Reklama

Ocean Plastiku: Plama śmieci groźniejsza niż wyciek z tankowca

Na Pacyfiku dryfuje ogromna plama śmieci o powierzchni sześć razy większej niż terytorium Polski /YouTube

Reklama

W wodzie plastik rozkłada się, wydzielając rozmaite toksyczne substancje. Często jest też traktowany przez mieszkańców oceanu jako przekąska. Eksperci nazywają małe plastikowe elementy unoszące się w wodzie peletami albo "syrenimi łzami". Rocznie miliony ryb, ptaków i około 100 tysięcy ssaków morskich padają ofiarą tych łez. 

Mieszkańcy oceanu myślą, że to plankton, a plastikowe reklamówki biorą za meduzy, czyli wartościowe pożywienie. Dlatego obecnie w żołądku każdego martwego ptaka z rodziny burzykowatych znalezionego u wybrzeży Morza Północnego znajdują się średnio 44 kawałki plastiku. Zwierzęta umierają z głodu, z pełnym żołądkiem. 

Reklama

Do tego karmią swoje młode dławiącymi plastikowymi śmieciami. Na Wyspach Midway na środkowym Pacyfiku plaże pokryte są ciałami młodych albatrosów, w których żołądkach znajdowane są takie przedmioty, jak strzykawki albo zabawki. Nie można zapominać, że na końcu łańcucha pokarmowego stoi przecież człowiek. Tysiące ryb skażonych trującym plastikiem trafia na nasze talerze w postaci np. paluszków rybnych. 

- W skali od jednego (nieszkodliwy) do dziewięciu (katastrofalny) wyciek z tankowca ma wartość 5, ale plastikowe śmieci to aż 8 - mówi amerykański oceanolog Curtis Ebbesmeyer. Tradycyjny plastik nie rozkłada się na substancje naturalne, a jedynie przez kilkaset lat rozpada pod wpływem wody morskiej i słońca na mniejsze fragmenty. Jego toksyczność wtedy rośnie.

Ponieważ plastikowe śmieci wydostają się poza wody terytorialne, nikt nie czuje się odpowiedzialny za ten gigantyczny problem. Istnieją  wprawdzie międzynarodowe umowy dotyczące ograniczania produkcji i składowania śmieci - ale żadna organizacja nie kontroluje ich przestrzegania. 

Walka z wyspą śmieci nie jest jednak beznadziejna. Dzięki temu, że większość plastiku gromadzi się w dużych oceanicznych wirach, wyspy z odpadków tworzą się tylko w niektórych miejscach na świecie - prądy pomagają zebrać zanieczyszczenia w jednym miejscu. - Ten problem jest równocześnie naszą szansą - mówi południowokoreański inżynier Kim Hongseop. 

Wspólnie z innymi naukowcami opracowuje on właśnie model gigantycznego urządzenia filtrującego. Ta tzw. Plastic Fish Tower może zostać zainstalowana tam, gdzie gromadzi się najwięcej plastiku - obecnie miejscem tym jest Wielka Pacyficzna Plama Śmieci. Wieża miałaby odfiltrowywać plastik z wody. W ciągu dziesięciu lat wyspa utworzona przez śmieci na Pacyfiku zniknęłaby - a mieszkańcy oceanu pozbyliby się ze swego środowiska chemicznej bomby zegarowej.

Świat Wiedzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje