Reklama

Fake news biznes: Jak zarabia się na kłamstwie w sieci?

Rozprzestrzenianie fałszywych informacji to bardzo dochodowy interes. Pandemia koronawirusa pokazała to dobitnie /123RF/PICSEL

Specjaliści Trend Micro sprawdzili też, gdzie ulokowane są firmy oferujące podobne usługi. Królowały Rosja, Chiny i kraje Bliskiego Wschodu.

Reklama

W wywiadzie dla BBC rzecznik firmy, Bharat Mistry, powiedział, że "manipulacja za pomocą mediów społecznościowych i innych platform w celu zmiany nastrojów publicznych nigdy nie była tak łatwa jak teraz". 

Jak dodał, kluczem do sukcesu w tym przypadku jest stworzenie treści i rozkręcenie dyskusji, które wpasowują się w poglądy ich odbiorców.

"Fake newsy to potężny biznes"

Jak dokładnie zarabia się fake newsach? Rafał Pikuła wyjaśnia, że "branża" ta jest na tyle złożona i szeroka, że można robić na wiele różnych sposobów.

- To jest wielki biznes, a sposób na zarobek może przybierać różne formy - mówi. - Można zarabiać zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio, doraźnie i długofalowo.

W skali mikro zyski można czerpać zatrudniając się jako płatny troll, pisząc zaplanowane wcześniej komentarze i posty z fałszywych kont, podając się za prawdziwych ludzi i imitując prawdziwe wypowiedzi w dyskusjach internetowych. To poziom podstawowy. Poziom wyżej stoi ktoś, kto zatrudnia takie osoby. 

- Istnieje mnóstwo agencji, które tworzą fałszywe treści - twierdzi Pikuła. - Do takiej firmy zgłaszają się klienci, którzy chcą, na przykład, oczernić swojego przeciwnika i zaczyna się czarny PR w klasycznym wydaniu. 

- Firma X ma konkurencję w postaci firmy Y - wyjaśnia na przykładzie. - Y ma lepsze produkty i X wie, że nie wygra na tym polu. Może więc wynająć agencję, która wyprodukuje fałszywe informacje i rozprowadzi je po sieci. Ten model idealnie pokazuje film "Hejter", w którym ukazane jest to, jak przygotować kampanię fake newsową i zniszczyć jakiś podmiot: osobę, partię, grupę zawodową albo firmę.

- Trzeci poziom jest już trochę bardziej złożony - kontynuuje Pikuła. - To skala makro.

Jego zdaniem są całe serwisy internetowe, które publikują zmanipulowane lub fałszywe informacje. Takie strony żyją z klików. Model zarabiania wygląda tak, że im więcej ludzi wejdzie na stronę, tym więcej strona będzie miała wyświetleń, więc tym więcej zarobi.

Technicznie nie ma w tym nic złego. Dopóki "klików", czyli wyświetleń, nie generujemy produkując kłamstwa.

- Ostatni poziom to giganci branży technologicznej, wśród których prym wiedzie Facebook - tłumaczy. - W ich interesie jest, aby posty wywoływały jak najwięcej zaangażowania, a, jak wiadomo, emocjonalnie nacechowane, sensacyjne, fałszywe treści generują najwięcej komentarzy, lajków i udostępnień. Każda taka akcja to informacja o użytkowniku, którą Facebook zbiera do swojej bazy danych. A to na niej właśnie zarabia.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje