Reklama

Ukrzyżowanie Jezusa: Zagadka najsłynniejszej egzekucji świata

Co naprawdę stało się tego dnia? (kadry z filmu "Pasja") /LONDON FEATURE/East News /East News

Co faktycznie powinno znaleźć się w akcie zgonu Jezusa?

Dla Alexandra Metherella to jasne: – Jezus się udusił. Amerykański lekarz uważa, że przyczyniły się do tego pionowa pozycja ciała i brak podparcia stóp (co umożliwiłoby wydychanie). – Kiedy ukrzyżowany chce wypuścić powietrze, musi oprzeć się na gwoździach, którymi są przybite jego stopy. Tylko tak może chwilowo zmniejszyć napięcie mięśni – wyjaśnia. Powoduje to ogromny ból, dlatego skazaniec oddycha płycej i najdalej po kilku godzinach dusi się.

Reklama

Za teorią Metherella przemawia również fakt, że dwóm złoczyńcom straconym wraz z Jezusem w trakcie egzekucji złamano nogi. W ten sposób przyspieszono ich śmierć: ofiary nie miały jak się oprzeć i szybciej przestawały oddychać.

– Rzymianie chcieli, by Chrystus umierał długo i boleśnie, dlatego oszczędzili nogi – tłumaczy badacz. Mimo wątpliwości co do przyczyny śmierci, Zugibe, Metherell oraz inni lekarze są przekonani, iż Jezus zginął ukrzyżowany. Ale czy to możliwe, by jednak przeżył egzekucję? Co przemawia za hipotezą o tym, że Chrystus w chwili zdjęcia z krzyża był po prostu nieprzytomny?

Czy Jezus był w stanie letargu?

Nawet jeśli prawdopodobieństwo tego, że Jezus przeżył ukrzyżowanie, nie jest duże, to przynajmniej niektóre archeologiczne znaleziska i zachowane relacje naocznych świadków pozwalają na podanie w wątpliwość tradycyjnych przekazów na temat jego śmierci. Ostatecznie wszystkie biblijne opowieści informują o tym, że Chrystus został złożony do grobu Józefa z Arymatei.

– Dlaczego Józef miał nowy grobowiec akurat w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie? – pyta historyk Paul Lampert i dodaje: – Przecież pochodził z Arymatei – miejsca dość oddalonego od Jerozolimy. A zgodnie z tradycją grób powinien znajdować się w rodzinnej miejscowości. Czy w takim razie grobowiec został wykorzystany jedynie chwilowo? Czy ukryto tam nieprzytomnego Jezusa, by go uleczyć?

Za tą teorią przemawia jeszcze jedno: zgodnie z ­biblijnymi przekazami po śmierci Chrystusa członek Sanhedrynu (Wysokiej Rady Judei), Nikodem, przyniósł sto funtów rzymskich – około 33 kg – mirry i aloesu, by namaścić nimi zwłoki.

Wprawdzie w starożytnym Egipcie substancje te stosowano do balsamowania ciał zmarłych, jednak Żydzi używali ich nie tylko podczas pogrzebów (miały neutralizować przykry zapach), ale także – do leczenia. Właśnie takie drobne nieścisłości mogą świadczyć o tym, że Jezus rzeczywiście wstał z grobu. Nie byłoby to jednak wynikiem cudu, lecz... naturalnego procesu zdrowienia.

Świat Tajemnic

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jezus | ukrzyżowanie | golgota

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje