Reklama

Uzależnienia 2.0: Gra silna jak heroina

"Przyjemność czerpana na przykład z gier może uzależniać w podobny sposób, co narkotyk, gdyż oddziałuje na mózg w ten sam sposób" /123RF/PICSEL

Reklama

Pierwszy semestr na Uniwersytecie Amerykańskim ukończył z powodzeniem - był jednym z najlepszych studentów na zajęciach, wydawał się zdrowy i w dobrej kondycji fizycznej. W drugim semestrze dopadał go jednak często stres i szukając dla niego ujścia, postanowił "troszkę pograć" w swoją ulubioną grę, w rezultacie czego zawalił semestr. Ponieważ miał wszystkie możliwe oceny, od dwój do piątek, cała sytuacja zaniepokoiła mamę, która odwiedziła go niezapowiedziana i wręczyła mu ulotkę ośrodka leczenia uzależnień reSTART, znajdującego się na przedmieściach Seattle. Zgodził się na pobyt w ośrodku, ale wcześniej zalogował się na swoje konto w grze, by poinformować przyjaciół z gildii, że na pewien czas wychodzi z sieci.

reSTART to pierwszy na świecie ośrodek leczenia uzależnień od internetu i gier komputerowych. Jego założyciele są świadomi tego, że korzystanie z internetu różni się od uzależnienia od substancji psychoaktywnych, ponieważ nie da się powrócić do społeczeństwa i funkcjonować w nim, nie korzystając z internetu. Można chodzić do pracy, płacić rachunki i utrzymywać kontakty z innymi ludźmi, nie zażywając narkotyków i nie pijąc alkoholu, ale nie da się tego wszystkiego robić bez internetu. A zatem, czerpiąc inspirację z ruchów ekologicznych, ośrodek stara się nauczyć pacjentów, jak korzystać z internetu w sposób "zrównoważony", zamiast zachęcać ich do całkowitej rezygnacji z korzystania z sieci.

Isaac rozpoczął swój sześciotygodniowy program odwykowy pełen entuzjazmu, poznał nowych ludzi, zaczął malować, wyprawiał się na piesze wędrówki po malowniczej okolicy wokół ośrodka i odzyskiwał kondycję na siłowni. Zbliżył się bardzo do kilku terapeutów, którzy wytłumaczyli mu, że World of Warcraft dawała mu iluzję panowania nad własnym życiem. Jego świat poza grą rozsypywał się coraz bardziej, po każdej kolejnej ukończonej misji w grze miało to jednak dla niego coraz mniejsze znaczenie. Niemniej, mimo postępów w terapii, odczuwał czasami frustrację. 

Pobyt w ośrodku z pewnością wyszedł mu na dobre, ale jednocześnie uniemożliwiał Isaacowi ukończenie studiów i przejście do kolejnej, zdrowszej fazy życia, w której nie byłby zdany na innych. Bo przecież - tłumaczył sobie - tak naprawdę "wyzdrowieje" dopiero wtedy, gdy wróci do rzeczywistego świata. Dlatego kupił bilet na samolot do Waszyngtonu, postanawiając jednocześnie dotrwać do końca terapii.

I wówczas popełnił największy błąd:

Odbyłem do końca terapię, wydawało mi się, że teraz nic mnie nie złamie, i nabrałem trochę większej pewności siebie. Kiedy jednak pod koniec terapii przyszedł czas na przedstawianie naszych planów na zrównoważone życie, wszyscy krytykowali moją decyzję powrotu na studia do Waszyngtonu.
Isaac opisuje całą sytuację językiem typowym dla gracza:

Czułem, że muszę ukończyć tę misję. Nie mogę zrezygnować ze studiów na Uniwersytecie Amerykańskim, nie uzyskawszy tam dyplomu. To było po prostu wykluczone. Wbrew radom terapeutów postanowiłem wrócić na Wschodnie Wybrzeże.

Przypadek Isaaca różni się od sytuacji żołnierzy powracających z Wietnamu, z którymi przeprowadzała wywiady Lee Robins. Zamiast uciec od kontekstu swojego uzależnienia raz na zawsze, Isaac powrócił na uczelnię. Przez pierwsze dwa lub trzy miesiące radził sobie doskonale. Dostał pracę, zaczął dawać korepetycje z matematyki i zarabiał całkiem nieźle, a co najważniejsze, został przyjęty z powrotem na uczelnię. Wszystko się układało - dopóki się nie rozsypało.

Isaac powiedział mi, że dla osoby uzależnionej najbardziej niebezpieczny jest początkowy okres, gdy wszystko idzie jak z płatka, i sądzi ona, że wyzwoliła się już całkowicie ze swego uzależnienia:

Człowiek jest przekonany, że jest już na prostej i dlatego może bezpiecznie wrócić do tego, co robił przedtem. Zaniedbałem środki ostrożności i kiedy mój kumpel spytał mnie w esemesie: "To co, zagrasz znowu z nami?" odpisałem: "Pewnie, że tak!".

To był czwartek, 21 lutego 2013 roku. Isaac dokładnie zapamiętał tę datę, ponieważ pozostawiła niezatarty ślad w jego pamięci. Dwa dni później miał przygotować swojego ucznia do egzaminu z algebry, ale nie poszedł na lekcję. Tak samo jak nie dotarł w poniedziałek na swoje zajęcia na uczelni, a kolejne pięć tygodni spędził sam w swoim mieszkaniu. Nie wyszedł z niego ani razu i ani razu nie wziął prysznica. Portier w zamian za drobny napiwek przynosił mu jedzenie, które Isaac zamawiał przez telefon. 

Mieszkanie zaczynało cuchnąć i wszędzie poniewierały się pudełka po pizzy i po chińszczyźnie. Grał przez dwadzieścia godzin na dobę, padał jak martwy, by przespać się parę godzin, a po przebudzeniu zaraz wracał do gry. Kończył jedną misję po drugiej, całymi dniami rozmawiał na czacie z innymi członkami swojej gildii i stracił zupełnie kontakt ze światem zewnętrznym. Pięć tygodni minęło jak z bicza trzasł. 

Nie odebrał w tym czasie stu czterdziestu dwóch telefonów (to kolejna liczba, którą - jak mówi - zapamięta do końca życia), postanowił jednak - chociaż sam nie umie do dziś wytłumaczyć dlaczego - odebrać sto czterdziesty trzeci telefon. Po drugiej stronie usłyszał głos mamy, która powiedziała mu, że będzie u niego za dwa dni.

Wrócił po raz ostatni na kilka długich godzin do gry, a potem postanowił posprzątać mieszkanie i wziąć prysznic. Wówczas właśnie uświadomił sobie, że sięgnął dna. Gdy spojrzał w lustro, poczuł obrzydzenie do tego, co zobaczył. W czasie tych pięciu tygodni przytył prawie trzydzieści kilo, włosy lepiły mu się od potu, a brudne ubranie śmierdziało. Opowiedział mi wtedy o powracającym do niego wspomnieniu z dzieciństwa i chociaż od tamtych wydarzeń minęło osiemnaście miesięcy, to mówiąc o nim, miał łzy w oczach:

Gdy byłem jeszcze małym chłopcem, mój tata nie zarabiał dużych pieniędzy. Miał własną firmę i wychodził z domu o piątej rano i wracał o dziewiątej wieczorem. Gdy wracał, był zawsze bardzo szczęśliwy. Ściskał mnie mocno i serdecznie, a potem nalewał sobie trochę whisky, szedł do swego fotela przy oknie, otwierał je szeroko i wdychał z lubością rześkie, wieczorne powietrze. I tak robił dzień po dniu, każdego dnia.

Wyobraziłem sobie, że wchodzi do mojego mieszkania, bierze do ręki szklankę whisky, idzie do krzesła i płacze. Nigdy nie widziałem taty płaczącego. Zawsze z piersią do przodu, zawsze twardy mężczyzna. I teraz wyobraziłem go sobie, jak płacze w swoim fotelu i zachodzi w głowę, gdzie popełnił błąd jako ojciec. Już samo mówienie o tym boli. To właśnie ten palący mnie w sercu ból poczułby mój tata z powodu tego, że tak sobie spierdoliłem życie.
Isaac wziął mamę na obiad do restauracji i tam się kompletnie załamał i opowiedział jej, że wszystko zepsuł. Powiedział jej, że musi spróbować jeszcze raz przejść terapię, ale teraz musi podejść do niej z większą powagą. Potem nie wróci do Waszyngtonu i po sześciu tygodniach zapisze się na siedmiomiesięczny program będący kontynuacją terapii, niewymagający już pobytu w ośrodku.

Isaac dotrzymał słowa. Podczas sześciu tygodni terapii dodawał sobie otuchy myślą, że po niej rozpocznie się siedmiomiesięczny cykl spotkań terapeutycznych, już bez konieczności stałego pobytu w ośrodku, co będzie dlań dodatkowym wsparciem, gdy zacznie się przyzwyczajać do życia i funkcjonowania w normalnym świecie. Ów siedmiomiesięczny cykl spotkań okazał się rzeczywiście znaczący. W tym czasie spędzał dwadzieścia do trzydziestu godzin w ośrodku i jednocześnie pracował na pół etatu. Mieszkał z osobami, które przeszły podobną terapię, i wszyscy wspierali się nawzajem oraz pilnowali jeden drugiego, by nikt nie powrócił do dawnego nałogu.

Isaac postanowił zostać na stałe w okolicach Seattle i poszukać mieszkania niedaleko ośrodka. Chociaż często tam bywa, większość czasu zajmuje mu teraz prowadzenie własnej siłowni. W kwietniu 2015 roku odkupił ją od poprzednich właścicieli i już po czterech miesiącach, odkąd został jej właścicielem, potroił liczbę sprzedanych karnetów. Prowadzenie siłowni to zdrowy sposób na zaspokojenie jego potrzeb psychicznych: ma teraz dużo znajomych, jest zdrowy i dba o aktywność fizyczną oraz wyznacza sobie cele w biznesie, co go motywuje do działania. 

Reklama

Fragmenty pochodzą z książki Adama Altera "Uzależnienia 2.0", wydanej przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje