Reklama

Leśniczy z Kuźnic: Na Giewoncie nic mnie nie zaskoczy

- Wchodzę na Giewont dwa - trzy razy w miesiącu. Za każdym razem ściągam z krzyża masę rzeczy: od flag przez wstążki, kapelusze, różańce, obrazki, karteczki, listy. Chyba nic mnie już tam na górze nie zaskoczy - opowiada Marcin Strączek-Helios, leśniczy z Obwodu Ochronnego Kuźnice w Tatrach. Rozmawiamy też o pomysłowości turystów, bezpiecznym chodzeniu po górach, złudnej bezkarności wandali, spotkaniach oko w oko z niedźwiedziem i tym, dlaczego alkohol lepiej spożywać po powrocie z wycieczki w Tatry.

Pracę Marcina Strączka-Heliosa i innych pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego można śledzić w drugim sezonie serialu dokumentalnego "Patrol Tatry", emitowanym w telewizji FOKUS TV w każdą niedzielę o godzinie 15:25.

Reklama

Dariusz Jaroń, Interia: Kiedy zaczął pan pracę w parku?

Marcin Strączek-Helios, TPN: - Osiemnaście lat stuknęło w tym roku. Będąc jeszcze w szkole średniej dorabiałem w wakacje jako robotnik gospodarczy. Pracowałem też sezonowo w trakcie studiów, a na stałe jestem w parku od 2009 roku. Najpierw byłem strażnikiem i podleśniczym na Łysej Polanie, potem leśniczym w Morskim Oku, a od połowy 2016 roku jestem leśniczym w Kuźnicach.

Kuźnice i Morskie Oko wydają się podobne, przynajmniej pod względem ruchu turystycznego.

- Zgadza się, dużo jest obowiązków typowo turystycznych - od zarządzania ruchem, przez monitoring i kontrolę szlaków, natomiast w Kuźnicach jest też sporo prac leśnych. Obecnie prowadzimy sadzenia zmierzające ku odbudowie drzewostanu - 24 hektary posadzonego lasu, przebudowujemy las świerkowy z monokultury na mieszany jodłowo-bukowy z domieszką jawora. Jest też samosiew tych gatunków, a nasza rola sprowadza się do pielęgnacji, pilnowania, by roślinność nie zarosła tych drzewek, zabezpieczania sadzonek przed zgryzaniem przez zwierzynę płową, czyli jelenie, sarny.

Pozyskujecie też drewno?

- Niewielkie ilości, rzędu kilkuset metrów sześciennych rocznie. Głównie z wiatrołomów, trochę z posuszu kornikowego. Jest więc nieco zajęć typowo leśnych, ale najwięcej obowiązków związanych jest jednak z ruchem turystycznym. Kuźnice to w końcu punkt wypadowy na Giewont, Czerwone Wierchy i Kasprowy.

Można porównać ruch turystyczny w Kuźnicach do Morskiego Oka?

- Do Morskiego Oka prowadzi główna arteria, ruch jest na niej skumulowany. Po drodze można oczywiście odbić na Polanę Waksmundzką czy do Doliny Pięciu Stawów, ale większość turystów zmierza nad Morskie Oko. W Kuźnicach kumulacja występuje przy rozwidleniu szlaków, a stąd turyści ruszają na Czerwone Wierchy, Kasprowy, Jaworzynkę, Giewont, Nosal czy Boczań. Tłum się rozmywa.

Gdzie trudniej zarządza się ruchem?

- W Kuźnicach. Trzeba jednocześnie monitorować kilka punktów, wiedzieć, jakie są problemy na szlakach, czy wszystkie drogowskazy wiszą na swoich miejscach, czy ktoś psa nie wprowadził - a czasem czworonogi uciekają i robi się kłopot, niekiedy trzeba gdzieś interweniować. Rozstrzał terenu jest dużo większy niż w Morskim Oku, gdzie turystów mamy głównie na jednej drodze, logistyka jest w związku z tym znacznie łatwiejsza i szybsza w razie konieczności dotarcia do turysty na szlaku. Generalnie nasi goście zachowują się super, natomiast zdarzają się wyjątki.

Jakie?

- Głównie dotyczą one śmiecenia i spożywania alkoholu. Na część turystów procenty działają źle, co prowadzi później do różnego rodzaju problemów - przeważnie wszczynają awantury, bójki rzadziej, ale też się zdarzają, czasem śpią pijani po różnych zakamarkach, więc trzeba takiego człowieka znaleźć i się nad nim pochylić, żeby nic mu się złego nie stało. Są też akty wandalizmu, niszczenia infrastruktury, urywania tabliczek kierunkowych, naklejania na nich naklejek, zamalowywania sprejami czy flamastrami. Takie rzeczy wciąż się zdarzają, ale świadomość turystów zmierza w dobrą stronę. Z roku na rok jest lepiej.

Z czego ta poprawa wynika?

- Wskazałbym na kilka czynników. Jest coraz więcej programów edukacyjnych, obecnych również w mediach, dociera do ludzi potrzeba segregacji śmieci, sprzątania po sobie, wzrasta świadomość wpływu śmiecenia na środowisko, zanieczyszczenia wody. Jak jedna osoba zamoczy nogi w stawie tatrzańskim, nic się nie stanie, ale jak zrobi to kilkaset turystów jednego dnia, będzie problem. Ta woda nie tylko służy zwierzętom, jest też pobierana na potrzeby schronisk. Multum akcji ekologicznych jest nagłaśnianych i organizowanych w internecie, to wszystko ma wpływ na nasze codzienne postawy.

- Ludzie jeżdżą też częściej po świecie, przynajmniej przed pandemią mieli taką możliwość, widzą, jak to wygląda w innych parkach narodowych i też starają się mocniej dbać o swoją własność w kraju, bo Tatry należą przecież do nas wszystkich.

Jak walczyć z wandalizmem w górach - czytaj na następnej stronie >>>

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje