Reklama

Straż Parku: Alkohol w Tatrach to duży problem

- Turyści zaopatrują się w różne trunki na wycieczki. Są osoby, które kontrolują spożycie, wypiją tyle, żeby mieć nieco lepszy humor, gorzej, kiedy ktoś przesadzi tak, że nie jest w stanie samodzielnie wrócić ze szlaku. Dość często mamy zgłoszenia, że ktoś leży przy ścieżce lub siedzi przy ławostole i nie ma z nim kontaktu. I jest kłopot - zwraca uwagę w rozmowie z Interią Grzegorz Lorek, zastępca komendanta Straży Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Pracę Grzegorza Lorka i innych pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego można śledzić w drugim sezonie serialu dokumentalnego "Patrol Tatry", emitowanym w telewizji FOKUS TV w każdą niedzielę o godzinie 15:25.

Dariusz Jaroń, Interia: Czym zajmuje się Straż Parku?

Grzegorz Lorek, TPN: - Naszym zadaniem jest zwalczanie przestępstw i wykroczeń związanych z ochroną przyrody. Dodam, że Straż Parku pełni służbę w większości parków narodowych w Polsce, a ich obowiązki uzależnione są od charakterystyki, powierzchni i problematyki konkretnego obszaru.

Reklama

O jakie przestępstwa i wykroczenia chodzi? Pytam o TPN.

- Jeśli mówimy o przestępstwach, to mamy do czynienia z nielegalnym pozyskiwaniem zwierzyny, czyli kłusownictwem. Dotyczy to nie tylko gatunków będących pod ścisłą ochroną, ale ogółu zwierząt zamieszkujących na terenie parku narodowego. W TPN są gatunki chronione, wręcz sztandarowe, jak znajdujące się w emblemacie parku kozice, a także niedźwiedzie, świstaki, rysie, wilki, jelenie, sarny, ptaki - np. sowy, dzięcioły, gady. Czy drobne, jak kuny, wydry, lisy, łasice i inne. Polowanie na którekolwiek z nich jest zabronione.

Zdarzają się przypadki kłusownictwa na terenie parku?

- Odkąd pracuję w parku zdarzały się takie przypadki. Dotyczyły głównie polowania na kozice, zwierzynę jeleniowatą i świstaki. Trzeba być cały czas czujnym, wiedzieć, co się dzieje w terenie, aby zapewnić zwierzętom bezpieczeństwo i utrzymać ich liczebność.

A inne przestępstwa?

- Niszczenie mienia parku, kradzież drewna, nielegalny wyrąb. Oprócz Straży Parku teren patroluje i monitoruje kilkadziesiąt osób - strażnicy, podleśniczowie i leśniczowie. Każdy ma pod sobą określony teren, obchód, za który odpowiada. Reagujemy na wszelkie zgłoszenia koleżanek i kolegów z terenu, gdy tylko zostanie skradzione drewno lub ujawniony zostanie nielegalny wyrąb.

To są przestępstwa niezwiązane z ruchem turystycznym. Z jakimi niepożądanymi zachowaniami w szczycie sezonu letniego najczęściej macie do czynienia?

- Zacznę od liczb. Tatrzański Park Narodowy odwiedza blisko cztery miliony turystów rocznie. Liczba ta wzrosła w ciągu ostatnich 8-10 lat o okrągły milion. Presja turystyczna na tak niewielką powierzchnię jest ogromna, nie wszyscy pewnie wiedzą, że TPN mieści się w jednej dolinie alpejskiej. Chyba żaden park w Europie, a może nawet na świecie, przy tak małej powierzchni terenu nie ma tak wielu gości w skali roku.

To już jest zagrożeniem dla przyrody.

- Oczywiście. Przy takich rzeszach turystów zdarzają się zjawiska niepożądane, takie jak zrywanie roślin, śmiecenie, hałasowanie, poruszanie się poza szlakami, płoszenie zwierząt, biwakowanie, wspinanie się w miejscach niedozwolonych, wchodzenie do jaskiń przez osoby do tego nieuprawnione, wjazdy pojazdami na terytorium parku - samochodami, quadami, jednośladami. Jak pan widzi, jest co robić. Nie ujmując oczywiście inny parkom narodowym, bo w każdym koledzy mają swoje problemy, nie tylko w Tatrach.

Jak turyści tłumaczą się z popełnionych wykroczeń? Na ile wynikają one z niewiedzy?

- Najczęściej mówią: nie wiedziałem, nie zdawałam sobie sprawy. Zdarzają się turyści, nieświadomi faktu, że znajdują się na terenie parku narodowego. Przy kontroli biletów mówimy im wtedy, żeby zapoznali się z informacjami zawartymi na odwrocie wejściówek. Swoją drogą przy każdym wejściu do parku jest regulamin dotyczący zasad udostępniania, precyzyjnie informujący o tym, co nam wolno, a czego nie.

Turysta kupuje bilet do parku i nie wie, że jest w... parku?

- Musimy takie tłumaczenia przyjmować, ale skoro ktoś wchodzi na teren chroniony, zakupuje bilet, musi nie tylko być świadomy miejsca, w którym się znalazł, ale też przepisów, których należy przestrzegać przez całą wycieczkę. Informacji nie brakuje. Są nie tylko na wejściach biletowych, ale też w głębi parku, że nie wspomnę o stronie internetowej tpn.pl. Na przykład nad stawami tatrzańskimi mamy piktogramy informujące o zakazie kąpieli, karmienia kaczek czy wyrzucania czegokolwiek do wody. Miejsc podobnie oznakowanych jest znacznie więcej.

Jestem w stanie zrozumieć, że nie każdy turysta studiuje regulamin parku. Ale z psem nieświadomie przez punkt biletowy przejść nie sposób, to wymaga celowego działania, wręcz przemycenia czworonoga.

- Wszystko zależy od gabarytu zwierzęcia. Rzeczywiście kreatywność właścicieli czworonogów nie ma sobie równych. Widzieliśmy już psy schowane w torebkach, przykryte bluzą lub kurtką, wystające z plecaków. Niektórzy turyści podchodzą też z psem bardzo blisko budki, tak, że bileter nie jest w stanie dostrzec, że pod ladą przechodzi niepostrzeżenie zwierzę. Osoby sprzedające bilety nie są od tego, żeby każdemu przypominać o katalogu zasad obowiązujących na terenie parku narodowego, chociaż starają się to robić. Od tego jest regulamin, a turysta ma obowiązek się z nim zapoznać. Kasjer w kinie też nie przypomina każdemu o zakazie palenia w trakcie seansu.

Czym się kończy wnoszenie psa na teren parku narodowego?

- Jeśli wykroczenie zostanie ujawnione, najczęściej wyproszeniem właściciela zwierzęcia z parku i grzywną.

Za co najczęściej sypią się grzywny i mandaty?

- Mandaty najczęściej nakładane są za schodzenie ze znakowanego szlaku turystycznego. Problemem jest też wjeżdżanie pojazdami w miejsca niedozwolone, zrywanie roślin, hałasowanie, palenie tytoniu, śmiecenie. To ostatnie jest bardzo trudne do ujawnienia. Turyści starają się tak pozostawić po sobie odpadki, puszki, butelki i papierki, żeby nikt ich o to nie posądził. Dość sprytnie to robią. Z wiadomych względów o wiele łatwiej przyłapać kogoś na paleniu.

A jak wygląda kwestia nadużywania alkoholu przez turystów?

- Przy tak dużych liczbach turystów to duży problem. Często znajdujemy przy szlakach małe buteleczki po alkoholu, firmy sprzątające teren parku również sygnalizują nam to zjawisko. Turyści zaopatrują się w różne trunki na wycieczki. Są osoby, które kontrolują spożycie, wypiją tyle, żeby mieć nieco lepszy humor, gorzej, kiedy ktoś przesadzi na tyle, że nie jest w stanie samodzielnie wrócić ze szlaku. Dość często mamy zgłoszenia, że ktoś leży przy ścieżce lub siedzi przy ławostole i nie ma z nim kontaktu. I jest kłopot. Na ogół towarzysze wycieczki idą dalej, zostawiając kolegę samego. Dobrze, jeśli to się dzieje gdzieś w dolinach, albo na drodze do Morskiego Oka, słowem - w miejscu, do którego można dojechać samochodem. Może tam dotrzeć TOPR, pogotowie ratunkowe albo Straż Parku. Gorzej, gdy taka osoba jest wysoko w górach.

I co się wtedy dzieje? Kto interweniuje?

- Jeżeli nie ma zagrożenia życia i zdrowia, służby ratownicze nie podejmą działań. A my jako pracownicy parku nie jesteśmy zobligowani do udzielenia pomocy takim osobom. Więc powtarzam: jest kłopot i nie bardzo wiadomo, co z nim zrobić. 

Ktoś taką osobę z terenu parku musi zabrać.

- Jeżeli ktoś ze służby terenowej jest w pobliżu, stwierdza, czy jest kontakt z osobą, czy ktoś tylko śpi oparty na łokciach na ławce, czy są przesłanki ku temu, że za godzinę dojdzie do siebie i zacznie schodzić, czy sprawa jest poważniejsza. Uważam, że należy każdorazowo sprawdzać, czy nie ma zagrożenia dla zdrowia lub życia. Jeżeli mamy wątpliwości, zgłaszamy sprawę służbom ratowniczym. W innym wypadku pijana osoba musi dojść do siebie, bo nikt ze służby ratunkowej nie weźmie jej na plecy i nie zniesie do Zakopanego.

Mówimy o osobach skrajnie zmęczonych alkoholem. A co z agresorami?

- Wtedy wraz z policją z Komendy Powiatowej w Zakopanem lub Komisariatu w Bukowinie Tatrzańskiej zatrzymuje się taką osobę, która następnie jest przewieziona na izbę wytrzeźwień lub na posterunek - tu już decydują policyjne procedury. Generalnie, taką osobę trzeba odseparować od turystów, czasem siłą, żeby nikomu nie stała się krzywda. I znów, jak w przypadku nietrzeźwych, dobrze jest, kiedy mówimy o terenie dostępnym, znacznie gorzej, gdy do podobnych sytuacji dochodzi na grani. A zdarzało się takie osoby z wysokich partii górskich sprowadzać...

Problemem jest piwo pite w schroniskach czy popularne "małpki", w które zaopatrują się turyści przed wyruszeniem na wycieczkę?

-  Z jednej strony ludzie biorą alkohol w góry, ale też dostępność trunków w schroniskach jest wystarczająca do tego, by doprowadzić się do stanu uniemożliwiającego dalszą wędrówkę, szczególnie gdy ktoś mocno poimprezował dzień wcześniej. Spożywając alkohol wyłącznie w schronisku można się szybko wprowadzić w stan głębokiego upojenia.

To może warto zakazać sprzedaży alkoholu w schroniskach?

- Nie mnie w tym momencie to oceniać, ale na pewno jest to temat do szerszej dyskusji. Przy tak dużej liczbie turystów i tak łatwej dostępności do alkoholu jak obecnie, będą kłopoty. Trzeba się będzie na tym tematem pochylić, porozmawiać z PTTK i innymi instytucjami, które mają coś w tej sprawie do powiedzenia i poprawić sytuację, jeśli dalej będzie się pogarszać. Park nie ma możliwości prawnych, aby samodzielnie coś w tej kwestii zmienić.

Jaki był ten sezon, naznaczony pandemią, dla Straży Parku?

- Różnił się od poprzednich. Otrzymaliśmy od dyrektora, jak wszyscy pracownicy TPN, zarządzenie dotyczące tego, jak mamy się zachowywać w terenie, żeby zminimalizować bezpośredni kontakt z turystami, jakich środków ochrony mamy używać - maseczek, rękawiczek, przyłbic - tak, aby maksymalnie ograniczyć zagrożenie zakażeniem koronawirusem. 

Kontrolowanie turystów, czy stosują się do zaleceń, również należało do waszych obowiązków?

- Nie, ale w związku z pandemią uczestniczyliśmy wraz z policją w kilku kontrolach na terenie parku. Sprawdzaliśmy turystów, korzystających z przewozu wozami konnymi, zmierzających nad Morskie Oko i spacerujących Doliną Kościeliską. 

Turyści przestrzegają zaleceń w parku?

- Różnie z tym bywa. Parę osób zostało spisanych i pouczonych.

Jak reagowali?

- Mówili, że bardzo żałują. Bo to zawsze jest długa rozmowa z turystami, uświadamianie, że jednak powinni nosić maseczki. Muszę przyznać, że ta świadomość dociera w trakcie takiej pogawędki. Przecież nie tylko o nasze zdrowie tu chodzi. Szanujmy innych, szanujmy osoby w podeszłym wieku, szczególnie narażone na skutki zakażenia, żeby ich nie zarazić. 

Słowo apelu na koniec do turystów w imieniu Straży Parku?

- Ruch turystyczny, jak na tak mały teren parku - TPN zajmuje 22 tys. hektarów - jest u nas ogromny. Nie chodzi o to, by goście nie przyjeżdżali tak licznie, ale dobrze by było, gdyby turyści odwiedzający tereny chronione, nie tylko Tatry, mieli świadomość, gdzie się znajdują i jak się w tych miejscach zachowywać. Mam na myśli nie tylko parki narodowe, ale przyrodę ogólnie. Szanujmy ją, zostawmy w nienaruszonym stanie dla następnych pokoleń. Szanujmy też jej mieszkańców - zwierzęta. Park to ich dom. Jeśli będziemy się zachowywać głośno, będziemy śmiecić, schodzić ze szlaku, płoszyć zwierzynę, nie będziemy w tym domu mile widziani.

Rozmawiał: Dariusz Jaroń

"Patrol Tatry" sezon 2. Serial o strażnikach gór. Oglądaj co tydzień w niedzielę o godz. 15:25 w telewizji FOKUS TV. Więcej na temat programu przeczytasz na patroltatry.interia.pl

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje