Reklama

Internet to jedna wielka ściąga

Gdyby ludzie byli tylko racjonalni, rzeczywiście krok po kroku przechodziliby w czyste, zdrowe współistnienie. Skończyłoby się pewnie na potrzebie izolacji - mówi dr Lech Górniak, psycholog społeczny, badacz i nauczyciel akademicki oraz szkoleniowiec pracujący dla firm i instytucji.

Tomasz Rożek: Nie ma pan wrażenia, że w Internecie prawie zawsze kontaktujemy się na płaszczyźnie indywidualnej? W sieci prawie zawsze jest "ja", a prawie nigdy nie jesteśmy "my", podczas gdy w życiu codziennym odwrotnie. Bardzo często identyfikujemy się z jakąś grupą. Gdy się o coś spieramy, zdanie jednej grupy przeciwstawiane jest opinii innej grupy. Zastanawiam się, czy takie zindywidualizowanie relacji może mieć jakiś wpływ na kontakty między ludźmi w tak zwanym realu.

Reklama

Dr Lech Górniak:- Nie powiedziałbym, że w Internecie nie ma społeczności. Są przecież fora przeznaczone dla pewnych grup ludzi, są fora tematyczne. Już nie wspomnę o społecznościach grających w internetowe gry sieciowe. Społeczności się zdarzają, a ich członkowie mówią o przynależności.

Tylko czy to taka sama społeczność jak poza siecią, w świecie rzeczywistym?

- Może ze słowem "społeczność" nieco przesadziłem. Czy członkowie tych grup mają poczucie jedności, czy odczuwają swoją tożsamość grupową? Kontakty, jakie istnieją pomiędzy na przykład graczami sieciowymi, często mają indywidualny charakter. Pomiędzy nimi pojawia się ostra rywalizacja. Indywidualny charakter mają prawie zawsze działania związane ze zdobywaniem informacji.

- Mówię "prawie", bo wśród wielu ludzi, którzy szukają czegoś dla siebie, są i tacy, którzy powiadamiają się nawzajem o źródłach czy o nowych informacjach. Wraz z tym, jak jeden człowiek podejmuje inicjatywę, żeby poinformować drugiego, że coś gdzieś może znaleźć, powstaje sieć o charakterze społecznościowym.

- Tak samo jest na zatłoczonym rynku. Informacje przekazuje się osobie, z którą czuje się jakąś więź, z którą w jakiś sposób się identyfikuje. Internet nie jest więc tylko narzędziem komunikacji indywidualnej, choć społeczności sieciowe nie są oparte na tak ścisłych więzach jak w świecie realnym.

Trochę już o tym rozmawialiśmy, ale zapytam jeszcze raz. Mam wrażenie, iż nadmiar informacji, jaki wylewa się z sieci powoduje, że zaczynamy tracić zdolność selekcji i dogłębnej analizy. Że wszystko staje się bardzo powierzchowne.

- To naturalny mechanizm. Pamięć musi być ćwiczona, a nie jest, bo wokoło nas są same "ściągi". Po co mamy ćwiczyć mózg, skoro znajdujemy wszystko po jednym kliknięciu? Ten proces, o którym pan wspominał, będzie postępował. Informacja nie jest już tylko w komputerze, ale coraz częściej w telefonie komórkowym. Ona nie jest nawet na wyciągnięcie ręki, ona jest w naszej ręce, w naszej kieszeni. Przecież jadąc autobusem czy windą można mieć dostęp na przykład do biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych.

A więc Internet jako ściąga.

- Jest bazą ściąg i to może być zjawisko powodujące, że ktoś będzie mniej ćwiczył pamięć, a być może bardziej ogólnie - cały intelekt. Widać to chociażby na przykładzie krzyżówek. Dzisiaj to dla większości sport w pewnym sensie bezwysiłkowy. Niekoniecznie trzeba szukać w pamięci, czy nawet wertować słownik. Wystarczy jedynie wpisać pytanie w przeglądarkę albo skorzystać z jednego z wielu serwisów krzyżówkowych.

- W pewnym sensie olbrzymia ilość informacji i łatwość dostępu do nich może być szkodliwa. Użyłem słowa "informacja", ale sfera naszych kontaktów z innymi ludźmi nie jest tworzona tylko przez informacje. Możemy wyróżnić kilka kategorii sygnałów mających różną wartość poznawczą. Upraszczając, można wskazać trzy: dane, wiedza i mądrość.

Informacja to przecież wiedza, a przyswajanie wiedzy wiąże się z mądrością.

- Nie do końca tak jest. Podam prosty przykład. Pogoda. Dane to coś, co wiąże się ze zmianą fizyczną lub z liczbami, na przykład wilgotność czy temperatura. Wiedza jest o piętro wyżej w hierarchii poznawczej. To pewien wniosek wywiedziony z danych - jeżeli jutro temperatura i wilgotność będą takie jak podane w prognozie, oznacza to, że może padać.

- Kolejne piętro piramidy poznawczej to mądrość, niektórzy dodają jeszcze "życiowa". Ona na podstawie danych i w oparciu o wiedzę mówi, że jeżeli jutro chcę wyjść, a może padać, to powinienem odpowiednio się ubrać, a przynajmniej wziąć parasol.

- To przykład być może nieco banalny, ale pokazuje, w czym jest problem. Często mylimy te "poziomy informacyjne" i stąd biorą się nieporozumienia. To, co najczęściej wiążemy z informacją, to z jednej strony dane, z drugiej strony wiedza, natomiast w niewielkim stopniu jest to mądrość. Można pójść jeszcze dalej i mówić o mądrości, która różni się od danych i informacji.

Teraz to już pan całkiem zamieszał.

- Można by się w ogóle zastanowić, czym tak właściwie są kategorie intelektualne. Czy są to informacje, czy jest to informacja plus doświadczenie, a może informacja i wiedza. Informacja jest czymś prostszym od wiedzy, bo wiedza zakłada już pewną złożoność, pewną zależność między informacjami. Wiedza łączy się z wnioskowaniem, wynikającym z informacji, natomiast informacja dla umysłu ludzkiego bliższa jest danym niż wiedzy. W tym rozróżnieniu dane są czymś niezależnym od umysłu.

- Wracając do Internetu można powiedzieć, że danymi dla umysłu mogą być właśnie nieoznaczone indeksem jakościowym zlepki informacji pobierane z Internetu. Jeżeli to jest coś, co nie ma znacznika "wysoka jakość" czy "niska jakość", to jest bardzo prawdopodobne, że dla odbiorcy mogą to być jedynie dane. Bo nawet jeżeli to jest wartościowa informacja, a nie będzie potwierdzona przez autorytet, nie będąc samemu autorytetem, nie jesteśmy w stanie potraktować tego jako mądrości. Będzie ona dla nas zaledwie rodzajem danych. I tutaj bym upatrywał pewnego problemu z liczeniem na Internet jako źródło wiedzy.

To, co pan mówi, cały czas próbuję odnosić do życia w tak zwanym realu, czyli poza siecią. Przecież to nie jest tak, że świat Internetu, w który coraz głębiej wkraczamy, oraz świat rzeczywisty są równoległe i ze sobą nie interferują. Jeżeli nadmiar informacji powoduje, że coraz trudniej zebrać mi myśli, że przestaję dogłębnie analizować fakty, to musi mieć to jakiś wpływ na moje kontakty z ludźmi poza siecią. Zastanawiam się tylko, jaki. Jakie będzie w tej warstwie emocjonalnej społeczeństwo powiedzmy za lat 50, kiedy ci, którzy dzisiaj całymi godzinami surfują w sieci, będą już dziadkami?

- Jak wspomniałem wcześniej, będzie to społeczeństwo bardziej niecierpliwe.

Czy będziemy się do siebie odzywać? Może w ogóle nie będziemy odczuwać takiej potrzeby? Może z sąsiadem o naprawie wspólnego płotu będziemy rozmawiali na Facebooku, bo tak będzie wygodniej?

- Na szczęście na nasze kontakty składa się jeszcze współdziałanie. To, co robimy w zewnętrznej rzeczywistości, związane jest ze wspólnym działaniem w celu wytworzenia czegoś materialnego. Z sąsiadami, z którymi żyjemy w dobrych stosunkach, zawsze chętnie pogrillujemy, pobiesiadujemy. Zresztą płot też istnieje w "realu". Internet tego nie zastąpi.

Tego pan nie może wiedzieć. Świat się zmienia.

- To prawda i dlatego ważne jest to, czy nam, obywatelom tego świata, ciągle będzie się chciało bezpośrednio się ze sobą kontaktować. Przez tysiące lat naszej historii musieliśmy się w ten sposób porozumiewać, bo kontakt bezpośredni był jedynym sposobem przekazywania sobie informacji i wiedzy. Później pojawiły się gazety, telewizja, radio i w końcu Internet.

- Dzisiaj nadal możemy bywać ze sobą, ale wcale nie musimy. Często pracownikom biurowców nie chce się przejść z pokoju do pokoju, tylko korespondują ze sobą za pomocą internetowych komunikatorów lub SMS-ów. Granicą, którą Internetowi trudno będzie jednak przekroczyć, jest podtrzymywanie więzi. Internet już zmonopolizował przekazywanie informacji, ale tam, gdzie chodzi o podtrzymywanie więzi bądź cieszenie się współobecnością, tam panował nie będzie.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: społeczeństwo | Polska Akademia Nauk | internet

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje