Reklama

Pandemia grypy: Czy ludzkość jest w niebezpieczeństwie?

Lekarze są prawie pewni, że czeka nas mutacja wirusa grypy /123RF/PICSEL

Reklama

Panika, która wybuchła w 2009 roku, rozwijała się już w zupełnie innych warunkach, podsycana przez prężnie działające media społecznościowe. Tym razem wirus po raz pierwszy zaatakował w Meksyku. Gdy w marcu zmarło tam kilkadziesiąt osób, rząd zamknął szkoły i urzędy. W kwietniu mikrob dotarł do USA, a do czerwca odnotowano przypadki zachorowań wywołanych tym samym szczepem w 74 krajach. Kiedy liczba zarażonych sięgnęła 30 tysięcy, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła pandemię. 

Ponownie wrócił temat masowych szczepień, do czego własnym przykładem zachęcał prezydent Barack Obama. W samych Stanach Zjednoczonych spodziewano się niemal dwóch milionów zgonów, tymczasem ich liczba nie osiągnęła nawet 13 tysięcy. Jak na mikroba, który miał być następcą hiszpanki, okazał się zaskakująco łagodny - choć szacuje się, iż w ciągu roku wirus H1N1 doprowadził do śmierci 152-575 tysięcy ludzi w różnych zakątkach globu.

Reklama

Masowa histeria związana z epidemią H1N1 to nie przypadek. Branża farmaceutyczna każdego roku wydaje miliony dolarów na działania lobbingowe, aby uzyskać korzystne biznesowo decyzje najważniejszych polityków. Na te decyzje wpływają też nastroje społeczne, podsycanie strachu przed grypą weszło więc na stałe do repertuaru koncernów. 

W ubiegłej dekadzie Evan Morris, pracujący dla firmy Roche, producenta popularnego środka przeciwgrypowego, zatrudnił prężną grupę konsultantów, których zadaniem było potęgowanie niepokoju. W efekcie sprzedaż leku rosła, a wartość dostawy do  amerykańskiego Narodowego Zapasu Strategicznego utrzymywanego na wypadek pandemii wyniosła... miliard dolarów!

Sto lat po hiszpance zagrożenia wynikają nie tylko z samej choroby. W epoce mediów społecznościowych błyskawicznie rozprzestrzeniające się wiadomości o epidemii mogą służyć do wywoływania paniki i sterowania zachowaniami całych populacji.

Dlaczego więc eksperci wciąż wieszczą, że hekatomba sprzed stulecia może się powtórzyć?

W 1976 i 2009 roku medycy dysponowali niezłym arsenałem broni przeciw mikrobowi grypy. Dziś jest jeszcze lepiej. Z jednej strony z powodzeniem leczymy bakteryjne powikłania zapaleń wirusowych, z drugiej - jesteśmy w stanie zapobiegać szerzeniu się tego zarazka dzięki szczepieniom ochronnym. Przez lata opracowano także substancje zwalczające mikroba, a środki przeciwgrypowe są dostępne w każdej aptece.

Stosunkowo niska liczba ofiar ostatnich kilku epidemii grypy oraz szeroki wybór leków przeciwgrypowych nie są jednak równoznaczne z zażegnaniem niebezpieczeństwa.

Po pierwsze, szczepionki są zawodne, co wynika ze wspomnianej już wielkiej skłonności wirusa do mutacji. Zmienia się on tak szybko, że przygotowanie szczepionki na mikrob panujący w danym momencie jest niemożliwe. Dwa razy do roku, bazując na zebranych danych, WHO decyduje o składzie substancji na bieżący sezon. Na jej wyprodukowanie potrzeba sześciu miesięcy. Nie zawsze udaje się trafić z zawartością - wtedy skuteczność szczepionki drastycznie spada, jak miało to miejsce np. w sezonie 2014-2015, gdy wyniosła ona zaledwie 19%.

Po drugie, działanie opracowanych dotychczas leków pozostawia wiele do życzenia. Wbrew temu, co widzimy w reklamach, nie istnieją w pełni skuteczne substancje przeciw wirusowi grypy. Przedstawiany jako genialny środek oseltamiwir w świetle niezależnych badań okazał się nieefektywny. Mało tego, medykament wiązany jest z wywoływaniem halucynacji u dzieci, którym go przepisano, co w kilku przypadkach doprowadziło do samobójczej śmierci nieletnich pacjentów.

Po trzecie wreszcie, jak na ironię, zagrożenie niesie stały rozwój i globalizacja. - Od czasów hiszpanki nasza populacja zwiększyła się czterokrotnie, poziom urbanizacji wzrósł dwukrotnie, a my sami jesteśmy 40 razy bardziej mobilni - przypomina dr Jonathan Quick w wywiadzie dla portalu BBC.

Biorąc pod uwagę, że system immunologiczny człowieka nie jest gotowy na odparcie ataku ze strony nieznanego dotychczas szczepu, a połączenia lotnicze pozwalają dotrzeć w najdalszy zakątek globu w mniej niż dobę, musimy być gotowi na prawdziwą katastrofę. Nowy wirus jest w stanie w kilka lat uszczuplić populację o 200-400 milionów osób, jednocześnie doprowadzając świat do zapaści ekonomicznej.

Świat Wiedzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje