Reklama

Czy świadkowi przestępstwa można wierzyć?

W innym eksperymencie mającym udowodnić, jak silny może być wpływ sugestii, biorący w nim udział oglądali symulację wypadku samochodowego, który zdarzył się na skrzyżowaniu ze znakiem STOP. Następnie połowie z nich zasugerowano, że stojący przy skrzyżowaniu znak drogowy był znakiem podporządkowania. Gdy zapytano później o niego, ci, których poddano sugestii, skłonni byli twierdzić, że widzieli znak podporządkowania. Natomiast osoby, którym nie przekazano fałszywej informacji, trafniej przypominały sobie prawdziwy znak drogowy.

Reklama

Następny problem związany z wiarygodnością zeznań,

też pokazany w przykładzie zeznającej w Łomży kobiety, dotyczy wykorzystywania hipnozy. Czy hipnoza może pomóc świadkom przypomnieć sobie pewne zdarzenia? Jest to kontrowersyjna, choć w niektórych przypadkach skuteczna metoda poprawy pamięci. Najczęściej stosuje się ją wówczas, gdy ofiara zdarzenia lub naoczny świadek nie mogą sobie spontanicznie przypomnieć jakiegoś ważnego faktu.

W 1997 roku badałem w ten sposób wojskowego odpowiedzialnego za magazyn broni, z którego zginęły trzy ręczne karabiny maszynowe. Żołnierz nie umiał powiedzieć, co się z tą bronią stało. Dochodzenie nie dało żadnych rezultatów. W tej sytuacji przełożeni żołnierza zwrócili się z prośbą do specjalisty o podjęcie próby wyjaśnienia tego wydarzenia pod hipnozą. W czasie jej trwania wojskowy przypomniał sobie, że był pod wpływem alkoholu i wtedy wrzucił do pobliskiego stawu trzy ręczne karabiny (odnaleziono je tam), a później o tym zapomniał.

Badanie pod hipnozą ofiar przestępstw zwykle dotyczy takich zdarzeń, które wywołały silny szok emocjonalny. Na przykład młodociane ofiary gwałtów często nie mogą sobie przypomnieć wielu istotnych szczegółów, mogących pomóc w śledztwie. Wynika to z pourazowej amnezji, która jest mechanizmem obronnym chroniącym przed lękiem wywołanym przypominaniem sobie traumatycznego wydarzenia. Przykładem może być sprawa, która zdarzyła się w Dobczycach. W 1997 roku nieznany sprawca dokonał kilku gwałtów na dziewczynach samotnie wracających do domu z dyskoteki. Czynił to w niezamieszkanej okolicy brzegów rzeki Raby. Poszkodowane niezbyt dokładnie opisywały sprawcę. Nie potrafiły też podać żadnych szczegółów go charakteryzujących. Badaniami pod hipnozą objęto dwie dziewczyny. Podczas niej przypomniały sobie, że gwałciciel miał czerwoną, okrągłą plamę na prawym łokciu. Po ujęciu sprawcy, dzięki zasadzce policyjnej przy brzegu rzeki, okazało się, że na łokciu miał on okrągłą bliznę po oparzeniu. Ułatwiło to jego identyfikację, oskarżenie i osądzenie.

Naczelną zasadą procesu jest zasada prawdy,

dążenie do wyjaśnienia wszystkich okoliczności, tak aby winny został skazany, a niewinny oczyszczony z zarzutów. Dotyczy to także naocznych świadków zdarzenia. Często uważa się, że ich pamięć niczym aparat fotograficzny jest zdolna zarejestrować prawie wszystkie szczegóły z niezwykłą dokładnością, a to, że nie potrafią sobie czegoś przypomnieć, wypływa tylko z ich słabej pamięci lub niechęci do współpracy. Czasami jednak podlegają tak silnym naciskom psychicznym i presji otoczenia, aby pomóc policji złapać przestępcę, że gotowi są wskazać kogokolwiek.

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku stwierdzono, że między wynikami badań laboratoryjnych dotyczących spostrzegania i pamięci a codzienną praktyką istnieje ogromna rozbieżność. W badaniach ludzie zazwyczaj wykazują dobrą pamięć - w jednym z eksperymentów aż 90 proc. uczestników potrafiło spośród dwóch i pół tysiąca zdjęć różnych scen i obrazków pokazywanych przez kilka sekund wskazać te, które już widzieli.

W praktyce podczas napadu ludzie bywają zastraszeni,

są zaskoczeni, boją się. Później ich wiedza, różne przekonania mogą prowadzić do "innego", zniekształconego pamiętania zdarzeń. A podczas przesłuchania wystarczy jedno subtelnie sformułowane pytanie, aby świadek zdarzenia inaczej sobie "przypomniał". "Z jaką prędkością jechał czerwony samochód?" i "Jak szybko pędził czerwony samochód?" - to chyba wymowny przykład tego zagadnienia. W artykule wspomniałem też o innej sprawie - jednak warto ją mocno podkreślić: jeśli na przykład przestępstwa dokonał ktoś inaczej wyglądający niż my, często wskazujemy jakiegokolwiek "innego". Dla wielu ludzi, bowiem wszyscy "inni" (Ormianin, Cygan, Arab) wyglądają "podobnie".

Gdy więc weźmiemy pod uwagę wszystkie ograniczenia dotyczące wiarygodności zeznań naocznych świadków, o których wspomniałem - i jeszcze wiele innych, na przykład uprzedzenia rasowe itp. - to przedstawienie przez nich przebiegu zdarzenia oraz wskazanie winnego można uznać za źródło dowodów w sądzie.

Andrzej Augustynek

Dowiedz się więcej na temat: znak | eksperyment | ormianin | wspomnienia | pamięć | świadkowie | zeznania | przestępstwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje