Reklama

Leśniczy z Kuźnic: Na Giewoncie nic mnie nie zaskoczy

Wypalenie zawodowe to realny problem?

Reklama

- Można wpaść w monotonię, bo nasza praca polega w znacznej mierze na wędrówkach wciąż tymi samymi drogami. Cały czas funkcjonujemy w jednym z dziesięciu obwodów ochronnych. Można by pomyśleć, że setny raz przemierzam wciąż ten sam szlak, ale za każdym razem on jest nieco inny, co innego człowieka ucieszy.

Co pana cieszy najbardziej w Tatrach?

- Najwięcej przyjemności sprawia mi obcowanie z fauną. Spotkania z niedźwiedziem. Owszem, jest ryzyko, w końcu to dzikie zwierzę, ale jak już każde z nas pójdzie w swoją stronę, przychodzi poczucie, że ta praca jest potrzebna. Monitoring zwierząt do czegoś służy. Nie szukamy przecież tego niedźwiedzia dla emocji, tylko dla informacji na jego temat, przydatnych chociażby z punktu widzenia badań i nauki. Zbieramy czasem odchody i sierść do badań genetycznych, powstają drzewa genealogiczne zwierząt tatrzańskich, potem są one łączone z danymi z innych parków narodowych. Codzienne obowiązki związane z obsługą ruchu turystycznego też przynoszą satysfakcję, robimy to dla kogoś, a do tego wciąż przebywamy w pięknym miejscu na świeżym powietrzu. Bardzo zdrowe zajęcie dla ciała i ducha.

Jak powinien zachować się turysta na wypadek spotkania niedźwiedzia?

- Kluczowa jest świadomość, że mamy do czynienia z dzikim zwierzęciem. U nas nie zdarzają się ataki na ludzi, ale nigdy nie wiadomo do końca, co taki niedźwiedź wymyśli. Odpuśćmy sobie robienie zdjęć, zbliżanie się, dokarmianie, jakiekolwiek zaczepianie zwierzęcia. Trzeba stanąć w miejscu i odezwać się, żeby niedźwiedź zrozumiał, że ma przed sobą człowieka, a nie zwierzynę do upolowania. Niedźwiedzie mają słaby wzrok, ale dobry węch i słuch. Dobrze, żeby napotkany osobnik nas usłyszał. Następnie spokojnie się wycofajmy.

Był pan w pracy podczas ubiegłorocznej burzy na Giewoncie?

- Schodziłem akurat z Boczania. Pociemniało, widać było nadchodzącą burzę, więc zbiegłem szybko do leśniczówki. Tuż przed budynkiem złapał mnie deszcz. Kiedy przyszły pierwsze odgłosy piorunów, jeszcze nie było wiadomo, gdzie uderzają, tylko tyle, że w górach. Za chwilę przez radio przyszła informacja o tragedii na Giewoncie. Wsiedliśmy z kolegą podleśniczym do samochodu i ruszyliśmy na miejsce. Udzielaliśmy pierwszej pomocy, sprowadzaliśmy osoby lżej ranne, koordynowaliśmy ruch. Tego wypadku nie zapomnę do końca życia. Ogrom ludzi potrzebujących pomocy, wielka tragedia zabitych i poszkodowanych, ale też ich bliskich. Burzy na taką skalę jeszcze w Tatrach nie było.

Czasu nie cofniemy, ale czy podobnej tragedii w przyszłości można uniknąć?

- Nieraz się nad tym zastanawiałem. Giewont jest bardzo popularną górą. Wiele osób przybywających w Tatry na wczasy poważnie bierze pod uwagę wycieczkę na szczyt. A jak już ktoś wejdzie, chce chwilę pobyć na górze, posilić się, zrobić sobie zdjęcie. Miejsca jest mało, więc tworzy się korek. W dodatku kopuła Giewontu jest stroma, choć ubezpieczona łańcuchami, ale części turystów sprawia problemy, dlatego ruch idzie powoli. W jednym miejscu gromadzi się zatem wiele osób, a to teren bardzo narażony na uderzenie piorunem.

Wyjaśnimy, dlaczego tak jest.

- Giewont jest oddalony od innych wzniesień, od Czerwonych Wierchów dzieli go kawałek, teren jest eksponowany, przyciąga pioruny. Czego byśmy nie zrobili, ten szczyt zawsze w czasie burzy będzie ryzykowny. Dlatego kiedy słyszymy jej pomruki, kiedy robi się ciemno, trzeba się wycofać. Nie ma co atakować szczytu na siłę, nic nie wskazuje wszak na to, żeby Giewont miał zniknąć. Poczeka na nas, urlop w kolejnych latach też dostaniemy, a życie mamy jedno. Trzeba o tym pamiętać.

"Patrol Tatry" zmienił coś w pana życiu?

- Nie ukrywam, że byłem do tego pomysłu sceptycznie nastawiony. Nie miałem doświadczeń z kamerą, dlatego kiedy zostałem wyznaczony do wzięcia udziału w nagraniach, pojawił się niepokój. Z czasem zniknął, bo ekipa filmowa zadbała o dobrą atmosferę, wspólnie rozmawialiśmy o tym, jak te nasze Tatry pokazać. Stresuję się, kiedy oglądam odcinek ze swoim udziałem, jestem za to rozpoznawalny na szlakach. Turyści mnie zatrzymują, proszą o zdjęcia, dyskutujemy chwilę o górach. Nie jestem już anonimowym strażnikiem. Słyszę: "Dzień dobry, pan z serialu?". Przyjemne rzeczy.

"Patrol Tatry" sezon 2. Serial o strażnikach gór. Oglądaj co tydzień w niedzielę o godz. 15:25 w telewizji FOKUS TV. Więcej na temat programu przeczytasz na patroltatry.interia.pl

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje