Reklama

Promieniowanie kosmiczne: Miliardy cząstek z nieba

Promieniowanie kosmiczne to cząstki, które mkną tryliardy kilometrów przez wszechświat niemal tak szybko jak światło /Simon Robling /Getty Images

​W każdej minucie około dwustu z nich przenika niezauważenie przez nasze głowy. Mknąc niemal tak szybko jak światło, naładowane olbrzymią energią, docierają do nas z głębin wszechświata. Pochodzenie cząstek promieniowania kosmicznego jeszcze do niedawna stanowiło dla naukowców prawdziwą zagadkę...

Reklama

Jest 774 rok naszej ery. Europa jest areną krwawych walk i budowania podwalin nowej władzy: król Franków Karol Wielki podbija państwo Longobardów, a cesarz bizantyński Konstantyn V walczy z pogańskimi Bułgarami. Sprawy toczą się zatem swoim zwykłym, krwawym trybem, jak to we wczesnośredniowiecznej Europie. W roku tym wydarza się jednak coś, co wielu ludzi w owym czasie potrafi wytłumaczyć sobie tylko działaniem siły wyższej: niebo rozświetla niezwykłe czerwone zjawisko, kilka źródeł mówi nawet o krucyfiksie.

Dopiero ponad dwanaście wieków później naukowcom udało się wyjaśnić ten fakt na podstawie badań prastarych cedrów rosnących w Japonii. Na Uniwersytecie w Nagoi stwierdzono, że zawartość izotopu węgla 14C w słojach tych drzew wzrosła o dwanaście promili właśnie w roku 774. 

Reklama

Trzeba wiedzieć, że izotop ten powstaje, gdy naładowane energią cząstki promieniowania kosmicznego napotkają w atmosferze atomy azotu i przekształcą je w węgiel. Ten z kolei jest absorbowany przez rośliny, które wbudowują go w swoje tkanki. Wynikiem jest zachowany w nich przez stulecia zapis kosmicznego zdarzenia, które było na tyle gwałtowne, że ilość promieniowania kosmicznego docierającego do Ziemi wzrosła dwudziestokrotnie.

Skąd jednak pochodzi ten nieprzerwany strumień? To niewidoczni posłańcy z głębi galaktyki, przemierzający wszechświat przez wiele tryliardów kilometrów. Użycie słowa "promieniowanie" nie jest tutaj zresztą najwłaściwsze, gdyż mówimy o poruszających się cząstkach.

Większość z nich stanowią protony, czyli cząstki naładowane dodatnio. - W ubiegłym stuleciu dużo się dowiedzieliśmy o promieniowaniu kosmicznym - mówi Stefan Funk, astrofizyk na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii. Faktycznie: w roku 1912 fizyk Victor Hess stwierdził w trakcie lotu balonem po raz pierwszy istnienie, jak to nazwał, promieniowania wysokościowego. 

Dla misji kosmicznych jest ono skrajnie szkodliwe,  Załoga Międzynarodowej Stacji Kosmicznej jest narażona na promieniowanie 200-300 razy intensywniejsze niż to, które działa na ludzi przebywających na Ziemi. Nasza planeta doskonale wie, jak się bronić przed takimi intruzami. Wokół naszego globu niczym gigantyczny parasol ochronny rozciąga się pole magnetyczne, zmieniające kierunek przepływu większości znajdujących się w obszarze jego oddziaływania cząstek.

Świat Wiedzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje