Reklama

Pandemia grypy: Czy ludzkość jest w niebezpieczeństwie?

Lekarze są prawie pewni, że czeka nas mutacja wirusa grypy /123RF/PICSEL

Liczba śmiertelnych ofiar największej pandemii grypy – hiszpanki – sięga kilkudziesięciu milionów. Według niektórych szacunków zabiła ona więcej osób niż obie wojny światowe razem wzięte! Naukowcy ostrzegają: ta choroba ponownie zaatakuje na ogromną skalę. Kiedy? I czy tym razem jesteśmy na nią gotowi?

Reklama

Co roku jesienią powtarza się ten sam scenariusz: bóle głowy, stawów i mięśni zwiastują nadejście grypy. Nawet w tym momencie we Włoszech szaleje epidemia grypy. Liczba chorych sięga już miliona i ciągle rośnie. W większości przypadków choroba ma łagodny przebieg i po paru dniach wracamy do formy. Poważne powikłania, w tym te prowadzące do zgonu, są raczej wyjątkiem.

Zupełnie inaczej niż w latach 1918-1919, kiedy cały glob spowił woal najbardziej śmiercionośnej zarazy, jaką widział świat od czasów dżumy. Hiszpanka dotknęła pół miliarda ludzi, czyli co trzeciego człowieka, a dla kilkudziesięciu milionów zakończyła się śmiercią.

Reklama

Kolejne epidemie grypy nie były już tak zabójcze, ale za każdym razem stawiały na nogi nie tylko służby medyczne i epidemiologiczne, lecz także przywódców państw. W 1957, 1976 i 2009 roku, gdy wirus znowu zdawał się wymykać spod kontroli, zadawano sobie pytanie: czy to już? Czy właśnie powtarza się historia z 1918 roku? Na szczęście skala ataku zawsze była znacznie mniejsza - przynajmniej na razie. Pytanie bowiem wciąż pozostaje aktualne.

Eksperci zgadzają się, że pandemia jest nieuchronna. Kiedy pojawi się szczep, który ponownie rzuci ludzkość na kolana?

Hiszpanka, najbardziej zabójczy szczep wirusa grypy, zaatakowała w trzech falach, a "pacjent zero" bynajmniej nie znajdował się w Hiszpanii. Dramat - choć wtedy nic nie zapowiadało jego skali - rozpoczął się prawdopodobnie w Stanach Zjednoczonych na początku 1918 roku. Pierwsze przypadki ciężkiej choroby odnotowano w hrabstwie Haskell w stanie Kansas. USA niedawno przystąpiły do wojny. Wraz z desantem Amerykanów we Francji wirus rozpoczął podbój Europy. Działania zbrojne, które ogarnęły niemal cały kontynent, były jego wielkim sprzymierzeńcem.

W polowych szpitalach, łóżko przy łóżku, stłoczeni w katastrofalnych warunkach umierali żołnierze, którzy jeszcze kilka dni wcześniej rozsiewali zarazki zarówno wśród towarzyszy broni, jak i cywilów. Marsze wojsk oraz ich przerzuty między kontynentami i przepełnione lazarety dolewały oliwy do ognia. "Zjadamy to, żyjemy tym, śpimy z tym i śnimy o tym, nie mówiąc już, że oddychamy tym przez 16 godzin dziennie" - pisał młody sanitariusz pracujący na sali, na której ściśnięto 150 pacjentów!

Druga fala nadeszła latem i oprócz Francji oraz USA sięgnęła Sierra Leone, przywieziona na brytyjskim parowcu. Niedługo doniesienia o grypie zaczęły napływać z innych stron świata: Indii, Chin, a nawet Nowej Zelandii. Trzecia fala przetoczyła się przez wiele krajów, a wirus dopadał wszystkich: zarówno niedożywionych biedaków, jak i bogaczy na salonach.


Świat Wiedzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje