Reklama

Bestia ze wschodu? Porozmawiajmy o prawdziwych ekstremach

Czy tegoroczna zima będzie tą, którą uznamy za ekstremalną? /Wojciech TRACZYK/East News /East News

Jedna z “zim stulecia" przyszła na początku 1929 roku. Z tamtego okresu, szczególnie z lutego, pochodzi kilka obserwacji skrajnie niskich temperatur. Pewne dane?

Reklama

- Rzeczywiście, początek 1929 roku był wyjątkowo zimny. 11 lutego w Żywcu zmierzono -40,6 stopnia Celsjusza. Co do tej wartości, takie mam wrażenie, panuje większa zgodność w środowisku, że została ona zmierzona poprawnie. Inne stacje tego dnia (Olkusz, Sianki) również podały zbliżone wartości, co od razu uwiarygadnia wynik z Żywca, widzimy, że nie jest to pojedyncze wskazanie. Gdyby więc zadał mi pan pytanie, czy prędzej przyjąłbym wynik z Siedlec czy Żywca, powiedziałbym, że ten drugi. 

A co z samymi termometrami? Są dziś bardziej dokładne?

- Obecnie mamy oczywiście doskonalsze metody wykonywania pomiarów, aczkolwiek dla zachowania serii pomiarowych bardzo często stosuje się również stare przyrządy. Robi się to po to, by móc porównać wyniki sprzed 50-100 lat z obecnymi. Tak samo porównuje się dane satelitarne, wysyłając na orbitę czujnik starszej generacji, stosowany od lat 70.

1929, 1950, 1963, 2017 - w tych latach zimy w Polsce były szczególnie mroźne, zanotowano sporo oficjalnych i nieoficjalnych rekordów. Jakie powtarzalne zjawisko pogodowe za tym stoi?

- To co bardzo często może prowadzić do wyjątkowo niskich temperatur - i było wymieniane w przypadku bestii ze wschodu - to bardzo rozbudowany ośrodek wyżowy, nasuwający się z części kontynentalnej Europy w kierunku zachodnim. Jak jest bardzo rozbudowany, ma większy zasięg, istnieje szansa, że dotrze nad obszar Polski. Drugim czynnikiem, który bezpośrednio wpływa na niskie temperatury jest brak zachmurzenia. Zazwyczaj w przypadku wyżu go nie mamy, co dodatkowo sprawia, że ziemia wypromieniowuje swoją temperaturę, nie ma chmur, które ogrzewają ją lokalnie, więc dochodzi do zjawisk ekstremalnych.

A co z tą bestią? 

- Cała sprawa była efektem przeprowadzonej jakiś czas temu przy pomocy modeli numerycznych symulacji. Wskazywano wówczas na bardzo duży ośrodek wyżowy, na chwilę obecną takiej prognozy już nie ma.  

Jak taka prognoza powstaje?

- Uruchamia się zazwyczaj wiązkę modeli. W takim wypadku, jeśli ktoś zwraca uwagę na temperaturę anomalną, mówi o najniższym wskazaniu wygenerowanym przez któryś z kilkunastu modeli. Wartość skrajna może odbiegać od tego, co faktycznie zaobserwujemy. Bardziej miarodajne jest patrzenie na średnią z tych modeli. 

Możemy to pokazać na przykładzie?

- Oczywiście. Spoglądam właśnie na stronie niemieckiej Weter Zentrale na aktualną prognozę wiązki modeli Global Forecast System (GFS) dla Warszawy. Widać, że prognozowanie pogody jest możliwe na kilka dni do przodu. Na samym początku wszystkie prognozy są do siebie zbliżone, różnice między modelami wynoszą stopień, czasem dwa, im dłuższa symulacja, tym wyniki bardziej się rozjeżdżają. I tak 15 stycznia jeden z modeli sugeruje dla Warszawy -17 stopni Celsjusza, a drugi... niespełna jeden. 

Spory rozstrzał.

- Raportując temperaturę anomalną dla 15 stycznia, powiedzielibyśmy, że tego dnia w Warszawie spodziewamy się -17 stopni Celsjusza, natomiast średnia dla wszystkich modeli podpowiada, że może być o dziesięć stopni cieplej. 

Nici z zapowiedzi o ataku bestii?

- Raczej jej nadejścia nie doświadczymy. Zima będzie łagodniejsza. Możemy się spodziewać w najbliższym czasie -10 stopni Celsjusza, tego, że spadnie śnieg, no ale nie są to żadne ekstrema.

Rozmawiał Dariusz Jaroń

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: prognozy | bestia ze wschodu | zima | zima stulecia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje