Reklama

​Koronawirusa nie da się uniknąć? Mark Rober pokazał, jak skutecznie przenosi się infekcja

Komórka zainfekowana koronawirusem. Niestety, zaraza rozprzestrzenia się wyjątkowo skutecznie /NIAID/NATIONAL INSTITUTES OF HEALTH/Science Photo Library /East News

Eksperyment był bardzo prosty: "zarażona" nauczycielka i trójka dzieciaków, którym podała rękę. Co stało się po kilku godzinach? Opublikowany w serwisie YouTube materiał nie tylko bije rekordy popularności, ale i dobitnie uświadamia, że z koronawirus jest trudniejszym przeciwnikiem, niż nam się to wydaje.

Reklama

"Gdyby zarazki były widoczne gołym okiem, to zwracalibyśmy na nie o wiele większą uwagę i w efekcie mniej chorowali. Niestety, nie jest to możliwe" - mówi na wstępie swojej najnowszej produkcji Mark Rober, amerykański youtuber specjalizujący się w tworzeniu filmów o tematyce popularnonaukowej. 

Tym razem postanowił on pokazać, z jaką łatwością można zarazić się koronawirusem. Eksperyment, który obejrzało już ponad 11 milionów widzów, postanowił wykonać w bardzo podatnym na infekcje - i ich rozprzestrzenianie - środowisku szkolnym. Mowa tu zarówno o uczniach, jak i klasie, w której odbywały się lekcje. 

Trzecioklasiści w jednej z amerykańskich szkół zaczęli swój dzień od zwyczajnego wejścia do klasy. Przy drzwiach stała oczywiście ich wychowawczyni, która na powitanie uścisnęła rękę trzem pierwszym uczniom przekraczającym próg budynku. 

Reklama

Uczniowie nie mieli pojęcia, że ręce nauczycielki pokryte były specjalną substancją Glo Germ - niewidocznym gołym okiem środkiem mającym imitować znajdujące się na rękach zarazki. Rober postanowił po kryjomu pokryć "wirusem" ręce jeszcze jednego ochotnika.

Podsumowując: "zarażonych" było łącznie pięć osób. W sali odbywały się lekcje, a na przerwach dzieciaki szalały jak zwykle. Po kilku godzinach w szkole pojawił się Mark wraz z lampą emitującą światło ultrafioletowe, pod którym widać, gdzie przedostały się cząsteczki Glo Germ. Krótko mówiąc: były one wszędzie!

Klasa stała się siedliskiem "zarazy": ślady "wirusa" znajdowały się zarówno na biurkach uczniów, kranach, klamkach, telefonach, jak i na buziach i rękach wszystkich kilkulatków. Mark sprawdził nawet, jak po eksperymencie ma się sama nauczycielka - w pełni świadoma brania w nim udziału. Twarz kobiety aż zabłysnęła, kiedy skierowano na nią promienie UV!

Rober przekonuje, że zupełnie nieświadomie dotykamy swojej twarzy średnio aż 16 razy w ciągu godziny! Sprawdził to... nagrywając samego siebie podczas pracy w domu. Jak zaznacza - starał się maksymalnie skupiać na tym, aby trzymać ręce z daleka od ust, nosa i oczu. Efekt? Lampa UV ujawniła, że na jego twarzy aż zaroiło się od "zarazków", które imitował środek Glo Germ.

Jak temu zaradzić? Poprzez powtarzane aż do znudzenia częste i dokładne mycie rąk. Pamiętajmy, że mydło poradzi sobie z zarazkami i wirusami dopiero po 20 sekundach i właśnie tyle powinna trwać ta czynność. I to nawet wtedy, jeśli nie wychodzicie z domu. Na powyższych zdjęciach mogliście zobaczyć, że cząsteczki lubią gromadzić się w często dotykanych miejscach, takich jak klamki, przełączniki świateł, piloty i wspomniane wcześniej telefony komórkowe

Mark sugeruje jak najczęstszą dezynfekcję takich powierzchni w naszych domach przypominając, że wirus może żyć na nich nawet przez kilka dni. Kiedy nasze ręce mają kontakt z zakażonymi powierzchniami naprawdę trudno jest powstrzymać przedostanie się wirusów do naszych dróg oddechowych. 

Rober trafnie porównał to do finału czwartego epizodu "Gwiezdnych wojen", kiedy rebelianci musieli trafić w określony punkt groźnej Gwiazdy Śmierci. Nawet odporny organizm jest narażony na podobny atak ze strony cząsteczek koronawirusa.

O tym, że nie ma z nimi żartów chyba najlepiej świadczy z ostatnich eksperymentów Marka. Pokrył on rękę jednego dziecka substancją Glo Germ i poprosił, żeby uścisnęło ono dłoń stojącego obok kolegi. Kolejne dziecko miało zrobić to samo ze swoim sąsiadem i tak dalej. Okazuje się, że "wirus" przetrwał aż siedem uścisków! Dlatego tak ważne jest unikanie kontaktów międzyludzkich i nieopuszczanie własnego domu. Nie trzeba mieć kontaktu z zakażonym, aby mieć styczność z koronawirusem. 

"Weźcie to na poważnie, ale nie panikujcie" - podsumowuje Rober. "To będzie długa, wyboista droga, ale po jej przejechaniu staniemy się lepsi jako globalna społeczność". 

Trzeba wziąć sobie jego słowa do serca. Pamiętajcie, że stosując się do zaleceń dbacie nie tylko o siebie, ale również o innych!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Mark Rober | koronawirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje