Reklama

​Glacjoblogia: Ratując lodowce, ratujemy samych siebie

"Narobiliśmy szkód, których nie da się odwrócić" - mówi dr Jakub Małecki, autor bloga Glacjoblogia. Na zdjęciu jeden z lodowców na Spitsbergenie /Arterra / Contributor /Getty Images

Głównie w internecie nie brakuje głosów, że wszystkiemu winny jest przemysł, a wprowadzanie do naszego życia ograniczeń na nic się nie zda, bo to nieporównywalna skala. Czy tak jest naprawdę?

Reklama

- Obecny kształt przemysłu jest odpowiedzią na nasze potrzeby konsumpcyjne. Jeśli potrafilibyśmy ograniczać sami siebie, to i przemysł wyglądałby inaczej, bo nie trzeba będzie tyle produkować. Jeśli sami nie będziemy chcieli latać na wakacje pięć razy rocznie, kupować ubrań i gadżetów z Chin, które przecież trzeba do nas przewieźć i ograniczymy konsumpcje, to tym samym przemysł będzie mniej zatruwał atmosferę Ziemi. 

- Niemniej, cały czas jest nas więcej na tym świecie. Teraz to osiem miliardów, a do 2050 r. pewnie będzie dziesięć. Wtedy nawet samo ograniczanie się może nie być wystarczające. Nie ma jednak odwrotu - musimy do zera ograniczyć emisję gazów cieplarnianych, a nawet zacząć "wyłapywać" je z atmosfery. To jest w tym momencie główne zadanie dla rządzących.

Lodowce - i cała Ziemia - to zatem system naczyń połączonych.

- Nasza planeta jest układem zamkniętym. Zmiana jednego elementu w systemie ciągnie za sobą zmiany w pozostałych. Drugą cechą takiego układu są ograniczone zasoby. Nie można ich znikąd zaimportować. Spalając węgiel doprowadzimy nie tylko do tego, że go w końcu zabraknie. Wydobycie ma wpływ na jakość powietrza, wód i gleb, czyli bezpośrednio także na nasze życie. Wciąż wielu ludzi nie może tego zrozumieć. Nie wiem dlaczego. Może tak jest im po prostu wygodniej?

A może brakuje im naocznych przykładów? Coraz wyższe wskazania termometrów nie są tak spektakularne i dające do myślenia, jak sam widok lodowców, których wkrótce zabraknie. Tyle że, aby się do nich dostać, trzeba wyprodukować tony CO2...

- Z drugiej strony turyści wracają z takiej wycieczki na Svalbard z wielką pasją do tych lodowych krajobrazów i wiedzą, która pomoże im lepiej zrozumieć problemy tych obszarów, a także je chronić. Co by nie mówić - one są po prostu piękne! Każdy lodowiec jest czymś żywym, ma swój charakter, swoje humory. Z jednej strony są odwieczne, z drugiej podlegają gwałtownym przemianom. Dlatego taka turystyka - oczywiście rozsądnie prowadzona - jest dobra. Zawsze powtarzam: jeżeli czegoś nie pokochamy, to tego nie ochronimy. A ratując lodowce, ratujemy samych siebie...

Rozmawiał Michał Ostasz

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: glacjologia | glacjoblogia | Jakub Małecki | lodowce | svalbard | spitsbergen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje