Reklama

Emigracja Malcolma XD: Trudna droga do UK

"Emigracja" to pisarki debiut autora ukrywającego się pod pseudonimem Malcolm XD. W sieci jest on bezsprzecznym "królem polskich past" /materiały prasowe

Reklama

Następnym związanym z autostradami i ich okolicami elementem godnym uwagi są autostrady same w sobie. Jak się po prostu spojrzy na drogę w jednym konkretnym momencie, to tak tego nie widać, ale jak jedzie się już kilka godzin, to człowiek zaczyna sobie uświadamiać, że z autostradami to jest gruba opcja, że to taki wybetonowany plac jak pod parking, tylko ciągnący się przez cały kraj, a nawet kontynent. 

W Niemczech autostrad nabudowali tyle, że aż ciężko jeździć, bo jak człowiek na przykład zjedzie ze wschodniej obwodnicy Hanoweru, to od razu musi się pilnować, żeby pojechać dobrze autostradą numer 2 na Essen, a nie 7 na północ na Hamburg, albo co gorsza na południe na Kassel

Reklama

Pan Zbyszek, podobnie jak sporo pasażerów z autokaru, opowiadał mi, że w Niemczech zarobki są wyższe, a ceny choćby wynajmu mieszkań takie same jak w Polsce.

Może to przynajmniej po części wynikać moim zdaniem z tego, że na cenach mieszkań niemieckich negatywnie odbija się infrastruktura drogowa właśnie, bo prawie każde mieszkanie ma okna wychodzące na jakąś autostradę i co za tym idzie, właściciel nie może za nie krzyknąć tyle, ile krzyknąłby, gdyby okna wychodziły na przykład na park.

Ogólnie w Niemczech nie ma już zbytnio gdzie budować kolejnych autostrad i z tego powodu firmy niemieckie startują w przetargach na ich budowy w innych krajach, typu Polska. Dzięki temu już wtedy można było sobie dojechać elegancką drogą dwupasmową z Lizbony aż do samej Łodzi, z niewielką przerwą w okolicach Świecka. Obecnie sprawy zaszły jeszcze dalej i wybetonowany plac ciągnie się nieprzerwanie aż do Białegostoku, co przeniosło środek ciężkości cywilizacyjnej naszego kontynentu bardziej na wschód i niedługo pewnie to dziennikarze z Białegostoku będą jeździli gdzieś na Białoruś, albo i do Rosji, żeby robić reportaże o neonazistach.

Wracając jednak do Niemiec, gdzie neonazistów wtedy było akurat mniej niż jest obecnie, to kolejną ciekawostką autostradową są biało-brązowe tablice informacyjne przedstawiające, jakie atrakcje turystyczne znajdują się w miejscowości, którą akurat autostradą się mija. 

Tablice te mają to do siebie, że umieszczone na nich grafiki są bardzo szczegółowe i wygląd atrakcji oddają ze wszystkimi detalami. 

Tak więc jeżeli na przykład przejeżdżamy obok Brunszwika, gdzie znajduje się słynny na cały Brunszwik i kawałek autostrady posąg lwa, to na tablicy jest on namalowany tak dokładnie, jakby się go widziało na własne oczy, i tym samym potrzeba obejrzenia go ustaje niemal w tym samym momencie, co się pojawia. Dzięki temu już po jednym przejeździe przez jedną tylko autostradę niemiecką miałem poczucie, że zwiedziłem kawał świata.

Wpłynęły też na to opowieści pana Zbyszka, który faktycznie mógłby mnie uczyć życia, bo stosując terminologię moich byłych współpasażerów z autokaru, miał JUŻ WSZYSTKO USTAWIONE. Jeżdżąc po Europie, wyciągał na ówczesne pieniądze z 6 koła netto, znał każdy kraj i parking na kontynencie oraz wszędzie miał kolegów. Jako że miał własnego tira, to jak szef go wkurwił, to szedł do innego albo robił zlecenia na tak zwanym freelansie - chociaż w branży spedycyjnej to się trochę inaczej nazywa. 

INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Malcolm XD | emigracja | emigracja z Polski | Wielka Brytania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje