Reklama

Nie wstydź się! Podejdź i poderwij!

Wydawałoby się, że jeśli przez całe stulecia jesteśmy kreowani i sami się kreujemy na herosów, to nimi zostajemy. Prawda jest taka, że bywamy raczej bardzo bojaźliwi i rzadko pierwsi odzywamy się do kobiet. Dlatego powstały platformy, na których możemy znaleźć obiekt naszych westchnień.

Reklama

Ostatnimi czasy pojawiło się na Facebooku bardzo dużo profili i fanpagów, gdzie można znaleźć osobę, którą widziało się w centrum handlowym, autobusie czy tramwaju, a nawet w metrze. Cieszą się ogromnym powodzeniem i codziennie pojawia się kilka, kilkanaście postów od "spotterów" szukających "uroczej blondynki w niebieskiej sukience" czy "rudej w brązowej kurtce, która jechała 20-stką o 15". Czemu tak się dzieje?

Reklama

Przede wszystkim dlatego, że boimy się kompromitacji i nie decydujemy się pierwsi podejść do kobiety. Traktujemy to jak egzamin, który z całą pewnością oblejemy. Dlatego pojawiają się takie wpisy jak ten pana z okolic Leżajska: "Pozdrawiam koleżanki (jedna blondynka a druga ciemne włosy), które dziś (21.8.2013) o godzinie 13;15 na dworcu w Krośnie siedziały z tyłu. Miałem nadzieje, że zagadacie i dlatego wsiadłem do tego autobusu".

Boimy się zrobić pierwszy krok, ponieważ wcześniej zostaliśmy wyśmiani lub spławieni w niewybredny sposób. Z drugiej strony kobiety mają zadziwiający sposób na "podryw", który zniechęca nas do podejścia i zagajenia rozmowy.

Jeśli kobieta nie odpowie na spojrzenie czy uśmiech, ale go zauważa, są dwie możliwości. Może faktycznie nie być zainteresowana nami albo udaje, że jest zimna i niedostępna. Wówczas wielu z nas nie ma ochoty przebijać się przez mur niechęci. Nawet jeśli jest on sztuczny. Także to, że pierwsi nie podchodzimy i nie zaczynamy rozmowy, nie jest naszą winą.

Nieśmiałość

Wydaje się, że w obecnym, bardzo otwartym społeczeństwie jesteśmy odważni do bólu. Każdy chce wystąpić w telewizji, pokazać się choć na chwilę w światłach jupiterów, a kiedy przyjdzie do spotkania z dziewczyną, niezdarnie przebieramy nogami i patrzymy w buty. Mimo że uroki kobiety zapamiętujemy z zadziwiającymi szczegółami.

Oto najlepszy przykład z Krakowa: "Piękna czarnowłosa niewiasto, która w poniedziałkowy poranek jechałaś 172! Całą drogę Ci się przypatrywałem: czarna bluzeczka, spódniczka w biało-żółto-czarny wzorek, torba na laptopa, czerwone paznokcie, lekko zadarty nosek i urzekające oczy. Wysiadałaś na Okulickiego i szłaś w dół... Spojrzałaś na mnie i chyba się zamyśliłaś
Jeśli masz ochotę się spotkać, daj znać. Nieśmiały w ciemnych okularach".

Prawdopodobnie jest to już znak czasów, w jakich żyjemy. Nie mamy odwagi odezwać się do przypadkowej osoby, nawet jeśli zachwyciła nas swoim wyglądem czy książką, jaką czytała (tak, nadal tacy się zdarzają). Łatwiej jest umieścić anons w internecie. Tutaj przynajmniej nikt nie zostanie wyśmiany prosto w twarz. Bo publiczne ośmieszenie się jest największą traumą dla wszystkich.

Co dalej?

Jest jednak kilku odważnych, którzy podeszli i zamienili słowo z kobietą, jednak zapomnieli, albo nie mieli na tyle odwagi, żeby poprosić ją o numer telefonu. Dobrze, że ktoś wymyślił tego typu fanpage, bo w innym przypadku ta para mogłaby się nie spotkać (a przynajmniej mamy nadzieję, że się spotkali ponownie): "08.08 Godzina ok. 15 autobus 178 w stronę Mistrzejowic, spotkaliśmy się wcześniej w MORD, życzyłem Ci powodzenia na egzaminie spojrzałaś na mnie i się uśmiechnęłaś, z tego co słyszałem zdałaś wysiadłaś na Stella-Sawickiego, chłopak w jeansowych spodniach i czarnej koszulce, odezwij się".

Czy warto?

Kto nie ryzykuje, ten nie żyje - taka jest prawda znana nie od dziś. Jeśli już się napisało na ogólnodostępnym portalu, że szuka się odpowiedniej osoby, to tę krzynę odwagi się posiada. Może na osobności, bez tłumu gapiów lub współpasażerów, uda się zawiązać bliższą relację? Na kilku profilach pojawiły się informacje, że pary się spotykają, więc można! Powodzenia!

*Zachowaliśmy oryginalną pisownię postów

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje