Reklama

Religijność karłowata

Religijność karłowata jest oparta przede wszystkim na lęku i składa się z obrazów, które są projekcją psychiki np. surowego ojca lub matki. Religijność dojrzała jest bardziej teologiczna - mówi w rozmowie z INTERIA.PL. dr Andrzej Molenda, psychoterapeuta, psycholog religii i autor książki "Rola obrazu Boga w nerwicy eklezjogennej".

Katarzyna Pruszkowska: Dlaczego wierzymy?

Reklama

Dr Andrzej Molenda: - Szukając odpowiedzi na to pytanie z punktu widzenia psychologii, możemy wskazać wiele psychologicznych przyczyn tego zjawiska. Są psychologowie mówiący o tym, że ludzie kreują Boga, bo taka jest ich psychologiczna potrzeba. Z punktu widzenia religijności wierzymy, bo szukamy pomocy, zbawienia, prawdy. Mamy tu więc dwie drogi rozumienia tego, dlaczego wierzymy - motywacje psychologiczne i religijne.

Czy wiara może być oparta na strachu?

- Temat jest złożony. To, że w religijności wiele osób szuka lekarstwa na swoje lęki, uważam za naturalne. Natomiast, jeżeli wiara jest oparta na strachu, rozumiem, że na strachu przed Bogiem, wtedy będzie to wiara toksyczna, która może być zniewoleniem człowieka i znacznym obciążeniem dla psychiki.

Czym różni się religijność karłowata od dojrzałej?

- Religijność karłowata jest oparta przede wszystkim na lęku i składa się z obrazów, które są projekcją psychiki np. surowego ojca lub matki. W religijności dojrzałej obrazy czy figury wewnętrzne są wynikiem przyjmowania Słowa Bożego, to religijność bardziej teologiczna.

- Dojrzała religijność, w przeciwieństwie do karłowatej, podlega nieustannym zmianom, nieustannemu nawracaniu się. Zmienia się, bo jest plastyczna, nie jest skostniała. Skostnienie jest też cechą religijności karłowatej, opartej na zakazach, nakazach i karach, w ramach których porusza się człowiek. W tym sensie przypomina to wychowywanie małego dziecka, któremu rodzice ustalają zasady, za przekroczenie których czeka rodzicielska sankcja.

- Religijność karłowata jest podobna do wychowywania małego, niemądrego dziecka, które musi funkcjonować w określonych ramach.

Czy plastyczne opisywanie piekła i kaźni może na trwałe podnosić poziom strachu?

- Myślę, że tak, szczególnie u osób o predyspozycjach nerwicowych.

Z badań wynika, że tylko 42 proc. polaków wierzy w piekło. Jaka może być tego przyczyna?

- Tego nie wiem, ale warto zwrócić uwagę na to, że wiele osób posiada bardzo infantylny obraz piekła, przekazywany w przedszkolu i pierwszych klasach szkoły podstawowej. Są to wizje z szatanem, diabłami, kotłami ze smołą i torturami. Może działa tu zasada zaprzeczenia - że "z jednej strony coś tak infantylnego, a z drugiej coś tak strasznego, nie może istnieć?"

Czy silna wiara w piekło może być szkodliwa?

- Przy nieumiejętnym nauczaniu chrześcijaństwa czasem wprowadza się młodego człowieka w religijność od strony obowiązków i kary za ich nieprzestrzeganie. Wtedy lęk przed piekłem może być w centrum motywacji religijnej i religia może na trwałe kojarzyć się głównie z karą.

Mówił pan o religijności dojrzałej, która nie jest oparta na strachu. Jednak nauczanie religii wydaje się nadal koncentrować wokół pojęcia grzechu, kary. Dlaczego?

- Każdy, także ksiądz czy siostra zakonna, niezależnie od wytycznych i podręczników, ma swój obraz Boga, który będzie przekazywał dalej. Jeśli więc ksiądz nosi w sobie obraz surowego Boga - prawdopodobnie na lekcjach będzie to widoczne. Zresztą, nie tylko duchowni i nauczyciele mają wpływ na to, jak postrzegają Boga dzieci. Psycholodzy religii odkryli, że obraz Boga może nie być przekazywany wprost, ale przez styl wychowania. Jeżeli ten styl będzie surowy, oparty na karach, Bóg będzie postrzegany jako surowy, wymagający skrupulatnego przestrzegania przepisów. Jeśli zaś styl będzie bardziej liberalny - Bóg będzie bardziej miłosierny.

Osoby, z którymi rozmawiałam, a które odeszły od Kościoła, mówiły że przeszkadzało im to, że dostawali niejednoznaczny przekaz - z jednej strony Bóg miłosierny, który nakazał kochać bliźniego, z drugiej - nawoływania do nietolerancji...

- To może być spowodowane brakiem dostrzegania sensu praktyk religijnych, kultu i sensu Kościoła. Kiedy sens się rozmywa, łatwo z czegoś zrezygnować. Mamy na przykład osoby, które nazywają siebie wolnymi chrześcijanami. Wierzą w Boga, modlą się, ale nie uczestniczą we mszach i twierdzą, że im tego nie brakuje. Dzieje się tak wtedy, kiedy sens zanika, lub jeśli nigdy go nie było.

- Sensem istnienia Kościoła jest prowadzenie wiernych do doświadczania Boga.

Co sprawia, że jedni decydują się na indywidualne poszukiwania, a inni zostają, nawet jeśli nie widzą sensu?

- Myślę, że jeżeli ktoś nie doświadcza owoców swojej religijności, może szukać gdzie indziej. Część chrześcijan nie doświadcza owoców wiary, a nawet czuje, że potęguje ona jego lęki, ale nie zdecyduje się szukać gdzie indziej. Dlaczego? Tylko dla części osób religijność jest ważna, dla wielu osób, nawet chodzących do kościoła, religia nie ma większej roli, mają inne źródła przyjemności, takie jak praca, rodzina, hobby.

- Warto też wspomnieć, że religia u ludzi, szczególnie młodych, może być płaszczyzną przejawiania buntu młodzieńczego. Nastolatkowie przestają chodzić do kościoła, nie z powodów religijnych, ale czasem po to, by wyrazić swój bunt przeciw wierzącym rodzicom. Znajdują przy okazji inne religie ale u źródeł leży normalny, rozwojowy bunt nastolatków.

Czy religijność jest czymś stałym, danym raz na zawsze? Kogo możemy określić mianem "religijny/a"?

- Religijność może podlegać zmianom. Ciekawą definicję osób "zasadniczo religijnych" opracował Moshe Halevi Spero, wg. którego są to jednostki, dla których religia odgrywa podstawową rolę w ponad połowie ich działań i myśli.

Czym w życiu jednostki może być cud?

- Może być punktem zwrotnym w życiu, może być początkiem głębszego nawrócenia. Wiele osób mówi o dotknięciu Boga żywego. Cud jest wydarzeniem, objawianiem się działającego Boga, które nie potrzebuje wiary człowieka. Cud może być zatem początkiem wiary człowieka.

Jak rozumie Pan pojecie "Boga żywego"?

Chodzi o to, że jeżeli Bóg jest tylko w teorii, doktrynie, to jest martwy. Żywy jest wtedy, kiedy działa, a cud może być tego działania przejawem. Każdy, kto nie doświadcza w swoim życiu żywego Boga jest narażony na odejście, na poszukiwanie, na niedoświadczenie sensu, na wiele lęków. Religijność jawi się wtedy jako zbiór nakazów, zakazów i kar. Ale już doświadczenie Boga przez radość wewnętrzną lub przez doświadczenie prowadzenia Boga sprawia, że religijność jest czymś sensownym i lekkim.

- W przypadku religijności karłowatej religia może być przymusem, dojrzała religijność opiera się na pragnieniu. Nakazy są niepotrzebne, człowiek i tak ich przestrzega. One są realizowane ale nie przez wysiłek i nie przez sankcję. Ich realizowanie jest produktem ubocznym doświadczenia Boga. Nie musimy o tym ciągle pamiętać.

Dlaczego ludzie poszukują innych religii? Np. konwertują się na judazim?

- Jeżeli ktoś w chrześcijaństwie swoją wiarę opiera na przepisach, na prawie, to w religii judaistycznej znajdzie tego sens. Religia judaistyczna jest religią prawa, można powiedzieć, że religijność części chrześcijan, którzy swoje chrześcijaństwo opierają na prawie, jest podobna do judaizmu. Istotą chrześcijaństwa nie jest przestrzeganie przykazań.

Czy można pomóc komuś, kto opiera swoją religijność na lękach?

- Tak, można mu pomóc przez poprowadzenie do dojrzałej religijności. Bardzo trudno zmienić karłowatą religijność na dojrzałą samemu, potrzeba pomocy kogoś, kto się na tym zna. Trzeba pamiętać, że wiele osób może nie zdawać sobie sprawy z tego, że ich religijność jest oparta na lęku, że nie jest dojrzała, bo nic innego nie znają.

Czy nie jest tak, że dostęp do mądrych kierowników duchowych mają tylko nieliczni, mieszkańcy wielkich miast lub ośrodków religijnych?

- Są osoby, które mają szanse poznać dojrzałe chrześcijaństwo i są osoby, które nie mają szansy posłuchania uczciwego, katolickiego kazania. To oczywiście nie jest sprawiedliwe, nie powinno tak być, ale przecież nie ma w Kościele selekcji w tym względzie. Najważniejszy w tym kontekście jest dobry nauczyciel chrześcijaństwa, który umiejętnie wyprowadzi z religijności opartej na lęku do religijności opartej na pragnieniu.

Respondenci mówili też o tym, że w religii katolickiej przeszkadza im konieczność ustnej spowiedzi, pamiętania i wyznawania swoich słabości, na zasadzie bilansu miesięcznego. Czy zawsze jest to korzystne?

- Bilanse tego rodzaju mogą być znacznym wypaczeniem chrześcijaństwa. Nie chodzi o buchalterię. Jeżeli spowiedź będzie buchalterią - będzie bez sensu, bo umacnia fatalną wizję Boga - księgowego.

- Jeżeli ktoś ma zły obraz Boga, spowiedź utrwali to, Bóg będzie buchalterem, skrupulantem, który szuka potknięć i przewinień. To może również być przyczyną zbyt silnej koncentracji na sobie, na pracy nas sobą. U niektórych osób religia może wzmacniać tendencje narcystyczne, religijność będzie więc jeszcze jednym czynnikiem koncentracji na sobie.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje