Reklama

Peter Sutcliffe - Rozpruwacz z Yorkshire

Potępiał mężczyzn zdradzających żony i korzystających z usług prostytutek, a sam w tajemnicy właśnie to czynił. I mordował...

Liczące ponad pół miliona mieszkańców Sheffield jest położone w hrabstwie Yorkshire w północnej części Wielkiej Brytanii. Przemysłowe centrum regionu słynie z produkcji stali. Jak w każdej metropolii, i tu znajduje się dzielnica czerwonych latarni, gdzie kobiety uprawiają najstarszy zawód świata.  

Reklama

W piątek 2 stycznia 1981 roku ok. godz. 21 dwie prostytutki, 24-letnia mulatka, Olivia Reivers, i jej 19-letnia przyjaciółka, Denise Hall, skierowały się na ulicę Wharncliffe Road w poszukiwaniu klientów.

Już po kilku minutach przy 19-latce zatrzymał się brązowy Rover 3500, po czym wychylił się z niego mężczyzna i zaoferował dziewczynie 10 funtów za usługę.

Mimo zadbanego wyglądu (wypielęgnowana ciemna broda i faliste, również ciemne włosy) człowiek ten miał w sobie coś niepokojącego. Dziewczyna odrzuciła jego ofertę.

Odprawiony z kwitkiem klient mruknął gniewnie kilka słów i odjechał, jednak po niecałej godzinie ponownie zjawił się przy Wharncliffe Road. Tym razem zagadnął Olivię.

W odróżnieniu od koleżanki po fachu 24-latka nie miała do niego żadnych zastrzeżeń. Wsiadła do auta i razem ruszyli we wskazanym przez nią kierunku. Niecały kwadrans później dojechali do Melbourne Avenue, pojazd skręcił we wjazd prowadzący do siedziby Brytyjskiego Towarzystwa Producentów Żelaza i Stali. Reivers dobrze znała ten zaułek - często przyprowadzała tu klientów. O tej porze było cicho i bezludnie.

Pomimo erotycznych zabiegów prostytutki mężczyzna nie mógł osiągnąć erekcji. Zaczęli więc rozmawiać o mało istotnych sprawach. Kobieta w duchu nawet się ucieszyła z tej sytuacji, bo przecież "za darmo" miała otrzymać 10 funtów. Jednak zachowanie klienta wydało jej się trochę dziwne; był jakiś niespokojny i co chwilę wkładał rękę do kieszeni rozpiętej kurtki. Kobieta nie wiedziała, że ukrył tam mały młotek, nóż i kawałek sznura i nie myślał o niczym innym, jak tylko o tym, w jaki sposób wywabić ją z samochodu i zrobić użytek z tych przedmiotów.

Olivii nie przyszło też do głowy, że znalazła się sam na sam z mordercą i postrachem kobiet, "Rozpruwaczem z Yorkshire" (jak nazwała go prasa), który miał już na sumieniu tuzin ofiar. 

Williams alias Sutcliffe

Trudno przewidzieć, jaki los spotkałby 24-letnią Reivers, gdyby w pobliżu akurat nie pojawił się patrol policyjny. Dwaj funkcjonariusze: sierżant Robert Ring i posterunkowy Robert Hydes, jadąc wzdłuż Melbourne Avenue, spostrzegli zaparkowanego rovera, zbliżyli się do niego i poprosili siedzącą w środku parę o podanie personaliów. Kierowca przedstawił się jako Peter Williams, a ciemnoskóra kobieta podała się za jego przyjaciółkę.

Czujny sierżant skierował na nią światło latarki i rozpoznał prostytutkę. Zapamiętał ją bowiem, bo niedawno była sądzona za kradzież i otrzymała wyrok w zawieszeniu. Funkcjonariusz poprosił kobietę do radiowozu. Zaś jej klient powiedział policjantom, że musi załatwić potrzebę i ruszył ciemną uliczką w stronę siedziby Towarzystwa. Tam, obok wejścia, stał zbiornik na olej. Williams, upewniwszy się, że nikt go nie obserwuje, wyjął z kieszeni nóż i młotek i wyrzucił za zbiornik.

Kiedy wrócił do auta, funkcjonariusze akurat dzwonili do centrali z poleceniem sprawdzenia numerów rejestracyjnych pojazdu. Już po kilku minutach otrzymali wiadomość, że numery należą do zupełnie innego samochodu, skody, a jej właściciel wcale nie nazywa się Williams... Po tej informacji policjanci poszli sprawdzić tablice podejrzanego auta. Były przymocowane czarną taśmą do prawdziwych numerów rovera: FHY 400K.

Przyłapany na oszustwie "Williams" przyznał się do podania nieprawdy i powiedział, że naprawdę nazywa się Peter William Sutcliffe, mieszka w dzielnicy Heaton pobliskiego miasta Bradford przy Garden Lane 6, a kłamał dlatego, bo nie chciał, aby jego żona dowiedziała się, że zadaje się z prostytutką...

Cała sprawa wydała się funkcjonariuszom podejrzana, wobec czego zabrali amatora płatnej miłości i jego towarzyszkę na komisariat przy Hammerton Road. W czasie przesłuchania podejrzany kierowca przyznał się do kradzieży tablic ze składnicy złomu w miejscowości Cooper Bridge. Po sprawdzeniu jego adresu zamieszkania okazało się, że podlega on jurysdykcji sądu z sąsiedniego miasta Dewsbury (również hrabstwo Yorkshire), wobec czego jego sprawą mieli się zająć tamtejsi funkcjonariusze policji. 

W międzyczasie żona Sutcliffe’a, Sonia, została poinformowana o zatrzymaniu męża. Zanim Sutcliffe’a i Reivers odprowadzono do oddzielnych cel, mężczyzna poprosił o skorzystanie z toalety. Tam pozbył się drugiego ukrytego noża, umieszczając go w zbiorniku spłuczki.

Następnego ranka z Dewsbury wyruszyła grupa funkcjonariuszy, która niezwłocznie przewiozła Williama Sutcliffe’a na ich teren. W drodze do Sheffield jeden z policjantów powiadomił komendę policji Millgarth w Leeds, gdzie działała ekipa śledcza zajmująca się sprawą "Rozpruwacza z Yorkshire", o zatrzymaniu prostytutki i jej klienta. Zgłoszenie było rutynowe. Takie postępowanie nakazał wszystkim funkcjonariuszom policji z hrabstwa West Yorkshire superintendent James Hobson - mieli informować go o każdym mężczyźnie zatrzymanym w podejrzanych okolicznościach w towarzystwie pań lekkich obyczajów.

Rewir drapieżnika

W sobotę 3 stycznia 1981 roku Peter Sutcliffe został doprowadzony na kolejne przesłuchanie. Prowadzono je w luźnej atmosferze: Sutcliffe opowiadał o swoim zawodzie kierowcy ciężarówki i o miłości do samochodów. Po sprawdzeniu rovera okazało się, że nie znajduje się on na liście podejrzanych pojazdów. Sutcliffe z dumą wspomniał także o innym swoim aucie, białym Fordzie Corsair z czarnym dachem. 

W czasie przesłuchania funkcjonariusze zwrócili uwagę na pewne szczegóły wyglądu mężczyzny: kędzierzawe czarne włosy, brodę i szczelinę między zębami. Takie cechy rysopisu podawały kobiety napadnięte przez "Rozpruwacza" - te, które miały szczęście przeżyć atak zboczeńca... Śledczy zauważyli jeszcze jedną zbieżność: Sutcliffe mieszkał w centrum terenu działalności poszukiwanego mordercy i nosił obuwie numer 7 lub 8, ślady butów o tym rozmiarze pozostawił "Rozpruwacz".

Kiedy dodatkowo wykonano analizę krwi zatrzymanego i gdy okazało się, że posiada on rzadką grupę "B", jakiej próbkę zabezpieczono na jednym z miejsc zbrodni, prowadzący przesłuchanie inspektor O’Boyle był niemal pewny, że ma w rękach sławetnego "Rozpruwacza z Yorkshire". Policjant nie bez satysfakcji poinformował o tym szefa ekipy dochodzeniowej komendy w Leeds.     

Sierżant Ring, z patrolu który wieczorem 2 stycznia zatrzymał Sutcliffe’a, przypomniał sobie o jego oddaleniu się "na stronę". W kontekście nowych okoliczności wydało mu się to nieco podejrzane, pojechał więc sprawdzić tamto miejsce. Przeczucie go nie myliło: przy zbiorniku na olej znalazł porzucony młotek i nóż. To były dodatkowe dowody potwierdzające przypuszczenie inspektora O’Boyle’a.

Żona nic nie wiedziała

W niedzielę 4 stycznia przed południem śledczy złożyli wizytę Sonii Sutcliffe w Bradford i za jej zgodą przeszukali mieszkanie. Na miejscu zabezpieczyli zestaw narzędzi, w tym parę młotków, jakich "Rozpruwacz" używał do ogłuszania ofiar. Kobietę zabrano na komendę w tym mieście i przez kilka godzin poddano ją intensywnemu przesłuchaniu. Równocześnie kilkunastu funkcjonariuszy zaczęło gromadzić wszelkie możliwe szczegóły z 5 ostatnich lat życia podejrzanego.

Przeprowadzono rozmowy z jego sąsiadami, kolegami z pracy i przełożonymi. Na podstawie zeznań Sonii sprawdzono jego alibi na czas napaści na 16-letnią Theresę Sykes 5 listopada 1980 roku. Sutcliffe twierdził, że tamtego dnia wrócił do domu o godz. 20, podczas gdy jego żona zeznała, że zjawił się ok. godz. 22. Wchodził więc w grę jako potencjalny sprawca tego ataku.

Przesłuchiwany intensywnie 2. dobę Peter Sutcliffe stopniowo tracił panowanie nad sobą. Kiedy ok. godz. 3 nad ranem powiedziano mu o znalezieniu noża i młotka przy zbiorniku na olej, pękł. Opadł ciężko na krzesło i wyznał cichym głosem: Jestem "Rozpruwaczem z Yorkshire". Śledczy mogli sobie pogratulować. Po 5 latach dochodzenia i błądzenia po omacku najbardziej znany nieznany człowiek został zidentyfikowany.

W ciągu następnych 26 godzin Sutcliffe bez zbytnich emocji szczegółowo opowiedział o swoich krwawych czynach. Zdenerwowanie okazał tylko wtedy, kiedy była mowa o morderstwach 16-letniej Jayne MacDonald i Joan Harrison. Gwałtownie zaprzeczył, jakoby miał coś wspólnego z tą drugą zbrodnią.     

Później Sutcliffe zwrócił się do asystenta szefa ekipy śledczej z Leeds, George’a Oldfielda, z prośbą, aby pozwolił mu osobiście opowiedzieć żonie o swoim przyznaniu się do tego, że jest poszukiwanym mordercą kobiet. Zgodę otrzymał i wkrótce potem sprowadzono Sonię z Bradford na posterunek w Dewsbury.

Tu doszło do spotkania małżonków. Gdy kobieta usłyszała szokującą wiadomość, wyszła z pokoju przesłuchań z kamienną twarzą, nie okazując emocji. Później ponownie ją przesłuchano. Musiała opowiedzieć o trybie życia męża, poczynając od roku 1975, kiedy to miał miejsce pierwszy atak na Annę Rogulskyj.

Po zarejestrowaniu zeznań mordercy policja zwołała konferencję prasową. Niewielka sala w siedzibie policji w Dewsbury ledwo pomieściła prawie 80 dziennikarzy wraz z ich sprzętem. George Oldfield oraz jego koledzy: Ronald Gregory i Jim Hobson pozowali uśmiechając się do kamer, kiedy oświadczali, że "Rozpruwacz z Yorkshire" siedzi pod kluczem. Wtedy jeszcze nazwisko zbrodniarza nie zostało ujawnione.

Dowiedz się więcej na temat: Rozpruwacz z Yorkshire | Peter Sutcliffe | morderca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje