Reklama

Jesse Shend: Internetowy troll, który wyszedł na ludzi

Wyobraźcie sobie najbardziej stereotypowy i przerysowany obraz internetowego trolla: gruby, obleśny, spocony koleś, przesiadujący całymi miesiącami przed komputerem, który swoje kompleksy i frustracje wyładowuje na bogu ducha winnych użytkownikach sieci. Wyobraźcie sobie teraz, że ktoś taki istniał naprawdę. Istniał, bo dziś jest zupełnie innym człowiekiem. Oto Jesse Shand i jego historia.

300 kilogramów - tyle oficjalnie wynosiła jego rekordowa waga. Oficjalnie, bo właśnie na trzystu kilogramach kończyła się skala. Zresztą - Jesse Shand i tak nie mógłby jej zobaczyć. Przeszkadzała mu w tym jego olbrzymia tusza.

Swoich przyjaciół nie widział przez całe lata, bo nie wychodził z domu. Nie mógł się kąpać, bo nie mieścił się pod prysznic. Jego egzystencja polegała na spaniu i jedzeniu oraz przesiadywaniu przed monitorem komputera. "Spędzałem czas grając w gry i trollując ludzi w internecie. Emanowała ode mnie wyłącznie negatywna energia" - przyznaje.

Jesse pochodzi z Michigan i od dziecka mieszka z matką w mieszkalnej przyczepie. Gdy miał kilka lat, jego ojciec został zamordowany. To wpłynęło na psychikę chłopca. Zamknął się w sobie, stał się odludkiem, a w efekcie przebywania na marginesie społeczeństwa - przeistoczył w internetowego trolla.

Siłą internetowego trollingu jest głównie anonimowość, zapewniająca bezkarność, dlatego w tym środowisku "coming outy" praktycznie się nie zdarzają. Przypadek Shanda jest wyjątkowy. 28-latek otwarcie mówi o tym, jakie taktyki przyjmował, by uprzykrzać ludziom życie.

Reklama

"Moim celem był każdy, kto się tylko nawinął. Jeśli przykładowo ktoś rozpaczał z powodu rozstania, mogłem godzinami opowiadać mu, jak to wspaniale jest być z kimś w związku. Robiłem wszystko, co mogłem aby jeszcze bardziej pogrążyć kogoś już wystarczająco zdewastowanego. Sprawiało mi to frajdę i czułem się lepiej w mojej żałosnej sytuacji" - zdradza Jesse.

Chłopakowi długo wydawało się, że jako troll jest zawsze królem sytuacji. Do momentu, w którym jego trolling nie obrócił się przeciwko niemu i... odmienił jego życie.

To był dzień, jak co dzień. Jesse odpalił komputer i postanowił, jak to zwykle miał w zwyczaju, zabawić się czyimś kosztem. Wszedł na forum kulturystyczne i założył wątek: "Zapytaj najgrubszego gościa o cokolwiek chcesz". Oczekiwał ataków i niepochlebnych opinii. Zacierał ręce, że i tym razem da upust swojej frustracji, ale... bardzo się pomylił.

Zamiast negatywnych komentarzy i lawiny "hejtu" otrzymał wsparcie i ogromny zastrzyk motywacji. Zamiast szydzić z jego tuszy, ludzie pisali "hej, stary - jeszcze nie wszystko stracone". Jesse zgłupiał. Zupełnie nie tego się przecież spodziewał.

"Mój plan obrócił się przeciwko mnie. Wszyscy przekonywali mnie, że nawet ważąc 300 kilo, mogę wrócić do formy. Nie chciałem o tym słyszeć i użyłem moich etatowych wymówek, jak brak pieniędzy na wartościowe produkty żywnościowe, czy niedostateczna motywacja. Ale członkowie forum mieli gdzieś moje wymówki. Zaoferowali bezinteresowną pomoc, prowadzili za rękę krok po kroku i monitorowali moje postępy. Cała reszta, to już historia" - wspomina.

A historia jest rzeczywiście warta filmowego scenariusza. Natchniony ludzką życzliwością Jesse w końcu znalazł w sobie motywację. Przełamaniem był symboliczny pierwszy krok, który  zrobił, właściwie nie ruszając się z krzesła. Forumowicze poradzili mu, że skoro nie ma siły chodzić, niech po prostu spróbuje wprawić w ruch swoje ociężałe cielsko.

"To było moje pierwsze ćwiczenie, jakie kiedykolwiek zrobiłem. Możecie wierzyć lub nie - ale wykończyło mnie. Byłem cały spocony, ale to pchnęło mnie do przodu" - mówi.

Był rok 2013. Jesse rozpoczął swoją mozolną walkę z potworną nadwagą. Forumowicze, których wcześniej próbował strollować, byli zachwyceni. Ale najbardziej wniebowzięta była jego matka, która powoli traciła już nadzieje, że syn kiedykolwiek rozpocznie normalne życie.

"Bałam się, że mój syn umrze w młodym wieku. Wiele razy próbowałam zachęcić go do wyjścia z domu, ale on spędzał całe dnie i noce przed komputerem. Nigdy nie ćwiczył, za to drastycznie przybrał na wadze. Teraz czuję się fantastycznie, wierzę że Jesse może pracować i spełniać swoje marzenia. Ludzie, których spotkał w internecie zostali chyba zesłani przez samego Boga" - mówi Coreen Rosegnole.

Choć wydaje się to niemożliwe, Jesse znalazł w sobie tak wielkie pokłady motywacji, że szybko zrzucił 150 kilogramów. Po rozruszaniu górnych partii ciała zaczął spacerować po swojej mieszkalnej przyczepie, a następnie do zestawu ćwiczeń dodał przysiady. Następnie rozpiskę poszerzył o wymachy hantlami i podnoszenie sztangi. Brak pieniędzy nie był żadną przeszkodą. Sprzęt otrzymał w prezencie, jako nagrodę za postępy w treningu.

Od kolegów z internetu otrzymał też ogrodowy prysznic i dziecięcy basen. Gdy nadeszło lato i gorące dni, mógł zrobić z nich użytek.

"To był pierwszy raz od wielu lat, gdy wziąłem prysznic. Musiałem powtarzać mycie wiele razy, bo byłem tak brudny i zapuszczony. Gdy wykąpałem się w basenie, poczułem się jak nowo narodzony" - mówi.

Same treningi to rzecz jasna nie wszystko. Jesse drastycznie zmienił też dietę, zgodnie z zaleceniami zaprzyjaźnionych forumowiczów. Na początek po prostu zaczął ograniczać swoje racje żywieniowe, aż w końcu w ogóle zrezygnował z jedzenia typu "fast food".

Dziś Jesse prowadzi tryb życia godny sportowca. Chodzi na siłownię pięć razy dziennie i wylicza, że łącznie zrzucił 180 kilogramów. Kalkuluje, że dodatkowe 15-20 kilogramów, to skóra, której chciałby się jeszcze pozbyć.

Jest na ostatniej prostej. Dzięki niezwykłej sile woli wrócił do życia w społeczeństwie i ku własnemu zdziwieniu - znalazł pracę. Do osiągnięcia celu brakuje mu jeszcze 20 tysięcy dolarów. Tyle kosztuje bowiem operacja usunięcia nadmiaru skóry na całym jego ciele.

"Pracę, którą mogłem wykonać, już wykonałem. Teraz potrzebuję tylko pieniędzy na operację i moja transformacja będzie kompletna" - zaznacza.

"Czuję, że zmarnowałem tyle lat mojego życia. Nie robiłem nic wartościowego, tylko krzywdziłem siebie i innych. Teraz jestem w końcu szczęśliwym człowiekiem. A jeszcze szczęśliwszy będę, gdy w przyszłości będę mógł pomóc ludziom, którzy znajdują się w podobnej sytuacji, jak ja kiedyś" - deklaruje Jesse, nawrócony troll z internetu.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje