Reklama

Zagłada ludzkości w 2100 roku? "Winnym będzie węgiel"

Emisja dwutlenku węgla na Ziemi ciągle rośnie. Zwiększenie jego ilości w oceanach może mieć dramatyczne konsekwencje /NASA /YouTube

​Czy znaleźliśmy się w przededniu katastrofy, która zmiecie ludzkość z powierzchni Ziemi? Naukowcy z amerykańskiego Massachusetts Institute of Technology obawiają się, że jest to możliwe. Naszą zagładę ma według nich spowodować to, co jest przedmiotem sporów już od dawna, a dla Polski jest cennym surowcem - węgiel.

Reklama

Według badaczy ze Stanów około roku 2100 miałby zacząć się proces, którego skutkiem będzie masowe wymieranie rodzaju ludzkiego. Wszystko przez to, iż mniej więcej pod koniec obecnego stulecia poziom węgla w oceanach przekroczy "próg katastrofy".

Naukowcy sądzą, że rozmiar kataklizmu może dorównać czemuś, co wydarzyło się 250 milionów lat temu i zostało nazwane Wielkim Umieraniem, Wymieraniem permskim lub "matką wielkich wymierań". Wymarło wtedy prawie 90 proc. organizmów morskich, 60 proc. rodzin gadów i płazów oraz 30 proc. rzędów owadów żyjących na naszej planecie.

Reklama

Wymieranie permskie również było wynikiem zmian w oceanach, z tym że nastąpiły one z naturalnych przyczyn. Tym razem, zdaniem badaczy, przyczyną będzie działalność człowieka. Problemy mają się zacząć przez zmiany w obiegu węgla w przyrodzie. Albo będą tak szybkie, że przyroda nie zdąży się zaadaptować albo tak poważne, że zaburzy to jej funkcjonowanie.

Globalny kataklizm rzekomo rozpocznie się, gdy w oceanach na świecie znajdzie się o 310 gigaton węgla więcej niż jest teraz. Biorąc pod uwagę gwałtowny wzrost emisji dwutlenku węgla do atmosfery w ostatnich latach, zespół z MIT wyliczył, że kolejne "wielkie wymieranie" będzie miało początek w 2100 roku.

O co chodzi? Dwutlenek węgla z powietrza przedostaje się do oceanów, które pochłaniają go. Na krótką metę to dobrze, bo jest go mniej w atmosferze. Na dłuższą może mieć tragiczne skutki. CO2 tworzy bowiem w wodzie kwas węglowy, który obniża pH oceanów i zakwasza je. Nadmierne zakwaszenie wody na skalę globalną może prowadzić do powolnego wymierania roślin, zwierząt, a w końcu ludzi. Naukowcom łatwiej podać wagę samego węgla niż jego dwutlenku, więc tak właśnie robią w opracowaniu. A podają go w gigatonach, bo... jest go naprawdę dużo.

"Początek" nie oznacza oczywiście natychmiastowej zagłady. Naukowcy zaznaczają, że nie nastąpi to z dnia na dzień. Będzie to jednak nieodwracalne wejście na "nieznane terytorium". Terytorium, na którym nie ma dla nas nic dobrego.

- Jeśli zostawimy to tak, jak jest teraz, cykl węglowy stanie się bardzo niestabilny - czytamy w raporcie opublikowanym na łamach "MIT News". - Nie potrafimy przewidzieć, co się wydarzy, kiedy świat spowije węglowa mgła, ale w przeszłości kończyło się to zawsze zagładą większości żyjących gatunków. Dotąd takich sytuacji było w historii pięć. Choć życie na Ziemi jakoś przetrwało wszystkie z nich, to za każdym razem przez długie lata była ona opustoszała. Ciężko powiedzieć, jak skończy się szóste wymieranie, jeśli już do niego dojdzie.

Być może dowiedzą się o tym nasze wnuki.


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje