Reklama

​Aquaman: Lepszy niż cała Liga Sprawiedliwości [recenzja Blu-Ray]

Aquaman zapomina o przygodzie z Batmanem i Supermanem. Wychodzi mu to na dobre! /materiały prasowe

Pierwszy solowy film o przygodach Aquamana zarobił w kinach ponad miliard dolarów ustanawiając rekord wśród produkcji ze stajni DC. Nie dołożyliście do tej puli własnych zaskórniaków? Nic straconego - produkcja Jamesa Wana właśnie trafiła na płyty DVD i Blu-Ray.

Reklama

Batman, Superman, a nawet hitowa Wonder Woman - wszystkich zostawił w tyle bohater o istnieniu którego wielu nawet nie wiedziało. W czym kryje się sekret Aquamana? Po obejrzeniu filmu w domowym zaciszu - nie wiedzieć czemu ominął mnie seans w kinie - próbowałem znaleźć odpowiedź na to pytanie. 

Nie udało mi się pójść w ślady filmowego Arthura, niedoszłego króla podwodnego królestwa Atlantydy, który po serii świetnych akcji i nieco mniej przekonujących wymianach zdań odnalazł magiczny trójząb. 

Reklama

Po przyjemnych, nie zaprzeczam, dwóch godzinach wciąż nie wiedziałem, dlaczego ta do bólu prosta i przewidywalna opowieść okazała się takim sukcesem.

"Aquamana" najlepiej jest rozłożyć na czynniki pierwsze. Mamy do czynienia z filmem będącym genezą bohatera, którego mogliśmy już podziwiać w filmach "Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości" i "Liga sprawiedliwości". 

Nie jest to jednak prequel wspomnianych produkcji, ale ich nie rozwijająca żadnych nowych wątków, za to lepsza jakościowo kontynuacja. 

DC, w przeciwieństwie do Marvela, odeszło od budowania rozłożonej na kilka(naście) filmów narracji na rzecz pojedynczych historii. W "Aquamanie" nie usłyszymy o Człowieku ze stali i... to chyba dobrze. Skupiono się za to na przygodzie, która chociaż do najbardziej odkrywczych nie należy, to przywołuje przyjemne wspomnienia Kina Nowej Przygody sprzed trzech ponad trzech dekad. 

Charyzmatyczny główny bohater grany przez aktora urodzonego do tej roli? Jest. Urodziwa ekranowa partnerka będąca kimś więcej niż "damą w opałach"? Również. Podróż po całym świecie w poszukiwaniu potężnego artefaktu? Nie mogło być inaczej. Dodajcie do tego duet bardzo komiksowych przeciwników i równie przerysowaną plejadę postaci drugoplanowych. Ale mikstura o nazwie "Aquaman" wciąż nie jest kompletna.

Dzieło Wana, reżysera siódmej części "Szybkich i wściekłych" oraz pierwszej "Piły" i "Obecności", wyróżniają jeszcze dwie rzeczy. Szeroko pojęty świat przedstawiony oraz wspomniane już sceny akcji. "Aquaman" czerpie zarówno z komiksów, jak i wyobraźni reżysera, który nie boi się stylistycznych zapożyczeń balansujących na granicy kiczu. 

To, czego nigdy nie zobaczymy w filmach Marvela (najbliżej był "Thor: Ragnarok") tutaj często prezentowane jest w glorii chwały. Skojarzenia z pamiętnym "Flashem Gordonem" są jak najbardziej na miejscu. Filmowa Atlantyda i jej mieszkańcy wyglądają jednocześnie trochę głupio, ale i bardzo dostojnie. Nie wierzę, że nie był to zamierzony efekt. 

Z szerokim uśmiechem patrzyłem również na momenty, kiedy bohaterowie przestawali gadać tylko brali się do roboty, czyli walki ze złem. James Wan już nie raz udowodnił, że świetnie czuje się w dynamicznych sekwencjach. Pościgi na jednym ujęciu, bijatyki z wymyślną choreografią, a nawet sceny wyjęte z horroru - to elementy, w których "Aquaman" po prostu lśni. Wisienką na torcie jest bitwa kosmiczna... to znaczy podwodna z końcówki filmu. 

Szkoda tylko, że z takim samym pietyzmem nie potraktowano fabuły. Podobne historie, tyle że nie opowiedziane z takim rozmachem, oglądaliśmy już dziesiątki razy i "Aquaman" niczym nas nie zaskoczy. W produkcjach wspomnianej już dwukrotnie konkurencji nie zawsze akcja jest najważniejsza - po prostu lubimy oglądać zwykłe interakcje między bohaterami. Tutaj tylko czekałem aż film wskoczy na wyższe obroty. Wystarczy, by seans w piątkowy wieczór się podobał, ale to zdecydowanie za mało, aby całość została z nami na dłużej...

Wydanie Blu-Ray

Zadbajcie o to, aby obejrzeć "Aquamana" na jak największym ekranie! Sporo narzekałem, ale mimo wszystko jestem zdania, że ten film na to zasługuje. Zwłaszcza że wydanie Blu-Ray naprawdę zachwyca jakością obrazu i dźwięku. Na "niebieskiej" płycie znalazło się także kilkadziesiąt minut materiałów zza kulis. Reportaże dotyczą zarówno drogi Aquamana na wielki ekran, jak i sekretów tworzenia filmu. Sporo ciekawostek i to podanych w ciekawej i nie pozbawionej humoru formie.

Muszę przyznać, że od czasów Ready Player One nie miałem w swoich rękach bogatszego wydania filmu. Szanuję - i to bardzo!

Michał Ostasz

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Aquaman | recenzja | blu-ray

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje