Reklama

Izrael - Ziemia nie całkiem święta

Ziemia Święta wcale taka święta nie jest. Przeciętny turysta z Polski w ciągu kilku dni zobaczy parę kościołów, Ścianę Płaczu, jeśli ma szczęście to jeszcze Morze Martwe. Na co dzień Izrael wygląda zupełnie inaczej, niż na folderach biur podróży.

Turysta, czy pielgrzym z Polski po wyjściu z samolotu na lotnisku imienia Ben Guriona w Tel Awiwie najpierw poczuje uderzenie przyjemnego ciepła. Jednak długo się nim nie nacieszy. Rezydent niemal za rękę natychmiast zaprowadzi go do klimatyzowanego autokaru, którym pojedzie do hotelu, czy domu pielgrzyma w nieodległej Jerozolimie, albo w turystycznej Netanji.

Reklama

Po noclegu w klimatyzowanych pokojach kawalkada turystów rusza dalej: do Kany Galilejskiej, Nazaretu. Spoceni i zmęczeni pielgrzymi wspinają się na Górę Kazania, zwiedzają Kafarnaum. Jeśli dołożą nieco grosza wówczas fakultatywnie pojadą do Cezarei, gdzie zobaczą starożytny port lub do Masady, aby zobaczyć jedną z najstarszych twierdz na świecie, a przy okazji będą mieć szansę popływania w Morzu Martwym.

Polak przyjeżdżający do Izraela widzi to państwo z okna pokoju lub autokaru, do którego jest wprowadzany wprost z hotelowego hallu. Przewodnik zaprowadzi go pod Ścianę Płaczu, gdzie codziennie są wciskane nowe karteczki z modlitwami, następnie biegiem poprowadzi go do Bazyliki Grobu Pańskiego. Obowiązkowo zaliczy Via Dolorosa i zrobi zakupy u miejscowych Arabów.

Później autobusem podjedzie pod Górę Oliwną, gdzie z wysiłkiem wdrapie się, aby oglądać kolejne kościoły, monastery i cerkwie. I właściwie tyle widzi z prawdziwego Izraela, ile pokaże mu przewodnik, bądź zobaczy w czasie transferu od jednej atrakcji do drugiej. Nie ma szans przejechać przez bardzo konserwatywne Bene Barak, przez ostrzeliwany co jakiś czas Aszkelon, czy przemknąć wzdłuż płonących osiedli drogą numer 443.

Strzeżone osiedla

Do Izraela przylecieliśmy w Rosz ha-Szana, czyli Święto Trąbek - izraelski nowy rok. Jest ono jednym z ważniejszych w ciągu roku. Święto to ma podwójny sens: jest rocznicą stworzenia świata, dniem odnowienia więzi z Bogiem i dniem zapisu. Jak można przeczytać w Starym Testamencie: "Pan przemówił do Mojżesza: Ogłoś to synom Izraela: w pierwszym dniu siódmego miesiąca obchodzili uroczysty szabat: trąbienie w róg i uroczyste zgromadzenie".

I tak faktycznie jest. Cały Izrael uroczyście świętuje. Rodziny spotykają się na wspólnych kolacjach, młodzież się bawi. A w nocy na autostradach tworzą się kilometrowe korki. Są to też dni podwyższonej gotowości dla tych, którzy nie dostali urlopu na czas świąt.

- Święto jest, to i niebezpieczniej jest - mówi Danit, nasza gospodyni, widząc zdziwienie na naszych twarzach, kiedy stajemy w kolejce przed opuszczonym szlabanem. Wokół niego krążą uzbrojeni w broń automatyczną ochroniarze.

- Dużo nas to kosztuje, ale teraz jest bezpieczniej - dodaje, kiedy samochód mija barierki ustawione na jezdni. Wjeżdżamy do Kefar Jony, jednego z miasteczek rozrzuconych wokół Netanji. Nie różniłoby się ono od podobnych podmiejskich, bogatych miasteczek Europy zachodniej gdyby nie to, że okala je dwumetrowej wysokości mur i posiada tylko dwa wjazdy, które po zmierzchu są pilnowane przez uzbrojonych ochroniarzy.

Kefar Jona nie jest wyjątkiem. W kontekście Izraela mówi się głównie o tak zwanym murze bezpieczeństwa, który się ma ostatecznie ciągnąć na przestrzeni 790 kilometrów, rozdzielając tereny zamieszkałe przez Żydów i Palestyńczyków. Jednak nie jest to jedyny mur jaki wybudowano w Izraelu. Wiele osiedli, kibuców, czy moszawów znajdujących się w pobliżu terenów arabskich również otoczona jest murem.

- Odkąd jest mur spada mniej koktajli Mołotowa - mówi Danit. - Jest dużo bezpieczniej, zwłaszcza, że zaraz za murem jest Tulkarm, z którego pochodzi wielu terrorystów.

Życie w strachu

Faktycznie jest czego się bać. W dzień święta Rosz ha-Szana w pobliżu palestyńskiego osiedla zginął Izraelczyk, którego samochód został obrzucony kamieniami. Dwa dni później w podobnym ataku zginęła kolejna osoba. W czwartek, 17 września, około godziny 20. nad Aszkelon została zestrzelona przez system przeciwrakietowy "Żelazna Kopuła" rakieta wystrzelona z terenu Strefy Gazy. Jej resztki spadły na dworzec autobusowy. Jedna osoba trafiła do szpitala. Jeszcze tej samej nocy izraelskie AH-64 "Apache" dokonały ataku odwetowego.

Od zakończenia poprzedniego konfliktu pomiędzy Izraelem a Palestyńczykami minął rok. I choć mówi się w mediach o zakończeniu walk, to po cichu one nadal trwają. W ciągu roku od zakończenia ostatniej izraelskiej ofensywy w Strefie Gazy w 21 zamachach zginęło 18 Izraelczyków a 54 zostało rannych.

Ubiegłoroczny kryzys, który był jednym z najpoważniejszych w ostatnich latach, zdaniem dziennika "Guardian" sięga swą historią roku 2005, kiedy wprowadzono w życie plan wycofania się Izraela ze Strefy Gazy. Był to jeden z elementów izraelsko-palestyńskiego procesu pokojowego. Jednak, mimo deklaracji, Siły Zbrojne Izraela nadal zachowały kontrolę nad granicami Strefy oraz przemieszczaniem się jej mieszkańców.

Spowodowało to ponowny wzrost znaczenia Hamasu, który rozpoczął kolejną serię zamachów. Czarę goryczy przelało porwanie i morderstwo 3 izraelskich nastolatków w czerwcu 2014 roku. Jakby tego było mało spiralę nienawiści nakręciło porwanie i zabójstwo 16-letniego Palestyńczyka Muhammada Abu Chudajra. Obie strony oskarżały się o chęć eskalacji konfliktu. Rakiety spadały zarówno na Strefę Gazy, jak i na izraelskie miasta wokół niej.

8 lipca 2014 r. Siły Obronne Izraela na obszarze Strefy Gazy rozpoczęły operację "Ochronny Brzeg". Była to największa operacja wojskowa w Strefie Gazy od czasu operacji "Płynny Ołów" w 2008 roku. 13 lipca izraelskie wojsko poinformowało na konferencji prasowej, że miało miejsce ponad 1300 izraelskich ataków na cele w Strefie Gazy, podczas gdy ze Strefy w kierunku Izraela zostało wystrzelonych ponad 800 pocisków, które zostały zatrzymane przez "Żelazną Kopułę".

Jak można było przeczytać w "Polsce Zbrojnej": "Z oficjalnych danych wynika, że za pomocą pięciu baterii strącono około 400 palestyńskich rakiet, czyli 85 procent wszystkich, które zostały sklasyfikowane przez systemy jako zagrożenie (pozostałych nie przechwytywano, gdyż uznano je za nieszkodliwe). Wystrzelono łącznie około 500 rakiet Tamir". Inne wystrzelone na Izrael pociski były konstrukcjami domowej roboty, zbudowanymi głównie z pocisków artyleryjskich.

W wyniku tej operacji zginęło 63 izraelskich żołnierzy, 2 cywilów i 1 tajski pracownik cywilny. Po stronie palestyńskich bojowników miało zginąć od 146 (jak twierdzą Palestyńczycy) do 335 (jak podaje IDF) osób lub nawet 1439 osób (926 cywilów, 191 bojowników, 322 nieznanych) według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Według szacunków Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej ponad 250 tysięcy Palestyńczyków mieszkających na terenie Strefy Gazy zostało wysiedlonych. Dziś już żaden z polityków głośno nie mówi o procesie pokojowym. Co innego zwykli ludzie.

Mimo tego i mimo ostrzeżeń polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych polscy turyści nadal przylatywali do Izraela. W ciągu całego minionego roku pojawiło się ich tam około 200 tysięcy. I tylko nieliczne biura podróży decydowały się o odwołaniu wycieczek ze względów bezpieczeństwa. 11 lipca znad Tel Awiwu zawrócił samolot PLL LOT. Związane to było z ostrzeżeniem, które wystosował Hamas. Można było w nim przeczytać: " I ostrzegamy was przed lotami na lotnisko Ben Guriona, które będzie dzisiaj jednym z naszych celów, ponieważ znajduje się tam również baza wojskowa". Wystrzelone rakiety zostały na szczęście zneutralizowane.

Wirtualny spokój

Znakomita większość mieszkańców Izraela, Autonomii Palestyńskiej i Strefy Gazy chce zwyczajnie spokojnie żyć i pracować. Jak wspomina Danit:

- Kiedy poznałam swego męża służył w wojsku. Miałam nadzieję, że nasz syn już nie będzie musiał walczyć. Stało się inaczej. I on, i jego siostra również służyli w wojsku. Teraz w wojsku są moi wnukowie. Chciałabym, żeby ich dzieci już nie musiały zakładać munduru.

Podobnie myślą Palestyńczycy mieszkający w okolicy. Jeden z nich stwierdził, że chciałby mieć spokój. Pragnie jedynie rozwijać swoją firmę. Bez ciągłych ataków, obrzucania kamieniami przez jednych i drugich ekstremistów. Bo i tak jest. Kamieniami może obrzucić zarówno palestyński, jak i izraelski wyrostek. Wszystko w imię wiary. Im wyrostek starszy, tym broń, którą się posługuje jest większa i może zrobić większą krzywdę.

Zwykli ludzie liczący każdy grosz i uczciwie pracujący starają się trzymać od konfliktu jak najdalej. I pomagają w tym innym. Na stacji benzynowej niedaleko Micpe Jericho Palestyńczyk radził nam zawrócić i pojechać do Netanji okrężną drogą.

Odradzał jazdę przez Jerozolimę, a później drogą 443 w kierunku stolicy. W ciągu ostatniego miesiąca w atakach przeprowadzonych na tej drodze zginęły 3 osoby. Przejeżdżając nią można zobaczyć czarne, smoliste dymy pożarów, jakie unoszą się nad okolicą. I tak też było tym razem. Przed Jerozolimą czekały na nas liczne kontrole przeprowadzane przez żołnierzy IDF, a jadąc w kierunku Tel Awiwu mogliśmy "podziwiać" gęste dymy unoszące się nad osiedlami i południowo-wschodnią częścią miasta.

Oczywiście nie cały Izrael tak wygląda. Im dalej od granicy terenów zamieszkałych przez Palestyńczyków, tym jest bezpieczniej. Choć oczywiście bezpieczeństwa nigdy nie można zapewnić w stu procentach. 21 stycznia 2015 roku palestyński terrorysta ranił 12 osób w autobusie w Tel Awiwie. 29 czerwca czterech Izraelczyków zostało postrzelonych w niewielkiej wiosce Szilo leżącej ponad 65 km na północ od Jerozolimy. Następnego dnia jeden z nich zmarł. Najwięcej ataków ma miejsce w pobliżu Jerozolimy, zwłaszcza na wschód od niej i w pobliżu granic Strefy Gazy - wokół Aszkelon i Aszdot.

Zmiany

Czy coś się zmieni? Patrząc na obecną sytuację - można mieć wątpliwości. Zwłaszcza, że walki mają podłoże nie tylko etniczne, ale też religijne. Pobożny Żyd potrafi rzucić kamieniem w samochód tylko dlatego, że jedzie w szabas, podobnie postąpi Palestyńczyk, choć powód może być nieco inny.

Mimo zmęczenia konfliktem, wciąż pojawiają się nowe osoby, którym spokój jest nie na rękę. Choć walczą już dla samej walki i chęci zabicia jak największej wrogów. Jest tak po obu stronach konfliktu. Palestyńczycy ponownie wystrzelą rakietę lub rzucą koktajl Mołotowa. Armia Izraela odpowie atakiem odwetowym. Spadnie kolejna rakieta. Znów pojawią się nad Gazą "Apache". I tak w kółko.

Dość powiedzieć, że 29 września izraelska policja aresztowała siedmiu Palestyńczyków podejrzanych o udział w zamieszkach, które miały miejsce dzień wcześniej. Palestyńczycy zabarykadowali się w meczecie Al-Aksa, a następnie rzucali kamieniami i koktajlami Mołotowa w policjantów stojących na zewnątrz. Tuż po tych wydarzeniach izraelskie media wyraziły obawę, że może dojść do eskalacji konfliktu wokół Jerozolimy.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | Izrael

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje