Egipskie piramidy zasypane śniegiem

Wydaje się, że tegoroczna zima była wyjątkowo długa i sroga. W Małopolsce tysiące ludzi przez kilka dni pozbawionych było energii elektrycznej, a media rozpisywały się o rosnących budżetach samorządów na walkę ze skutkami zimy.

Wyobraźmy sobie teraz zimę setki razy ostrzejszą niż ta, która właśnie się skończyła. Temperatury kilkadziesiąt stopni poniżej zera, ogromne opady śniegu, skute lodem morza, oceany i kontynenty...

Reklama

Okresowa zmiana orbit

Idźmy dalej - egipskie piramidy zniknęły pod grubą warstwą śniegu, wieża Eiffla rozpadła się pod wpływem niskich temperatur i silnych wiatrów, Pałac Kultury został zburzony przez napierający lodowiec. Małe grupki ludzi starają się przetrwać w niewielkich skupiskach rozsianych po całym globie...

Tak mogłaby wyglądać Ziemia, gdyby nawiedził ją kataklizm podobny do tego sprzed ponad 600 milionów lat. Ziemia wyglądała wtedy jak gigantyczna śnieżna kula. Jej powierzchnia okryta była grubym lodowo-śniegowym płaszczem, dochodzącym do 700 metrów grubości. Było to największe globalne zlodowacenie w długiej historii naszej planety, a wynikało z okresowych zmian orbity Ziemi i niskiego poziomu gazów cieplarnianych.

Gigantyczna, biała kula

Pojawiło się niebezpieczne dla naszej planety błędne koło. Spadek temperatury powodował rozwój lodowców. Powiększanie ich powierzchni z kolei dodatkowo obniżało temperaturę, ponieważ śnieżno-lodowa pokrywa to jedna z najlepszych naturalnych powierzchni odbijających promienie słoneczne. Kiedy przemieszczające się od biegunów lodowce przekroczyły cienką granicę, wolne dotąd od lodu oceany i kontynenty nie były w stanie skumulować wystarczająco dużo energii słonecznej, aby zatrzymać ich ekspansję. Ziemia zamieniła się w gigantyczną białą kulę.

Taki stan utrzymywał się przez ponad 20 milionów lat i pewnie trwałby do dziś, gdyby nie zmiany, jakie zachodziły głęboko pod powierzchnią Ziemi.

Dobrze, że są wulkany

Historię naszej planety odmieniły erupcje wulkanów. Oprócz setek ton pyłu i skał wyrzucanych podczas każdego wybuchu, w atmosferze pojawiły się olbrzymie ilości gazów cieplarnianych, które zatrzymując coraz więcej energii słonecznej na Ziemi, powoli podnosiły jej temperaturę. Po 25 milionach lat Ziemia stała się bardzie przyjaznym miejscem dla rozwoju życia. Po raz pierwszy powstały skomplikowane organizmy, które moglibyśmy dostrzec gołym okiem, a ich skamieniałości zachowały się do dziś.

Więcej o burzliwej historii naszej planety w programie "Katastrofy z prehistorii" w soboty o 15:00 na kanale Discovery World.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje