Reklama

​Antarktyka: Z lodem dzieje się coś dziwnego i nikt tego nie przewidział

Z najnowszych badań wynika, że antarktyczny lód topnieje inaczej, niż zakładaliśmy /Barcroft / Contributor /Getty Images

Zmiany klimatyczne i wynikające z nich straty w zasobach światowego lodu wręcz nie schodzą z ust naukowców zajmujących się tym zagadnieniem. Okazuje się jednak, że w okolicach Bieguna Południowego dzieje się coś, czego nie przewidziała żadna symulacja.

Badania naukowców z Ohio State University, które opublikowano w prestiżowym czasopiśmie Geophysical Research Letters mówią wprost: pokrywa lodowa nie topnieje jednomiernie i w stałym tempie.

Reklama

"Zmiany te są o wiele bardziej dynamiczne, a prędkość ich zachodzenia zmienia się w czasie" - mówi Lei Wang, jeden z autorów rzeczonego badania, którego cytuje serwis Science Alert.

Ekspert zwraca uwagę na to, że dotychczasowe modele, mające za zadanie przewidzieć, co może się stać z pokrywą lodową Antarktyki, były bardzo proste. Nie brano w nich pod uwagę takich zmiennych jak różnorodności regionu czy wpływu pór roku. Brak ujęcia tych czynników spowodował, że symulacje podnoszenia się poziomu mórz i oceanów - w wyniku topnienia lodu na południu globu - odstawały od rzeczywistości i nie pozwalały na dokładne prognozowanie.

Bo choć tempo topnienia nie jest stałe i zdarzają się okresy, w których proces ten nie jest aż tak "agresywny", to ogólna sytuacja jest dramatyczna. 

Naukowcy przywołują tutaj odczyty związane z wahaniami pogody na Antarktyce. Dla przykładu w 2016 r. gwałtowne opady śniegu na zachodzie Antarktyki (których nie obserwowano przez ponad pół wieku!) zrównoważyły około cztery lata strat lodu. 

Jednak kiedy pogoda nie pomaga, to ten sam region traci w rok aż pięć razy więcej lodu niż jego wschodnia część. I chociaż z prognóz wynika, że do takich opadów będzie dochodziło coraz częściej, to jednak tempo topnienia lodu wciąż jest bezlitosne.

Z badaniach z 2012 r. wynika, że lód na południu globu topnieje trzy razy szybciej, niż miało to miejsce jeszcze w latach 90. ubiegłego stulecia. Jeśli średnia temperatura na Ziemi wzrośnie o trzy stopnie Celsjusza (to najczarniejszy, ale wcale nie niemożliwy scenariusz), to wody oceaniczne podniosą się aż o 6,5 metra. Te liczby naprawdę dają do myślenia.

Badacze z Ohio State University dodają, że szczególną uwagę trzeba poświęcić zwłaszcza wschodniej części Antarktyki, która nadal nie została dokładnie przebadana i pozostaje źródłem "naukowej niepewności" przekładającej się także na modele i prognozy.

"Nie twierdzę, że topnienie lodu na Antarktyce nie jest problemem. To jest ogromny problem. Cała Antarktyka traci lód i to bardzo szybko, a nasze modele powinny to dokładnie odzwierciedlać" - podsumuje Wang. 

Badaczom trudno się dziwić - bez dokładnych pomiarów trudno będzie skutecznie walczyć z tym śmiertelnym zagrożeniem. 

O tym, dlaczego topnienie lodowców jest tak "palącym" problemem także dla Polski dowiecie się z naszego wywiadu z polskim glacjologiem, dr Jakubem Małeckim

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje