Reklama

Uzależnienia 2.0: Gra silna jak heroina

"Przyjemność czerpana na przykład z gier może uzależniać w podobny sposób, co narkotyk, gdyż oddziałuje na mózg w ten sam sposób" /123RF/PICSEL

Reklama

Uzależnienia są tak przyjemne, że powodują w mózgu dwie do pewnego stopnia sprzeczne reakcje. Najpierw mózg ogranicza produkcję dopaminy, by powstrzymać zalew euforii, potem zaś, gdy źródło euforii znika, stara się poradzić sobie z tym, że produkuje teraz mniej dopaminy, niż robił to wcześniej. W ten sposób tworzy się błędne koło: osoba uzależniona próbuje powrócić do źródła uzależnienia, mózg natomiast po każdym przyjemnym doświadczeniu zaczyna produkować coraz mniej dopaminy.

Isaac Vaisberg, jeszcze do niedawna uzależniony od gier komputerowych, wie doskonale, jak niebezpieczny może być powrót na miejsce przestępstwa. Na pierwszy rzut oka Isaac to ostatnia osoba, której miałoby grozić uzależnienie. Urodził się w 1992 roku w Wenezueli, miał kochającą go i wspierającą mamę oraz przepracowanego ojca, który jednak poświęcał mu sporo uwagi. Kiedy był małym chłopcem, jego rodzice rozwiedli się i przeprowadził się z mamą do Miami. Tata został w Wenezueli, ale nie zerwali ze sobą kontaktu. 

Często rozmawiali i Isaac odwiedzał go w czasie wakacji. Uczył się znakomicie i miał z góry na dół same piątki. W szkole średniej uzyskał 2200 punktów na 2400 możliwych na testach SAT, których wynik decyduje o przyjęciu na dobry uniwersytet. Vaisberg ze swoim wynikiem znalazł się w jednym procencie najlepszych uczniów szkół średnich w całych Stanach Zjednoczonych i został przyjęty do Worcester Academy niedaleko Bostonu, jednej z najlepszych prywatnych szkół z internatem przygotowujących do studiów, a później rozpoczął naukę na Uniwersytecie Amerykańskim w Waszyngtonie.
Co więcej, Vaisberg nie ślęczał tylko nad książkami, lecz świetnie radził sobie w sporcie. Naukę w Worcester Academy zapewniło mu stypendium dla zawodnika szkolnej drużyny futbolu amerykańskiego i zjawił się tam w doskonałej formie fizycznej, by grać w pierwszym składzie na pozycji wspomagającego.

Niestety, to tylko część prawdy, ponieważ Isaac był jednocześnie bardzo samotny. "Rodzice rozwiedli się, gdy byłem jeszcze mały, i bez przerwy podróżowałem między Stanami Zjednoczonymi a Wenezuelą. Z tego powodu bez trudu nawiązywałem nowe znajomości, za to znacznie gorzej mi szło z budowaniem głębokich więzi". Zamiast tworzyć takie więzi szukał przyjaciół w sieci.

W wieku czternastu lat zaczął grać w World of Warcraft. Ta gra bardzo uzależnia i to z wielu powodów, przy czym dla Isaaca najważniejsze były więzi społeczne między graczami. Przyłączył się do jednej z gildii, czyli grupy graczy korzystających w grze ze wspólnych zasobów i spotykających się regularnie na czacie. Członkowie jego gildii stali się jego przyjaciółmi, a znajomość z nimi zastąpiła mu w ostatecznym rozrachunku znaczące więzi, których brakowało mu w świecie rzeczywistym.

Pierwszy niebezpieczny okres, gdy dał się całkowicie pochłonąć grze, przypadł na czas nauki w przedostatniej klasie szkoły średniej:
Wiele razy wcześniej wchodziłem do gry i porzucałem ją na jakiś czas, tym razem jednak stała się dla mnie jedynym sposobem na kontakt z drugą osobą i tylko ona przynosiła mi ulgę. Co wieczór dzięki grze podnosił mi się poziom dopaminy, co pomagało mi pokonać moje lęki.

Isaac zaczął zaniedbywać sen i przynosić coraz gorsze stopnie, a kiedy mama nalegała, by poszedł do szkoły, zaczynało mu być niedobrze. "Wpadałem w szał i miałem napady paniki. Gdy wsiadałem rano do samochodu, miałem nudności. Ale gdy okazywało się, że nie będę musiał pójść do szkoły, wszystkie te objawy znikały jak ręką odjął". Ostatecznie udało mu się oderwać od komputera i do końca roku szkolnego do tego stopnia podciągnąć w nauce, że uzyskał wspaniały wynik na testach SAT.

Gra wciągnęła go bez reszty po raz drugi, gdy już od kilku miesięcy uczył się w Worcester Academy. Przebywając sam w pokoju w szkolnym internacie, bez nadzoru mamy, wrócił do swojej dawnej gildii i odnowił przyjaźnie sprzed roku. Wkrótce znów nie mógł żyć bez gry:
Gdy rozpocząłem naukę w Worcester Academy, ważyłem osiemdziesiąt osiem kilogramów, byłem sprawny fizycznie i grałem w futbol. Pod koniec pierwszego semestru ważyłem sto sześć kilogramów, straciłem sporo włosów na głowie, odszedłem z drużyny i miałem same tróje.

Isaac jednak się nie poddawał. Udało mu się ukończyć szkołę i dostać się na Uniwersytet Amerykański w Waszyngtonie. Wtedy był jeszcze przekonany, że to, co mu się przydarzyło, było przypadkiem. Nie obawiał się, że jego uzależnienie może dopaść go także na studiach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje