Reklama

Spalili milion funtów. Sami nie wiedzą dlaczego

Artyści robią wiele, by szokować odbiorców... Dwaj muzycy pop - Bill Drummond & Jimmy Cauty - zdecydowali się na coś, co może wydawać się nie tylko jedynym w swoim rodzaju performance artystycznym, ale przede wszystkim... ponadprzeciętną głupotą!

Brytyjscy muzycy Drummond i Cauty znani są szerszej publiczności jako zespół The KLF. Artyści występowali także pod nazwami The Justified Ancients of Mu Mu oraz The Timelords i na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku sporo namieszali na scenie muzycznej. Ich komiczny utwór "Doctorin' the Tardis", będący jednocześnie hołdem dla serialu "Doctor Who", dotarł nawet na szczyt list przebojów.

Reklama

Był to zaledwie początek zabawy ze sztuką w wykonaniu dwójki ekscentryków. Ich dziwaczne kawałki, utrzymane w klimatach electro, cieszyły się taką popularnością, że pewni siebie muzycy wydali książkę będącą... poradnikiem tego, jak tworzyć radiowe hity. Ciekawostką może być fakt, że kilka zespołów publicznie przyznało się, iż jej lektura pomogła im w zdobyciu popularności. Na wiedzy zawartej na stronach "The Manual (How to Have a Number One the Easy Way)" skorzystali między innymi Klaxons i The Pipettes.

To jednak wciąż im nie wystarczało awangardowemu duetowi, który chciał pozostawić trwały ślad w współczesnej sztuce. W 1992 r. The KLF porzucili branżę muzyczną, ale nie sfery artystyczne. Przemianowali się na K Foundation i postanowili, że ich nową domeną będzie performance. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Ich praca "Nailed to the Wall" była niczym innym jak milionem funtów szterlingów przybitych gwoździami do ścianki zamocowanej na sosnowej ramie.

Tym jakże oryginalnym pomysłem (pieniądze były prawdziwe!) nie zachwycili się jednak krytycy. Założycieli K Foundation nie zniechęciły ich słabe recenzje, choć to zapewne one były bezpośrednią przyczyną, dla której Jimmy Cauty zapytał głośno: "Dlaczego w takim razie po prostu nie spalić tych pieniędzy?". A Bill Drummond odparł: "No pewnie".

22 sierpnia 1994 r. artyści udali się wraz z dziennikarzem Jimem Reidem i filmowcem Alanem Goodrickiem, znanym w środowisku jako Gimpo, na szkocą wyspę Jura. To właśnie tam chcieli nagrać swój performance. Miejscem, które im do tego posłużyło, był stary hangar do przechowywania łodzi. Ten sam, w którym trzy lata wcześniej panowie spalili Wickermana (kukłę Wiklinowego Pana), aby uczcić starą celtycką tradycję przypominającą słowiańską Noc Kupały.

Według planów, performance miał odbyć się później, ale Drummond i Cauty nie mogli wytrzymać i już 23 sierpnia wzniecili ogień. Według świadka tamtych wydarzeń, Alana Goodricka, artyści dorzucali do ognia pieniądze... jak węgiel. Funtów wystarczyło na ponad godzinę palenia!

Zdaniem Jima Reida, artyści spalili ok. 900 tysięcy funtów. Czy reszta zastała w ich kieszeniach? Nie, uleciała przez komin. Szkocka policja informowała nawet o mężczyznie, który przyniósł na posterunek półtora tysiąca funtów i chciał zwrócić je właścicielowi. Wiele innych osób znajdowało na ziemi banknoty o nominale 50 funtów...

Rok po tym wydarzeniu duet rozpoczął wyświetlanie trwającego nieco ponad godzinę filmu "Watch the K Foundation Burn a Million Quid" ("Zobacz, jak K Foundation pali milion funtów"). Najlepsze jednak jest to, że artyści sami do końca nie wiedzą, dlaczego to zrobili.

Z biegiem czasu ich wypowiedzi na temat tego niecodziennego ogniska zmieniały się.

Drummond na samym początku mówił: "Chcieliśmy wyrazić coś o pieniądzach poprzez sztukę". W 2000 r. dodał, że nie uważa tej akcji za coś destruktywnego. "Tam nie chodziło o palenie pieniędzy, ale o oglądanie tego" - stwierdził.

Po dziesięciu latach od tamtych wydarzeń ostatecznie przyznał: "Oczywiście, że tego żałuję. Kto by nie żałował! Myślę, że moje dzieci mają mi to za złe, ale ja sam nie chcę się tym przejmować cały czas".

Jimmy Cauty po pewnym czasie też nie mógł spać spokojnie. W dokumencie poświęconym historii K Foundation wyznał, że nie może spać spokojnie: "Każdego dnia budzę się rano i myślę sobie - Boże, spaliłem milion funtów i wszyscy twierdzą, że to coś złego".

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje