Reklama

Dzień, w którym wyginie ludzkość

"Zawsze znajdzie się człowiek, który nie wie, że ma właśnie umrzeć , i nie umrze – jest odporny. A jeśli tylko przeżyje ich dwoje, to zaczynamy od nowa” - Jaroslav Julák, Instytut immunologii i mikrobiologii /fot. Świat na dłoni /materiały prasowe

Superwulkany

Są wszędzie wokół nas. Przywykliśmy już do życia obok wygasłych wulkanów. Tylko że one mogą się w każdej chwili obudzić. Co gorsza - superwulkany na całym świecie już napełniają swe wnętrza śmiertelną dawką magmy. Szykują dla nas sądny dzień.

Reklama

Witaj w Yellowstone

Jest aktywny już szacunkowo 17 milionów lat. W tym czasie, dzięki zmianom tektonicznym superwulkan Yellowstone przesunął się o około 700 km z północnej Nevady przez południowe Idaho aż do Wyoming. W jego wnętrzu znajdziemy komorę o długości około 60 km, szerokości 35 km i głębokości 8-10 kilometrów, która stopniowo napełnia się rozgrzaną do czerwoności magmą. Ten superwulkan jest, zdaniem wulkanologów, obecnie największym kandydatem na wroga całej ludzkości. Podobno to tylko kwestia czasu, kiedy uchyli się jego przysłowiowe wieko, a miliony ton śmiercionośnej lawy wylecą w powietrze.

Trzy olbrzymie erupcje

Ostatnie trzy wielkie erupcje superwulkanu miały miejsce w obecnym Parku Narodowym Yellowstone w ciągu niecałego 1,5 miliona lat. Po erupcji Huckleberry Ridge (około 2,1 miliona lat) miały miejsce erupcje Messa Falls (1,3 miliona lat) i Lava Creek (0,64 miliona lat temu). Najsilniejszy był już ten pierwszy wybuch wulkanu, po którym pozostała sławna kaldera Yellowstone. Naukowcy policzyli, że podczas dwóch erupcji, które dzieliły ok. 4000 lat, wulkan dosłownie wystrzelił w powietrze 2500 km sześciennych roztopionej masy. Pomimo że kolejne erupcje nie były tak niszczycielskie, wulkan otrzymał miano superwulkanu.

Nadejdą silne trzęsienia ziemi

Z amerykańskiego Wyoming ciągle słychać ostrzeżenia, że żywioł może się w każdej chwili obudzić do życia. Pomimo tego agencja US Geological Survey, która odpowiada za nadzór nad superwulkanem, doszła do wniosku, że najprawdopodobniej do żadnej naprawdę silnej erupcji w najbliższych dziesięcioleciach nie dojdzie. Podobno można przypuszczać, że mogłoby dojść do mniejszych, lokalnych erupcji, ewentualnie do silniejszych trzęsień ziemi, niż te, które się zwykle zdarzają. Ostatnie miały tu miejsce na przełomie 2008 i 2009 roku.

Niemiecki superwulkan

Jezioro Laacher nieopodal Bonn wygląda na pierwszy rzut oka całkiem niewinnie. Niektórzy turyści, którzy przyjadą tu na wypoczynek (z Bonn jest tu 37 km, od najbliższej autostrady zaledwie 3 kilometry), nie mają nawet pojęcia, że kąpią się w wielkiej wulkanicznej kalderze. Stworzył ją ostatni olbrzymi wybuch tutejszego superwulkanu, który miał miejsce około 10 930 roku p.n.e. Jak wykazało badanie geologiczne, pokrył wtedy rozległą okolicę nawet siedmiometrową warstwą wulkanicznego popiołu. Pamiątki ówczesnej erupcji do dziś możemy znaleźć nawet w Szwecji czy w północnych Włoszech. Według aktualnych modeli ówczesny wybuch był około 6 razy silniejszy niż ten, który w 1980 roku zaprezentował w Ameryce wulkan Góra Świętej Heleny.

Człowiek ma jeszcze sporo czasu?

Nie tak dawno drzemiący wulkan przygotował dla wulkanologów i innych ludzi niespodziankę. W 2018 roku doszło tu bowiem do lokalnego trzęsienia ziemi. W 2019 roku eksperci przygotowali nawet raport, według którego od 2013 roku doszło do ośmiu trzęsień ziemi o niskiej frekwencji na głębokości od 10 do 45 kilometrów pod powierzchnią ziemi. Co to może oznaczać? Przede wszystkim to, że poziom magmy w komorze superwulkanu wzrasta. Wulkanolodzy twierdzą jednak, że niebezpieczeństwo wybuchu nie grozi. Cykl, zgodnie z którym niewidoczny wulkan wybucha, trwa podobno około 30 000 lat. Człowiek ma zatem jeszcze jakieś 20 000 lat.

Treści popularno-naukowe z miesięcznika Świat na Dłoni wydawnictwa Amconex

Świat na Dłoni

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Koniec świata | superwulkan | katastrofy | Trzęsienie ziemi | tsunami | wirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje