Reklama

​Czarna ospa: Czy ten koszmar może się powtórzyć?

Na ospę prawdziwą umierał co trzeci z niezaszczepionych zakażonych. Do powikłań pochorobowych zaliczyć można ślepotę, zapalenie opon mózgowych oraz szpecące ciało blizny /Getty Images

Światowa Organizacja (WHO) zdrowia uznała ospę prawdziwą za chorobę eradykowaną, całkowicie zwalczoną, już w 1980 r. Od tamtej pory na świecie nie pojawił się nawet jej pojedynczy przypadek, ale niestety nie oznacza to, że możemy spać spokojnie.

Fotografka Janet Parker pracowała w szkole medycznej uniwersytetu w Birmingham. Pech chciał, że ciemnia fotograficzna, gdzie spędzała najwięcej czasu, znajdowała się dokładnie nad laboratorium, w którym prowadzono badania nad odmianami wirusa ospy prawdziwej. 

11 sierpnia 1978 r. kobieta zaczęła odczuwać bóle głowy i mięśni. Początkowo myślała, że to przeziębienie, chociaż pora roku zupełnie na to nie wskazywała. Kiedy na jej ciele pojawiły się krosty udała się do lekarza. Diagnoza: ospa wietrzna. Powinna przejść, jeśli się ją odpowiednio "wyleży". 

Reklama

Dokładnie miesiąc później Janet Parker już nie żyła, a całe miasto wpadło w panikę. Tym, co zabiło pracowniczkę uczelni, była choroba, która przez cały XVIII wiek uśmiercała rocznie po 400 tysięcy ludzi, a w samym XX wieku zabrała z tego świata 300 milionów zakażonych. 

Przypadek Janet Parker był na szczęście ostatnim. Ospa prawdziwa - nie bez przyczyny nazywana czarną - która znana jest ludzkości jeszcze od czasów faraonów, dzięki powszechnym szczepieniom została całkowicie wyeliminowana. 

Skuteczna walka z chorobą zaczęła się od przełomowego zabiegu Edwarda Jennera. Angielski lekarz wszczepił ośmioletniemu chłopcu wirus krowianki - choroby zakaźnej bydła domowego, która nie jest śmiertelna dla człowieku - chcąc udowodnić, że pomoże on w nabyciu odporności na ospę prawdziwą. 

Eksperyment, mimo że oparty o prostą obserwację, zakończył się pełnym sukcesem. Dalsze badania potwierdziły śmiałą - jak na rok 1796 - tezę, że może być skuteczna metoda walki ze śmiertelną chorobą. Tak powstała pierwsza na świecie szczepionka. 

Marzeniem Jennera było całkowite wyeliminowanie ospy prawdziwej. I chociaż ziściło się ono dopiero prawie 200 lat później, to pierwsze masowe szczepienia miały miejsce już w latach 1803 - 1806 za sprawą Hiszpanów i ich ekspedycji do dwóch Ameryk w celu budowania odporności u tamtejszych kolonistów. W połowie XIX w. obowiązek szczepień zaczął obowiązywać w USA i Wielkiej Brytanii. 

Po tym jak historię świata na zawsze zmieniły dwie wojny światowe podjęto starania, aby problem ospy prawdziwej rozwiązać globalnie. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że niespodziewanym inicjatorem tych działań był Związek Radziecki. 

Z chorobą walczono na wszystkich kontynentach. W najgorszej sytuacji znajdowały się kraje afrykańskie i państwa z południowej Azji, ale ogniska ospy pojawiały się także w Polsce. 

W 1963 r. wirus przyleciał do Wrocławia razem z wracającym z Indii oficerem SB Bonifacym Jedynakiem. Początkowo nic nie wskazywało na wybuch epidemii. Zakażony przebywał na terytorium ojczystego kraju od 23 maja, ale dopiero w drugiej połowie lipca ogłoszono stan wyjątkowy.

Mężczyzna, który do szpitala trafił z podejrzeniem malarii, zaraził najpierw pielęgniarkę. W niedługim czasie wirus przeszedł na innych pracowników placówki oraz członków ich rodzin. Łącznie zachorowało 99 osób. Wydawać by się mogło, że to niewiele, ale wystarczyło, aby Wrocław na dwa miesiące został odcięty od reszty kraju! 

Władze rozpoczęły proces izolacji osób, które mogły mieć styczność z zarażonymi. Łącznie kwarantannie poddano dwa tysiące osób, a mieszkańców poddano obowiązkowym szczepieniom. Światowa Organizacja Zdrowia przewidywała, że powstrzymanie ospy we Wrocławiu zajmie dwa lata i pochłonie około 200 ofiar. Na szczęście skuteczność podjętych działań pozwoliła na zakończenie kwarantanny 19 września tego samego roku.

Incydent na Dolnym Śląsku był jednym z ostatnich na Starym Kontynencie. W 1980 r., dwa lata po śmierci Janet Parker, świat był już wolny od ospy prawdziwej. Nie oznacza to jednak, że wirus zniknął. Jego próbki wciąż są przechowywane w USA i Rosji, chociaż wielu ekspertów przekonuje, aby zostały całkowicie zniszczone. 

Czy istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś spróbuje odtworzyć wirusa i wykorzystać go jako broń biologiczną? Niestety tak, ale większym zagrożeniem - przynajmniej według wspomnianej już Światowej Organizacji Zdrowia - jest "choroba X". Eksperci przewidują, że w nadchodzących latach może pojawić się nieznany jeszcze patogen, który może zdziesiątkować ludzkość.

"Historia pokazuje, że następna pandemia może być czymś, czego jeszcze nie widzieliśmy" - niepokojąco przekonuje na łamach brytyjskiego The Telegraph John-Arne Rottingen, naukowy doradca WHO.

Wtóruje mu Paweł Grzesiowski, epidemiolog i immunolog z fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń, który w rozmowie z "Polityką" powiedział:

"Wystarczy, że pojawi się zmutowany wirus, który będzie rodzajem krzyżówki SARS z ospą wietrzną, i przyszłość ludzkości zawiśnie na włosku."

Nie możemy przygotować się na to, co dopiero przyjdzie. Trzeba jednak dołożyć wszelkich starań, aby nie dać za wygraną chorobom, z którymi już się uporaliśmy. Uwolnienie świata od ospy prawdziwej jest najlepszym dowodem na to, że szczepienia są skuteczne i powinny być obowiązkowe. W obliczu targającej nowym stuleciem epidemii fake newsów nie dajmy sobie wmówić, że jest inaczej...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje