Reklama

10 pytań: Plakaciści Patryk Hardziej i Krzysztof Iwański

Krzysztof Iwański i Patryk Hardziej /materiały prasowe

Nie ma już czegoś takiego jak Polska Szkoła Plakatu - powiedzieli mi Krzysztof Iwański i Patryk Hardziej. Jednocześnie w dziedzinie, z której nadwiślański kraj był niegdyś znany na całym świecie, wciąż jesteśmy niezwykle mocnymi zawodnikami. Powodów tego stanu rzeczy jest przynajmniej kilka.

Michał Ostasz, ON.interia.pl: Polska Szkoła Plakatu jest na całym świecie. Jaki jest współczesny polski plakat?

Reklama

Patryk Hardziej: Współczesny polski plakat nie tworzy już spójnej wizualno-ideowej całości. Jest bardziej eklektyczny, nie można powiedzieć, że w dzisiejszych czasach mamy do czynienia ze "szkołą". Coraz częściej plakat stanowi ilustracja.

Krzysztof Iwański: Niemniej, zdecydowanie na fali wznoszącej. Uważam, że to jeden z lepszych okresów dla tej dziedziny projektowania od wielu lat. Jest to zapewne związane z rosnącą świadomością estetyczną oraz tym, że projektowanie graficzne staje się istotną częścią naszej codzienności. Oczywiście wciąż daleko nam do Szwajcarii czy Danii, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. Mówimy tu o plakacie tworzonym dla świadomych instytucji kultury czy na zlecenie znających się na rzeczy producentów.

- Według mnie to, co ciągle hamuje polski plakat to przeświadczenie, że odbiorca jest nieinteligentny i słabo wykształcony. Takie założenie jest bardzo niedobre, bo z jeden strony nie szanuje odbiorcy, a z drugiej upośledza rozwój i kondycję polskiego plakatu. To mój apel do dyrektorów teatrów, producentów filmowych, czy kuratorów, bo część ich odpowiedzialności społecznej jest kształtowanie gustów, z którymi jak najbardziej należy dyskutować.

Jakie są wasze ulubione prace PSP? Czyj styl był absolutnie niepodrabialny?

PH: Od zawsze moimi ulubionymi plakatami były "Moore" Henryka Tomaszewskiego, oraz "Zabijcie czarną owcę" Wojciecha Freudenreicha. Generalnie czołowi przedstawiciele PSP, m.in. Tomaszewski, Lenica, Starwieyski, mieli na tyle oryginalny styl, że ciężko ich było pomylić z kimś innym.

KI: Nie czuję się na siłach by oceniać jak unikatowym stylem jest Polska Szkoła Plakatu. Jest to na pewno wyjątkowy styl i unikatowy w skali całej historii projektowania, ale czy nie podrabiany... nie wiem. Bardzo lubię prace Romana Cieślewicza, jestem pod ogromnym wrażeniem swobody z jaką używał on kolaży, czyli jednej z moich podstawowych form wypowiedzi.

- Nie wiem, czy mam jedną ulubioną prace, traktuje je jako serię, tym bardziej, że Cieślewicz w swoich pracach bardzo umiejętnie używa podobnych form. To właśnie przenikanie się grafiki artystycznej z projektowaniem nadaje jego pracom niespotykaną spójność, jednocześnie dając pole do inspiracji i poszukiwań.

Zajmujecie się tylko plakatem, czy szerzej pojętym projektowaniem graficznym?

PH: Staram się łączyć projektowanie graficzne z ilustracją. Zazwyczaj tego typu połączenie najlepiej działa w przypadku projektowania okładek płyt, bo oprócz zewnętrznej ilustracji, można pobawić się literniczo. Początki bywają ciężkie, starałem się robić zlecenia dla znajomych, ale też pokazywać swoje prace w internecie na różnych portalach dla młodych twórców. Z biegiem czasu zaczęli się do mnie zgłaszać klienci z Polski i z zagranicy. Na początku pojedyncze osoby, później większe marki. Jeżeli chodzi o tematykę, to bardzo często zależy to od klienta, ja natomiast bardzo lubię futurystyczne tematy związane z szeroko pojętym kosmosem.

KI: Temat prac nie wychodzi ode mnie. Jak mawiał Jan Lenica: Jeśli jest plakat, to musi być zlecenie. Ja do tej pory zaprojektowałem mnóstwo plakatów, zarówno dla klientów w Polsce, jak i zagranicą. Pracowałem przy filmie, teatrze, wystawach, instytucjach kultury, festiwalach. I w całej tej masie prac powstało jedynie 13 plakatów, które nie zostały "zlecone". Była to seria "13 songs" stworzona na potrzebę wystawy w warszawskim V9. Całość własnoręcznie wydrukowana sitodrukiem, ale o tym za chwilę.

- Jeśli chodzi o techniki to staram się pozostać wierny typografii, nawet jeśli w ostatnim czasie nie jest ona aż tak znacząca w moich pracach. Nie mniej jednak to właśnie litery tworzą w mojej opinii strukturę obrazu i bez nich nie wyobrażam sobie projektowania jakiegokolwiek plakatu. To właśnie kształty liter są dla mnie największą inspiracją, chodź sam fontów nie robię. Bardzo też lubię technikę kolażu - z jednej prostej przyczyny: daje on możliwość pracy z bardzo dużą dozą ograniczeń. Uważam, że to bardzo potrzebne, ograniczenia nadają mojej pracy pewną strukturę.

Gdzie "zwykły, szary człowiek" mógł zetknąć się z waszymi dziełami?

PH: Nie nazwałbym ich dziełami, ponieważ nie jestem artystą w tym samym stopniu co np. rzeźbiarz czy malarz. Czuję się projektantem-grafikiem. Moje ilustracje można zobaczyć na bardzo różnych mediach, okładkach płyt i książek, longboardach, etykietach piwnych lub koszulkach. Większość z tych prac pokazuję w swoim portfolio.

KI: Na co dzień mieszkam w Łodzi, ale moje pracę wspierały bardzo różne wydarzenia w wielu miastach, od Warszawy aż po Bangkok, gdzie miałem okazję pracować przy dość niezwykłym spektaklu/imprezie "Blind Tiger". Na co dzień współpracuję z teatrem w Gdyni i Opolu. W Łodzi ze słynna Szkołą Filmową, w Warszawie z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej. Ponad to z Krakowskim ICE i Wrocławskim Narodowym Forum Muzyki. Realizuje też projekty filmowe w Mumbaju i Los Angeles.

Jak wylądowaliście przy tworzeniu plakatów do gry Destiny 2? Sam jesteś graczami?

PH: Jak to bardzo często bywa, z biegiem lat jest coraz mniej czasu na granie, większość czasu jednak poświęcam pracy. Natomiast dzisiaj świat gier jest na tyle znaczący, że siedząc w kreacji wizualnej nie da się przejść obok niego obojętnie. Oczywiście znałem serę Destiny, ale nie spodziewałem się, że będę mógł w autorski sposób zinterpretować ilustrację nawiązującą do drugiej części.

KI: Dość standardowo, dostałem maila z propozycją współpracy, która odbyła się w świetnej atmosferze i z niesamowitą dozą zaufania do mnie i mojej pracy. Bardzo za to dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy współpracować. Ja nie bardzo gram, głównie ze względu na brak czasu, jednak od pewnego czasu obserwuję jak zmienia się to "środowisko" i jestem pod ogromnym wrażeniem.

Czy projektowanie plakatu do gry wideo różni się czymś od projektowania plakatu do filmu?

PH: Gra to opowieść, tak samo jak film, więc zaprojektowanie plakatu do gry zbytnio nie różni się od zaprojektowania plakatu filmowego. Należało w autorski sposób przefiltrować warstwę wizualną produkcji i wydobyć esencję.

KI: Gry obecnie tworzone są podobnie jak filmy, mają zbliżone budżety, niesamowite zaangażowanie twórców, nawet proces ich powstawania jest bardzo zbliżony i, co najistotniejsze, mają taką samą publikę. Tak, więc problemy projektowe są podobne w przypadku projektowania plakatu do gry, kina, teatru, serialu... Zadaniem grafika, w mojej opinii, jest przedstawianie informacji w sposób skondensowany, prosty w odbiorze i atrakcyjny wizualnie. Plakat to w pewnym sensie łamigłówka wizualna, pewnego rodzaju gra z widzem, co sprawia, że jest to tak fascynująca praca. Dla mnie idealnym narzędziem do osiągnięcia tego celu jest typografia. Dzięki odpowiednim zabiegom typograficznym można osiągnąć zaplanowany wcześniej cel, obraz w mojej opinii jest (co może wydać się dość dziwne) na drugim miejscu. Dla mnie to właśnie typografia buduje nastrój plakatu, dzięki zastosowaniu odpowiedniej czcionki można stworzyć klimat grozy, powagi, nowoczesności itp. Mogę postawić tezę, że odpowiedni font jest ważniejszy od nawet od koloru.

- Jak wspomniałem wcześniej, projekty dla gier są tak blisko filmu, że ciężko traktować je jako inną dyscyplinę. Gra, tak samo jak film posiada fabułę, która buduje całe dzieło, ustawia je w danym czasu i steruje jego napięciami. Zadaniem plakatu w tym przypadku jest zachęcenie odbiorcy do wejścia w świat gry. Można oczywiście pokazać jej fragment i dodać logo, ale to nie niesie ze sobą takich emocji. Podobnie jak dobra czołówka w filmie nie jest identyczna z samym filmem, jej celem jest wprowadzenie widza w dany świat, ma przygotować na opowieść. Plakat ma dokładnie tę samą funkcję.

Dlaczego wszystkie postery do filmów z Hollywood wyglądają tak samo? Też macie nadzieję, że sytuacja ulegnie zmianie?

PH: Wydaje mi się, że ta sytuacja już ulega zmianie. Ostatnio plakat do filmu Darrena Aronofsky’ego narysował James Jean, znany tajwańsko-amerykański ilustrator. Ludzie mają dość sztampowych przedstawień, a producenci coraz bardziej to rozumieją.

KI: Współczesne plakaty filmowe w większości oparte są na schemacie. W pewnym stopniu jest to dla mnie zrozumiałe, kino jest rozrywką masową i taki też jest reklamujący je plakat. Sytuacja nie jest jednak taka zła jak mogłoby się wydawać. Od paru lat dużym produkcjom filmowym towarzyszą liczne publikacje wspierające, bardzo często na wysokim poziomie plastycznym.

- Sam miałem okazję pracować nad autorskimi plakatami dla hollywoodzkich produkcji, "Księgą Dżungli" czy "Neon Demon", a ostatnio dla nowej serii "Electric Dreams" produkcji Amazon Prime. Tak więc świadomość dodatkowej promocji filmu jest i stale rośnie. Z czasem ten trend na pewno odczujemy w Polsce. W zasadzie nie ma obecnie dużej produkcji filmowej z jednym plakatem, producenci chcą trafić do różnych odbiorców a to wymaga użycia zróżnicować środków przekazu.

Jak widzicie przyszłość plakatu? Jest nią motion poster, czy też powrót do minimalizmu lub odjazdy w stylu posterów sprzed kilku dekad?

PH: Bardzo ciężko przewidzieć, chyba będzie to wszystko naraz. Plakat przeniósł się z ulicy do internetu, więc jego charakter też stopniowo będzie ulegał zmianie. Pewna multimedialność na pewno zagości w nim na stałe.

KI: Projektowanie jak dziedzina jest bardzo podatne na modę, dlatego dość trudno przewidzieć w jakim kierunku podąży plakat. Jednego jestem pewien, coraz silniej będzie wykorzystywany plakat animowany lub interaktywny. W jakimkolwiek kierunku nie skierują się trendy to jest pewne, że zawsze przynoszą one nowe rozwiązania, każde kolejne pokolenie wpływa rozwój plakatu. Nie da się wnieść nic do przyszłości nie znając przeszłości.

Popuśćmy wodze fantazji - jakie są wasze projekty marzeń? Do czego najchętniej zrobilibyście plakat?

PH: Staram się czerpać radość z każdego zlecenia. Jeżeli jednak faktycznie miałbym wymyślić temat, który by mnie usatysfakcjonował, to byłby to plakat do "2001: Odyseja Kosmiczna" Stanleya Kubricka, niestety jest to film z 1968 roku, więc to nigdy nie nastąpi.

KI: Nie wiem, nie ma to większego znaczenia, chodź wiadomo im większy jest klient, tym praca zyskuje większe znaczenie i większą publikę, ale to nie zawsze przenosi się na wartość projektu. Ważne jest zaufanie zleceniodawcy, jeśli jest to już połowa sukcesu.

A czy jest coś, do czego nie da się zrobić plakatu?

PH: Na pewno nie chciałbym robić plakatów polityczno-propagandowych oraz takich, z którymi nie zgadzam się etycznie.

KI: To bardzo ciekawe pytanie. I na dziś moja odpowiedź brzmi "nie", bo plakat rozumiany jako przekaz informacji może być zastosowany do każdego tematu. W zasadzie może być to bardzo pouczające ćwiczenie, projektować plakaty do zupełnie losowych słów.

Rozmawiał Michał Ostasz

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje