, które ledwo mieszczą mu się w ustach. Niedługo po opublikowaniu zdjęć oboje zostali aresztowani. Wstawione na Instagram selfie zgubiło z kolei 21-letniego Julesa Bahlera, który podczas napadu na bank w Michigan zrabował 7 tysięcy dolarów. "Kupiłem dziś swój pierwszy motocykl. Życie jest piękne" - zapisał w adnotacji pod zdjęciem, na którym stoi z pistoletem maszynowym. Bahlera zadenuncjował jeden z jego internetowych "przyjaciół".

Fragment książki Marka Wałkuskiego "To jest napad. Czyli kawałek nieznanej historii Ameryki". Premiera: 25 października 2017r. Wydawnictwo Editio.

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje