Reklama

Zagadkowa tarcza ochronna Ziemi. Co chroni nas przed zabójczymi cząstkami?

W przestrzeni pozaziemskiej istnieje coś, co zatrzymuje śmiercionośne cząstki zdolne do przenikania niemal wszystkiego /123RF/PICSEL

​Mikroskopijne kosmiczne pociski mkną z prędkością światła ku Ziemi. Te tak zwane zabójcze elektrony zniszczyłyby każdą żywą komórkę napotkaną na swojej drodze. Jednak większość z nich nawet nie dotrze w pobliże człowieka. Naukowcy dopiero niedawno odkryli, dlaczego tak się dzieje: oprócz pola magnetycznego Ziemię osłania jeszcze jedna tarcza ochronna. Jak działa? I co by się stało, gdyby jej zabrakło? Fizycy uważają taki przerażający scenariusz za całkiem możliwy.

Barry Wilmore instaluje właśnie nowe urządzenie dokujące. Jednocześnie zostaje ostrzelany. Nie zauważa tego: z prędkością sięgającą miliarda kilometrów na godzinę przenikają przez niego tak zwane zabójcze elektrony (ang. killer electrons). Każda z tych mikroskopijnych cząstek niesie ze sobą śmierć, ponieważ komórka, na którą natrafia, natychmiast umiera i nigdy już nie będzie mogła zostać naprawiona. 

Reklama

Wilmore znajduje się na zewnątrz Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (International Space Station, ISS). Astronauta ma jednak szczęście: liczba zabójczych elektronów byłaby wielokrotnie wyższa, gdyby nie tajemnicza siła, która blokuje większość tych cząstek - i chroni przed nimi także nas, mieszkańców Ziemi.

Przestrzeń kosmiczna przypomina pole bitwy. Szczególnie dobrze porównanie to pasuje do strefy wokół naszej planety: jest ona otoczona prawdziwym pierścieniem chaosu. Na wysokości od 700 do 6000 km nad powierzchnią Ziemi znajduje się wewnętrzny, a na wysokości od 15 000 do 25 000 km - zewnętrzny pas radiacyjny Van Allena. Miliony różnych cząstek przepływających przez każdy centymetr kwadratowy śmigają w przestrzeni, większość z nich - z prędkością światła. 

Zaliczają się do nich elektrony, protony i jony ciężkie (posiadające ładunek elektryczny atomy lub molekuły o dużej masie). Energia zaledwie jednej z nich jest tysiąc razy większa od tej, jaka jest potrzebna do wykonania zdjęcia rentgenowskiego płuc. Dlatego są w stanie przeniknąć przez niemal każdą powierzchnię: skafandry kosmiczne astronautów, izolację krzemową wahadłowców kosmicznych oraz powłokę ochronną satelitów. Podczas gdy w ludzkim organizmie niszczą one komórki, w maszynach doprowadzają do całkowitego paraliżu układów elektronicznych.

Inżynierowie przypuszczają, że zabójcze cząstki często bywają przyczyną awarii. Tak było na przykład w 2004 roku, gdy komputer sterujący lotem wahadłowca wyświetlał błędne informacje w trakcie próby dokowania do ISS - wtedy zderzeniu zapobiegło uruchomienie przez astronautów ręcznego sterowania. 

Skąd jednak pochodzą zabójcze elektrony? Co może je zatrzymać? I jak groźne są dla ludzi? Wielu astrofizyków przypuszcza, że cząstki pochodzą z górnych warstw ziemskiej atmosfery i dopiero w przestrzeni kosmicznej przeistaczają się w śmiercionośne pociski, choć obserwacje dowodzą, że "przywiewa" je do nas także wiatr słoneczny. 

Świat Wiedzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje