Reklama

​Arktyka: Zmiany klimatyczne ujawniły kolejny gigantyczny problem

Topniejące lodowce na północy globu to nie tylko zwiększony średni poziom wód w innych miejscach świata. Mamy jeszcze jeden problem /NASA Earth Observatory /East News

Arktyka to tykająca bomba - alarmują brytyjscy eksperci. Zmiany klimatyczne sprawiły, że z obszaru otaczającego Biegun Północny do wód oceanicznych w coraz większych ilościach przedostają się niebezpieczne związki chemiczne. Czym są PFAS i czy mamy się czego obawiać?

Ocieplający się klimat - i co za tym idzie topniejące lodowce - oznaczają dla ludzkości szereg dosłownie palących problemów, z którymi musimy sobie jak najszybciej poradzić. Niestety do i tak długiej listy kłopotów naukowcy dopisują kolejny, czyli substancje perfluoroalkilowe (PFAS - od angielskiego per- and polyfluoroalkyl substances).

Tych ostatnich używamy od lat 40. ubiegłego stulecia. Ze względu na swoje właściwości, hydro- i lipofobowe, nadają się do szerokiej gamy zastosowań: od produkcji nieprzeciekającego papieru śniadaniowego po bycie składnikiem piany gaśniczej. Jak nietrudno się domyślić związki te nie są pochodzenia naturalnego i stanowią zagrożenie dla środowiska. Co więcej, uwolnione do atmosfery pozostają w niej przez bardzo długi czas. W świecie nauki nie bez przyczyny nazywa się je "wiecznymi chemikaliami".

Substancje perfluoroalkilowe z czasem osiadają na północy globu. Topniejące, głównie przez ludzką działalność lodowce, nie są jednak w stanie ich zatrzymać. Niebezpieczne związki trafiają w efekcie do wód  Oceanu Arktycznego. Jak przekonują naukowcy z brytyjskiego Lancaster University w swoich niepokojących badaniach, to zaledwie kwestia czasu, kiedy staną się one integralną częścią łańcucha pokarmowego.

Reklama

"Zmieniający się charakter lodu morskiego, z wcześniejszymi i nieregularnymi okresami odwilży, może wpływać na przetwarzanie i uwalnianie zanieczyszczeń wraz z kluczowymi składnikami odżywczymi" - alarmuje Crispin Halsall cytowany przez serwis Science Alert.

PFAS
mogą nie tylko doszczętnie zrujnować zwierzęce organizmy żyjące na dalekiej północy. Kwestią czasu jest przedostanie się trujących związków - także niebezpośrednio - do siedlisk ludzkich. Nie brakuje danych potwierdzających ich niekorzystny - delikatnie ujmując - wpływ na ciało człowieka. Szczególnie niebezpieczne są one dla kobiet w ciąży, gdyż powodują uszkodzenia płodów.

Brytyjczycy ustalili, że dominujący obecnie w rejonie Arktyki "młody", około roczny lód, sprzyja koncentracji i łatwiejszemu uwalnianiu PFAS. Problem nie byłby aż tak duży - i palący - gdyby nie ekspresowe tempo topnienia lodowców. 

Naukowcy nie mają już sił, aby przekonywać, że doprowadziła do niego działalność człowieka. Wolą koncentrować się na tym, aby już w najbliższej przyszłości zakazać używania substancji perfluoroalkilowych. Do tego producentów opakowań na żywność - i nie tylko - trzeba przekonać już teraz.

Zobacz również:

Świątynie ukryte w jaskiniach. Potęga natury i ciche modlitwy

To już plaga. Czy powinniśmy się bać latających mrówek?

Ta aplikacja mówi, kiedy spadnie deszcz - co do minuty! Wypróbuj nową aplikację Pogoda Interia! Zainstaluj z Google Play »

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje