Reklama

Odsiadka w pięciogwiazdkowym standardzie

Pokój o powierzchni 12 metrów kwadratowych z łazienką, telewizorem i lodówką, ogólnodostępna kuchnia, ogromna sala gimnastyczna wraz siłownią, biblioteka oraz park, gdzie można się zrelaksować. Drogi hotel? Nie, to wszystko znajduje się w miejscu, gdzie norwescy gwałciciele, mordercy i zbrodniarze odsiadują swoje wyroki.

21 lat. To maksymalny wymiar kary pozbawienia wolności jaką może otrzymać skazany w Norwegii. W każdym innym kraju przyszły więzień słysząc zapadający wyrok zacząłby myśleć o podłych warunkach i tym, co może czekać go w miejscu, gdzie spędzi najbliższe lata swego życia. W swych nozdrzach czułby zapach brudnej celi, a w ustach smak byle jakiego jedzenia. Jednakże w skandynawskim raju na ziemi sprawa ma się zupełnie inaczej. Trafiając do więzienia człowiek traci jedynie wolność - państwo dba o to, aby nie stracił godności i jako obywatel bogatego kraju mógł żyć, nawet za kratkami, na wysokim poziomie.

Reklama

Norweskie więzienia mogą pomieścić blisko cztery tysiące osób. To zadziwiająco mało, jak na państwo liczące sobie pięć milionów obywateli. Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej tamtejszemu systemowi penitencjarnemu zrozumiemy, że jego zamierzony cel, czyli resocjalizacja obywateli, którzy dopuścili się zbrodni naprawdę działa.

W 45 tamtejszych zakładach karnych faktycznie próbuje się zmienić wyjętego spod prawa człowieka tak, aby po odbyciu wyroku mógł on wrócić do społeczeństwa jako jego "zdrowy" obywatel.

To właśnie temu mają służyć godziwe, przez wielu uznawane wręcz za luksusowe warunki, szereg organizowanych dla więźniów warsztatów, w czasie których uczą się oni nowych umiejętności, a także całkiem spora dawka wolnego czasu na lekturę książek bądź poprawę swojej kondycji fizycznej.

Wyrok w dziele sztuki

W 2012 r. o norweskich więzieniach zrobiło się głośno za sprawą procesu Andersa Breivika odpowiedzialnego za zabicie 77 osób w dwóch zamachach.

Jeden z największych zbrodniarzy historii współczesnej mógł trafić do jednego z zakładów "oferujących" warunki lepsze niż niejeden kilkugwiazdkowy hotel. Świat obiegły wtedy zdjęcia wybudowanego w 2010 r. za kwotę ponad 252 milionów dolarów więzienia Halden dla... zaledwie 252 więźniów. 

Obiekt, w którym jedno miejsce "kosztowało" jeden milion w niczym nie przypomina tradycyjnego zakładu, gdzie przetrzymywani są kryminaliści. W ogromnych oknach zaprojektowanego przez zespół Erik Møller Architects budynku nie ma krat. Za więziennym murem pokrytym pracami słynnego norweskiego grafficiarza jest za to blisko 30-hektarowy park ze ścieżkami biegowymi dla miłośników joggingu oraz kilkoma ławkami.

To dopiero początek - w środku znajduje się kilka sekcji: począwszy od mieszkalnej, gdzie na każde 10 cel przypada wspólny salon i kuchnia, przez  strefę rekreacji, aż po kilka specjalnie przygotowanych pokoi z podwójnymi łóżkami, z których skorzystać mogą skorzystać więźniowie spodziewający się wizyty swoich drugich połówek.

Poza wspomnianą wcześniej biblioteką i siłownią więźniowie Halden mogą także spróbować swych sił na ściance wspinaczkowej, nauczyć się ciesielki w odpowiednio wyposażonym warsztacie, a nawet nauczyć się grać na instrumencie - oczywiście w profesjonalnym studiu nagraniowym. Podobnie jest z aneksem kuchennym, gdzie odbywają się kursy przygotowujące do zawodu kelnera, kucharza, a także osoby odpowiedzialnej za catering.

Zajęcia, z których mogą korzystać więźniowie organizowane są codziennie od 8:00. Ostatnie kończą dopiero o 20:00. Ograniczenie wolności obywatela nie oznacza, że państwo przestaje dbać o jego zdrowie. Dlatego na terenie Halden działa mały szpital oraz gabinet dentystyczny.

Jednakże zgodnie z zasadą, która przyświeca całemu wymiarowi sprawiedliwości w Norwegii więzienie ma wpłynąć na psychikę człowieka. Dlatego przebywający w nim kryminaliści mają być traktowani bardziej jak pacjenci niż niebezpieczne dla otoczenia osobniki. Strażnicy, z których aż połowę stanowią kobiety, sami uważają siebie bardziej za pracowników społecznych niż speców od pilnowania porządku. Ich obowiązkiem jest jadanie posiłków wraz z więźniami, a także dotrzymywanie im towarzystwa - na przykład w trakcie organizowanych rozgrywek sportowych. Ma to służyć rozmowom z ich podopiecznymi o potrzebie zmian, a także samym sposobie odbywania kary. 

Więzienie Halden to tylko jeden z przykładów północnego podejścia do więziennictwa. Kolejnym znanym zakładem jest także ośrodek na wyspie Bastoy, który bardziej przypomina gospodarstwo agroturystyczne niż więzienie. Zarządzający nim ludzie starają się raczej tworzyć z więźniami wspólnotę niż utrzymywać sztywny podział na trzymających władzę i tych, którzy muszą jej podlegać.

Wszyscy pracują dla wspólnego dobrego, a w wolnym czasie mogą odpoczywać pływając lub łowiąc ryby. Sami więźniowie mówią, że czują się na Bastoy jak podczas wakacji na wsi.

Działanie, a przede wszystkim utrzymywanie, takich więzień nie przestaje szokować. W wielu krajach w gorszych warunkach mieszkają studenci, co często pada jako argument przeciwko temu systemowi. Norwegowie tłumaczą, że szanują prawa człowieka i dziwią się, że ich przestrzeganie jest tak negatywnie komentowane.

Argumentem nie do zbicia jest natomiast fakt, że tamtejsze zakłady karne faktycznie działają, a Norwegia może pochwalić się jednym z najniższych wskaźników przestępczości na świecie. Niewielu złoczyńców po odsiadce w luksusowym więzieniu wraca na złą drogę. 

Zobacz najgorsze więzienia świata

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Norwegia | kara więzienia | kara | prawo | zakład karny | cela

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje