Reklama

Charles Manson: Władca umysłów w krwawym Hollywood

Nie udało mu się zostać gwiazdą rocka, ale mimo to przez niektórych traktowany był jak bożyszcze. Charles Manson zawładnął umysłami swoich wyznawców do tego stopnia, że nakłonił ich do popełnienia serii brutalnych morderstw.

To jest jak seks. Zwłaszcza gdy nagle wytryskuje na ciebie krew. To lepsze niż orgazm - zwierzyła się Susan Atkins koleżance z celi w październiku 1969 roku, kończąc makabryczną opowieść o zabójstwach, w których uczestniczyła. Prostytutka Virginia Graham nie była wzorem dyskrecji i powtórzyła jej słowa policjantom. W ten sposób przyczyniła się do rozwikłania zagadki, z którą od dwóch miesięcy nie mogli sobie poradzić najlepsi śledczy. Chodziło o sprawę bestialskiego zamordowania siedmiu osób, w tym będącej w zaawansowanej ciąży aktorki Sharon Tate, żony Romana Polańskiego. Te zbrodnie zelektryzowały Amerykę i sparaliżowały życie celebrytów w Hollywood. Wkrótce winni - Charles Manson i członkowie jego sekty - trafili przed  oblicze sądu.

Urodzony morderca?

Reklama

Jeden z najsłynniejszych przestępców w Ameryce przyszedł na świat w 1934 roku. Syn prostytutki, która urodziła go w wieku 15 lat, nigdy nie poznał swojego biologicznego ojca.

Od dzieciństwa stykał się natomiast z  przemocą domową - kolejni kochankowie i mężowie matki wyżywali się na wątłym chłopcu, który przed gwałtami oraz maltretowaniem uciekał na ulicę. Nie skończył żadnej szkoły, a połowę z pierwszych 33 lat życia spędził za kratami, skazywany za kradzieże, oszustwa i stręczycielstwo. Pobyt w więzieniu był dla niego niczym studia na uniwersytecie. Miał wybitnych "wykładowców" (m.in.  scjentologów i zawodowych naciągaczy), a także dostęp do najlepszych podręczników, w tym słynnej książki "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" autorstwa Dale’a Carnegiego. Jak się potem okazało, za wyniki w nauce na tym "wydziale  manipulacji" Manson mógłby otrzymać dyplom z wyróżnieniem.


Młode, zakompleksione dziewczyny nie potrafiły oprzeć się urokowi Mansona. - Kiedy się poznaliśmy, spojrzał mi w oczy tak głęboko, że wszystko wydało się snem - wspominała po latach Dianne Lake, najmłodsza członkini Rodziny. - Uosabiał coś ukrytego w głębi mnie, czego od dawna szukałam. Pochyliłam się więc i ucałowałam jego stopy - opowiadała z kolei Susan Atkins. Guru zawładnął ich umysłami do tego stopnia, że z radością spełniały każdą jego zachciankę - łącznie z popełnieniem zbrodni.

Odizolowanie od społeczeństwa miało swoje granice, nawet w celi do Charlesa dotarły bowiem hity zespołu The Beatles. Z miejsca uległ fascynacji ich twórczością. Zaczął uczyć się gry na gitarze i komponował piosenki, marząc, że po odbyciu kary zastąpi na szczytach list przebojów chłopaków z Liverpoolu - i wreszcie będzie cieszyć się sławą oraz bogactwem. Zarazem jednak obawiał się opuszczenia specyficznej strefy komfortu za kratami. W końcu wyszedł na wolność 21 marca 1967 roku - wbrew swojej woli. Jego wniosek o pozwolenie na pozostanie w więzieniu odrzucono.

Recydywista na salonach

Szybko przekonał się, że życie poza murami zakładu penitencjarnego może być całkiem przyjemne - w USA trwało właśnie "lato miłości". W San Francisco Manson znalazł się w samym sercu rewolucji kontrkulturowej. Dziesiątki tysięcy młodych Amerykanów wyrażało sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości i wojny w Wietnamie. Symbolami ich buntu stały się narkotyki oraz nieskrępowany seks. Charlie umiejętnie manipulował spragnionymi akceptacji dziewczętami. Charyzmatyczny chłopak z gitarą przy okazji naprędce organizowanych recitali zdobywał kolejne fanki. Wegetarianin, który w trosce o przyrodę nie pozwalał deptać trawy, uwodził wystudiowanym ciepłem i życzliwością. Stopniowo przejmował władzę nad umysłami naiwnych panien z dobrych domów...

Dzięki kartom kredytowym swych "aniołków" Charlie wiódł żywot, o jakim uznani artyści mogli tylko pomarzyć. Gdy postanowił przenieść się do Hollywood, podróż odbyła się w komfortowych warunkach: jechał własnym autobusem w towarzystwie grupy pięknych wielbicielek. W Los Angeles urodę dwóch z nich docenił sam Dennis Wilson, wokalista kultowej wówczas amerykańskiej kapeli The Beach Boys. Piosenkarz spędził z nimi upojną noc w swej willi w Beverly Hills. Nazajutrz, pod nieobecność właściciela, wprowadził się do niej Manson z resztą świty - i błyskawicznie zjednał sobie zaskoczonego gospodarza.

Wilson uległ urokowi Charlesa. Zapewne nie bez znaczenia były narkotyki, które od niego otrzymywał, i orgie z udziałem fanek hippisa. Muzyk odwdzięczał się nieproszonym gościom, zapewniając im życie w luksusie. Ponadto - ponoć urzeczony twórczością Mansona - zapoznawał go z wpływowymi osobami z branży. W końcu jednak stracił cierpliwość: zanim wyruszył w trasę koncertową, nakazał menedżerowi, by eksmitował lokatorów. Charlie i jego wyznawczynie znaleźli się na bruku. A właściwie na opuszczonym ranczu nieopodal Los Angeles.

Prorok apokalipsy

Dopiero wtedy dołączyli do nich pierwsi mężczyźni, m.in. Charles "Tex" Watson. Z dala od gwaru Miasta Aniołów stworzyli komunę, którą nazywali Rodziną. - Każdego wieczoru jedliśmy wspólną kolację. Przekazywaliśmy sobie z rąk do rąk wielkie misy z jedzeniem, paliliśmy trawkę i śpiewaliśmy - opowiadała po latach Catherine "Gypsy" Share.

W szczytowym momencie Rodzina Mansona liczyła 15 osób - większość czasu grupa spędzała na ranczu położonym nieopodal Hollywood. Członkowie sekty oddawali się tam rytualnym orgiom.

- Charlie wydawał wszystkim LSD, niczym sakrament. My byliśmy w kółku, a po zażyciu kwasu zaczynaliśmy zdejmować z siebie ubrania. A potem zabieraliśmy się za siebie! - relacjonowała życie codzienne w hippisowskiej komunie Dianne Lake. W 1969 roku miała 16 lat.

Ale liczyły się nie tylko przyjemności! Obowiązywał ścisły podział pracy: kobiety sprzątały i gotowały, a mężczyźni zajmowali się remontami -  oraz zdobywaniem narkotyków. Pieniądze od nowych członków (warunkiem przystąpienia było oddanie wszystkiego, co się posiadało) stanowiły bowiem tylko część dochodów komuny, a obrót nielegalnymi substancjami znacząco wspomagał budżet Rodziny. Guru izolował swych wyznawców od świata zewnętrznego. Mieli zakaz czytania gazet, na ranczu nie było nawet zegarków. Za to od czasu do czasu Manson zapraszał gości. W maju 1969 roku na farmę przyjechał Terence Melcher, jeden z najbardziej uznanych producentów muzycznych w Kalifornii. Nie urzekły go jednak kompozycje niedoszłego następcy Beatlesów...


Jak każdy szanujący się prorok, również Charles miał własną wizję przyszłości. Przewidywał nastanie armagedonu. Już w więzieniu zauważył bowiem, iż za kraty trafia coraz więcej Afroamerykanów wywodzących się z gangów. Twierdził, że wkrótce ruszą oni na wojnę z mającymi władzę oraz pieniądze białymi - i w niej zwyciężą. Uznał też, iż będą potrzebować wodza, którym mianują... jego. Ten scenariusz trafił ponoć do przekonania Beatlesom, którzy przedstawili go w piosence Helter Skelter. Zakamuflowany przekaz był jednak w stanie odczytać wyłącznie Manson.

Czas mijał. Rewolucja nie wybuchała, więc guru postanowił dać impuls do jej wywołania. Wieczorem 8 sierpnia 1969 roku spośród swych wyznawców wybrał cztery osoby. "Tex" Watson, Patricia Krenwinkel, Susan Atkins i Linda Kasabian mieli wcielić w życie szatański plan, który opracował.


Świat Wiedzy Historia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje