Reklama

Czy można zbadać ludzką duszę?

Ile kosztuje lotniskowiec czy atomowa łódź podwodna, tego nikt nie wie. Ale o tym, że akcelerator LHC kosztował ponad 3 miliardy euro krzyczały nagłówki w gazetach na całym świecie - mówi prof. Grzegorz Wrochna, dyrektor Instytutu Problemów Jądrowych.

Tomasz Rożek: Jakie są koszty finansowe badań naukowych?

Reklama

Prof. Grzegorz Wrochna:- W skali budżetu domowego - ogromne. W skali budżetu państwa - bardzo skromne. Ważne jest to, że nie są to pieniądze zmarnowane, ale dobrze zainwestowane. Należy jednak tę inwestycję właściwie rozumieć. W Polsce uważa się, że instytuty badawcze powinny przynosić natychmiastowe zyski, że powinny same się utrzymywać. Nauka to nie jest inwestycja krótkoterminowa. Jeżeli jakiś instytut przynosi w ciągu kilku lat dwu-, trzykrotny zysk, mogłoby się wydawać, że państwo zrobiło świetny interes. A moim zdaniem w takim przypadku zmarnowano publiczne pieniądze. Instytuty naukowe powinny przynosić stokrotne i tysiąckrotne zyski, lecz w perspektywie nie kilku, tylko kilkunastu, a czasami nawet kilkudziesięciu lat.

Każda kwota zainwestowana w naukę będzie za mała. Ile zatem przeznaczać na naukę? Czy istnieje jakaś granica?

- Nie podam konkretnych kwot, bo te dla każdego kraju, dla każdego społeczeństwa będą inne. Problem można sprowadzić do klasycznego pytania, czy lepiej dawać rybę, czy wędkę. Inwestując w rozwiązywanie bieżących problemów, dajemy rybę. Rybę się zje, jakoś przeżyje następny dzień, a za kilka dni umrze się z głodu. Problem nie zostaje rozwiązany, tylko odsunięty w czasie.

- Żeby problem trwale rozwiązać, trzeba zainwestować w wędkę, czyli w coś, co będzie mogło być wykorzystywane. Coś, co pozwoli pomnażać dobrobyt, a nie tylko go konsumować. Wiele społeczeństw rozwiniętych zrozumiało, że podstawą dobrobytu jest energia. Odpowiednia jej ilość rozwiązuje problemy z głodem i ze słodką wodą. Rozwiązuje w zasadzie wszystkie problemy. I zaczyna się powoli upowszechniać takie przekonanie, że energia to jedno z podstawowych dóbr. Czasami mówi się nawet o prawie człowieka do energii.

- Nowe metody pozyskiwania energii wymagają dużych inwestycji. I - co mnie cieszy - nie słyszę głosów sprzeciwu, by takie inwestycje podejmować. Byłem niedawno na konferencji naukowej zorganizowanej przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej. Tam bogatsze, bardziej rozwinięte kraje twierdziły, że ich powinnością jest zapewnienie krajom biednym dostępu do energii. To jest piękny przykład zastosowania nauki czy technologii do rozwiązywania problemów krajów rozwijających się, krajów głodujących. W naukę trzeba inwestować, bo ona rozwiązuje konkretne problemy. I nie należy żałować środków na badania, tym bardziej, że nie żałuje się ich na zbrojenia i wiele innych inwestycji, co do których można mieć pewne wątpliwości.

Pieniądze na naukę są jawne, na wojsko - utajnione.

- Właśnie. Ile kosztuje lotniskowiec czy atomowa łódź podwodna, tego nikt nie wie. Ale o tym, że akcelerator LHC kosztował ponad 3 miliardy euro krzyczały nagłówki w gazetach na całym świecie. Naukowcy mają oczywiście obowiązek ujawnić podatnikom, na co wydawane są ich pieniądze, ale chciałbym też, żeby podatnik zdawał sobie sprawę ze skali wydawanych przez nas, naukowców, pieniędzy w porównaniu do innych branż.

Pan, jak każdy naukowiec, zadaje sobie wiele pytań. Bez ciągłego pytania nie da się uprawiać nauki. Na które pytanie najbardziej chciałby pan usłyszeć odpowiedź?

- Gdybym zdołał odpowiedzieć na tak postawiony problem, znaczyłoby, że mam już gotową odpowiedź na wszystko. Pan oczekuje, że wskażę, która zagadka najbardziej mnie trapi. Ale ja nie bardzo jestem w stanie nawet zadać zagadki. Najciekawsze jest to pytanie, którego jeszcze nie potrafię postawić.

Mam wrażenie, że robi pan unik.

- No dobrze. Konkretnego pytania nie sprecyzuję, ale przynajmniej spróbuję określić obszar, który mnie najbardziej intryguje. Bardzo interesuje mnie relacja pomiędzy świadomością (duchem) człowieka a prawami fizyki. Mechanika kwantowa daje nam mechanizm "alternatywnych zakończeń", który mogłaby wykorzystywać wolna wola. Ale czy faktycznie wolna wola wykorzystuje ten właśnie mechanizm? W jaki sposób?

Przecież nie da się eksperymentalnie badać ludzkiej duszy czy wolnej woli.

- Czyżby? Biorę monetę i rzucam ją niedbale, nie angażując w to swojej woli. Orzeł, reszka, orzeł, orzeł, reszka... Zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa. A teraz biorę monetę i nie rzucam, tylko świadomie kładę ją na stole: orzeł, orzeł, orzeł, orzeł, orzeł... Siłą woli zmieniłem wynik eksperymentu. Co pan na to?

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje