Reklama

Fake news biznes: Jak zarabia się na kłamstwie w sieci?

Rozprzestrzenianie fałszywych informacji to bardzo dochodowy interes. Pandemia koronawirusa pokazała to dobitnie /123RF/PICSEL

Hasło "fake news" news stało się symbolem naszych czasów. Niektórzy traktują je jedynie jako ciekawostkę, dla innych bywa frazą-wytrychem, stosowaną w dyskursie na gruncie politycznym. Ale za produkcją i dystrybucją fałszywych informacji stoi coś, co wychodzi daleko poza naukowe niuanse czy ideologiczne spory. Tak jak mówi lekko wyświechtane, ale niekiedy trafne porzekadło: gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze.

Reklama

Według raportu "Digital News Report", poruszającego temat konsumpcji informacji w roku 2020, sporządzonego przez Reuters Institute przy Uniwersytecie Oxfordzkim, 56 proc. ludzi na świecie, czytając wiadomości w sieci, zastanawia się nad tym, czy nie są one przypadkiem fałszywe. 

Reklama

Jak podaje German Marshall Fund (amerykańska organizacja działająca na rzecz współpracy USA, Kanady i Europy - przyp. red.), tylko w trzecim kwartale zeszłego roku posty na Facebooku zawierające nieprawdziwe informacje zyskały 1,8 mld reakcji. NBC News twierdzi z kolei, iż dotarło do danych, według których w tym samym czasie gigant społecznościowy usunął 7 mln postów szerzących dezinformację.

Każdy słyszał, mało kto wie

Takich statystyk, płynących z całego świata, jest mnóstwo. Wszystkie wskazują na jedno: żyjemy w erze fake news. I choć niektórzy twierdzą, iż dotarlibyśmy do tego momentu prędzej czy później, pandemia spowodowała, że problem eksplodował z mocą, której mało kto się spodziewał. 

Większość specjalistów z zakresu komunikacji medialnej i nowych mediów nie jest zaskoczona. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że fake newsy to narzędzie potężnego biznesu. Ani też to, że na fali dezinformacji można dorobić się ogromnych pieniędzy.

Jak wygląda sprawa świadomości na temat dezinformacji online w Polsce? Zdaniem autorów badania "Krytyczny Umysł: Problem Fake Nes w Polsce" zdecydowana większość badanych - 80 proc. - zgadza się ze stwierdzeniem, że obecność wiadomości i informacji, które są nieprawdziwe lub zniekształcają rzeczywistość, stanowi problem w Polsce.  Z drugiej jednak strony zaledwie 51 proc. badanych przyznało, że miało do czynienia z pojęciem "fake news". 

Należy brać pod uwagę to, iż badanie wykonano przed pandemią i nadejściem infodemii - kryzysu związanego z wiarygodnością informacji na temat COVID-19. Jednak, jak podkreślają specjaliści, świadomość Polaków na temat tego, że są okłamywani w sieci, nie wzrosła wystarczająco.

Inna ciekawa statystyka, o jakiej możemy się dowiedzieć z raportu to fakt, że według 42 proc. uczestników badania główną przyczyną, dla której powstają fałszywe informacje jest chęć wpływanie na opinie odbiorców. Prawda może być zupełnie inna. Bo główna przyczyną powstawania "fejków" zdaniem ekspertów są pieniądze.

Ile kosztuje zniszczenie człowieka?

400 tys. dolarów - tyle, zgodnie z obliczeniami Oxford Internet Institute, kosztuje dobrze przygotowana kampania fake newsowa, mająca na celu zdyskredytowanie wysoko postawionego polityka, dużej firmy lub konkretnego produktu, na przykład szczepionki produkowanej przez konkurenta. Jednak zdaniem autorów, takie kwoty dotyczą kampanii dezinformacyjnych wycelowanych w dużych graczy. 

- Zniszczenie postaci drugoplanowej, wiceministra małego resortu albo wicelidera opozycyjnej partii to koszt około 50 tys. dolarów - tłumaczy Rafał Pikuła redaktor MIT Sloan Review Management i autor bloga homodigital.pl. - Zdyskredytowanie szarego Kowalskiego zamknęłoby się w 10 tys. Jeśli odpowiednio dobrze poszukamy, znajdziemy w darknecie sporo ogłoszeń tego typu.

- Kiedyś do mediów zapraszało się ekspertów, by komentowali ważne czy trudne problemy dotyczące całego społeczeństwa - objaśnia. - Dziś sprawę wyborów prezydenckich w Stanach komentuje pięściarz, a kwestię szczepionek piosenkarka. Rozmycie autorytetów sprawiło, że ludzie nie przywiązują wagi do źródeł informacji.

Podobnych estymacji dokonała kilka lat temu agencja Trend Micro, która przeprowadziła symulację kosztów czterech projektów opartych na rozsiewaniu fałszywych informacji: stworzenia zupełnie zmyślonego celebryty, wywołania zamieszek, dyskredytacji postaci publicznej i wpłynięcia na wyniki wyborów. 

Wyniki były podobne: 50 tys. dolarów za zniszczenie wizerunku znanej postaci, niecałe pół miliona za szeroko zakrojoną kampanię zmieniającą wyniki wyborów albo generującą wyjście ludzi na ulice. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje