Reklama

Koronawirus: Kto przewidział pojawienie się zarazy z Chin?

Korona wirus to jak na razie najpoważniejszy globalny problem roku 2020 /Russell Kightley /East News

Pierwsze wieści o koronawirusie z Wuhanu zaczęły opanowywać nagłówki gazet i portali już w styczniu bieżącego roku. Doniesieniom o kolejnych zachorowaniach zaczęły towarzyszyć również odkrycia internautów dotyczące osób i dzieł, które rzekomo przewidziały zarazę na długo przed tym, zanim część z nas zaczęła na poważnie myśleć o kupnie maseczek ochronnych.

Wuhan-400 w "Oczach ciemności"

Koronawirus wywołujący chorobę COVID-19 zdążył już doczekać się szeregu teorii spiskowych. Zaczytując się w wynurzeniach z Twittera można "dowiedzieć się", że to tak naprawdę opracowana przez Chińczyków broń biologiczna, która wymknęła się spod kontroli. 

Paliwem podsycającym podobne bzdury okazała się nie tylko ludzka naiwność, ale również fragmenty książki "Oczy ciemności" autorstwa Deana Koontza, któą wydał pod pseudonimem "Leigh Nichols". 

W thrillerze o matce desperacko poszukującej zaginionego syna pojawia się wątek tajnych badań nad wirusami. Przekonajcie się sami, dlaczego tytuł sprzed kilkudziesięciu lat nagle stał się taką sensacją:

Reklama

"Miało to miejsce w tym samym czasie, kiedy chiński naukowiec Li Chen przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Miał on ze sobą dyskietkę z danymi o najgroźniejszej broni biologicznej Państwa Środka. Nazywają ją Wuhan-400, gdyż powstała w laboratorium niedaleko miasta o tej samej nazwie."

W sieci nie brakuje komentarzy w stylu "Spójrzcie, byliśmy ostrzegani" cytujących powyższy fragment. Należy jednak zaznaczyć, że w pierwszym wydaniu książki z 1981 r. wirus Wuhan-400 nosił nazwę Gorki-400, a samo laboratorium autor ulokował w mieście radzieckim mieście Gorki (od 1990 r. nosi ono nazwę Niżny Nowogród). 

Elektryzująca w 2020 r. zmiana miała miejsce w 1989 r., kiedy książka doczekała się wznowienia i trafiła do księgarni już pod prawdziwym nazwiskiem amerykańskiego autora. 

Pytanie brzmi: dlaczego Gorki zmieniły się w Wuhan? Przyczyną jest upadek ZSSR. Koontz chciał najprawdopodobniej odrobinę uwspółcześnić swoją powieść. 

Na nasze szczęście faktyczny koronawirus nie jest aż tak śmiercionośny, jak broń opisana przez autora "Oczu ciemności". Wirus z książki zabijał zarażonych ze 100 proc. skutecznością - i to w mniej niż cztery godziny.

Nie mniejsze emocje wzbudza fragment innej książki. W publikacji "Koniec naszych dni: Przepowiednie i proroctwa o końcu świata" autorstwa Sylvii Browne z 2008 r. czytamy:

"Około roku 2020 choroba podobna do zapalenia płuc będzie rozprzestrzeniać się po całym globie. (...) Najbardziej zastanawiające będzie to, że zniknie tak samo nagle, jak się pojawiła. Po raz kolejny zaatakuje 10 lat później, a następnie całkowicie zniknie".

Czy mowa w niej o koronawirusie? Tę kwestię zostawiamy waszej interpretacji.

Polski jasnowidz i koronawirus

Pisząc o przepowiedniach nie możemy pominąć najsłynniejszego w Polsce  "jasnowidza z Człuchowa", Krzysztofa Jackowskiego. W rozmowie z Super Expressem przyznał, że koronawirusa zobaczył w swoich wizjach już kilka lat temu.

"Przypomnieli mi kontaktujący się ze mną ludzie. Widziałem, że powietrze będzie budziło lęk" - mówi Jackowski. 

Słowa "powietrze będzie budziło lęk" pozwalają na bardzo szeroką interpretację. Osąd na temat tego, czy dotyczą one chińskiego koronawirusa zostawiamy wam. 
Czy zdaniem Jackowskiego koronawirus uderzy w Polskę? 

"On nam nie zagrozi. Więcej, uważam, że nie będzie miał wpływu na Polskę i na Europę. Mam nadzieję, że się nie mylę, że to są ostatnie podrygi tego koronawirusa. Zniknie wraz pierwszymi promieniami wiosennego słońca, a kiedy już naprawdę się ociepli będzie po wszystkim". 

Według jasnowidza powinniśmy się jednak obawiać czegoś innego:

"Pomyślałem sobie, co z tym wirusem, a skojarzyło mi się całkiem coś innego. Zamach na dużego polityka. Gdzieś jest szykowany zamach polityczny, zamach na dużego polityka. To wstrząśnie światem" - zapowiada z niepokojem Jackowski.

Koronawirus w popkulturze 

Gdzie jeszcze znajdziemy możemy znaleźć przepowiednie dotyczące koronawirusa? Zwykło się mówić, że najwięcej znaczących wydarzeń z najnowszej historii świata przewidzieli... Simpsonowie. Nie wierzycie? 

Serial animowany emitowany od 1989 r. liczy sobie już blisko 700 odcinków. Twórcom przygód Homera, Marge, Lisy, Maggie i Barta udało się zawrzeć niezliczoną liczbę żartów, które po latach... stały się rzeczywistością. 

Wybór Trumpa na prezydenta USA, wątpliwa funkcjonalność autokorekty, występ Lady Gagi na Superbowl, zakup studia filmowego 20th Century Fox przez Disneya, ważny zwrot akcji "Grze o tron", zwycięzcę nagrody Nobla, a nawet równanie pozwalające obliczyć masę cząstki elementarnej zwanej bozonem Higgsa.

To tylko niektóre z przykładów na to, że fani Simpsonów wiedzą o przyszłości więcej, niż reszta społeczeństwa. Czy serial o rodzinie z miasteczka Springfield mógł przewidzieć też koronawirusa?

Odpowiedź brzmi... nie! Sieć zdążyła już zalać fala obrazków przedstawiających sceny z Simpsonów, gdzie pojawia się hasło "koronawirus", ale internauci szybko udowodnili, że to zwykłe fotomontaże.

Widoczna powyżej plansza fikcyjnej telewizji oglądanej przez bohaterów serialu w rzeczywistości nie dotyczyła koronawirusa, tylko... grypy kotów domowych, którą media okrzyknęły mianem "Czasu Kociokalipsy" ("Apocalypse Meow" jest nawiązaniem do filmu "Apocalypse Now" znanego u nas pod tytułem "Czas apokalipsy").

Warto jednak zauważyć, że w jednym odcinku serialu z roku 1993 r. życie mieszkańców Springfield zagrożone jest przez "grypę z Osaki". W pierwszych minutach epizodu zatytułowanego "Marge in Chains" widzimy jak pracownik fabryki sokowirówek w Japonii kaszle do paczki, którą zamówił... Homer. Jak nietrudno się domyślić, choroba błyskawicznie rozprzestrzenia poza dom rodziny Simpsonów. 

Podobieństwo tej kuriozalnej sytuacji do paniki związanej z odbieraniem przesyłek zamówionych na AliExpress nie jest przypadkowe.

Koronawirus, a właściwie to "Coronavirus" pojawił się jeszcze - i to dosłownie - w bliższym nam kulturowo dziele, jakim jest komiks o przygodach dwóch dzielnych Galów. Mowa o Asteriksie i Obeliksie, którzy podczas wizyty w Italii (numer 37, autorzy: Jean-Yves Ferri i Didier Conrad) wzięli udział w wyścigu Transitalia. Jednym z ich rzymskim przeciwników okazał się nie kto inny jak... Coronavirus!

"Bo oto przed nami nasz faworyt prosto z Rzymu! Czempion mający na koncie MCDLXII wiktorii! Zwany aurigą w masce, wielki Coronavirus i jego wierny Bakcylus!" - grzmi opis jednego z kadrów komiksu wydanego w 2017 r. 

Nie zdradzimy tu, kto jako pierwszy pokonał linię mety wyścigu przez całe Włochy - w tym celu powinniście zapoznać się z albumem "Asterix w Italii". Jednak wymiana zdań między głównymi bohaterami na jego łamach przypomina nam o tym, abyśmy koronawirusa - tego prawdziwego, nie z kart komiksu, nie przestawali brać na serio.

- "Ma ładny uśmiech." 

- "Obeliksie, to tylko maska!"

Michał Ostasz

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | Wuhan | zaraza

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje