Wstrząsająca zemsta damskiego boksera

Waldemar początkowo wydawał się Iwonie miłym i kulturalnym człowiekiem. Wkrótce jednak zaczął ją bić. Każdy pretekst był dobry. Kiedy dziewczyna odeszła, nie potrafił się z tym pogodzić. Zaplanował perfidną zemstę.

Początek tej historii miał miejsce w modnej kawiarni w centrum handlowym. Do przebywającej tam i popijającej drinka dziewczyny podszedł młody, przystojny mężczyzna w ciemnym garniturze. Przedstawił się, po czym usiadł obok niej i zaczął omawiać warunki sprzedaży polisy ubezpieczeniowej. Patrzyła na niego zdumiona, nie pojmując, o co mu chodzi.

Reklama

Po chwili wyjaśniło się, że mężczyzna był umówiony z inną kobietą, która nie przyszła na biznesowe spotkanie. Sądził, że siedząca samotnie dziewczyna to jego klientka. To nieporozumienie stało się dla Iwony S. i Waldemara O. początkiem intensywnie rozwijającej się znajomości.

Miłość od pierwszego wejrzenia.

Po kilku tygodniach Iwona zaprosiła Waldemara do rodziców na pierwszy uroczysty obiad. Jej ojciec i matka bardzo pragnęli poznać mężczyznę, o którym ukochana jedynaczka powiedziała tyle wspaniałych rzeczy.

- On jest po prostu cudowny! - dziewczyna rozpływała się w zachwytach.

Jednym tchem wymieniała jego zalety: przystojny, kulturalny, po studiach. Miał dobry zawód i wspaniałe perspektywy, jeździł nowym volvo. No i najwyraźniej zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, gdy w centrum handlowym wziął ją za klientkę towarzystwa ubezpieczeniowego, w którym pracował jako przedstawiciel handlowy.

Wspaniały człowiek, ale...

Smaczny obiad przygotowany przez panią domu upłynął w miłej, swobodnej atmosferze. Waldemar zrobił pozytywne wrażenie na rodzicach Iwony. Od razu uznali, że byłby idealnym kandydatem na męża dla ich córki. Potem nastrój się pogorszył. Gdy obie panie poszły do kuchni po kawę i ciasto, przyszły teść wyciągnął z barku butelkę whisky i znacząco mrugnął do swego gościa. Ten zareagował w zupełnie nieoczekiwany sposób. Wyprostował się gwałtownie i odezwał zimnym, nieprzyjemnym tonem:

- Dziękuję, ale nie piję.

- Ach tak... - pan S. uśmiechnął się niewyraźnie. - W takim razie przepraszam. Nie będzie panu przeszkadzało, jeśli ja sobie naleję?

Waldemar zbladł, a ojciec Iwony dostrzegł w jego oczach lodowaty błysk. Starszy pan nie wiedział, jak się zachować. W tym momencie do salonu weszły kobiety z kawą i tortem, ale pogodny nastrój ulotnił się bezpowrotnie. Dopiero wieczorem, gdy gość wyszedł, Iwona wyjaśniła rodzicom, że Waldemar nie pije alkoholu, o czym zapomniała ich uprzedzić. I jest nie tylko abstynentem, ale wręcz zaciekłym wrogiem wszelkich napojów wyskokowych.

- Podobno jego ojciec był pijakiem, stąd ten uraz - tłumaczyła.

Życie z Waldkiem

Zdecydowali, że ze ślubem jeszcze poczekają. Przesądzały o tym dwa powody: studia prawnicze Iwony i praca Waldemara - jako agent ubezpieczeniowy zarabiał bardzo dobrze, ale na swoje pieniądze musiał się zdrowo naharować. Do jego codziennych zajęć dochodziły obowiązkowe kursy doszkalające, na które musiał jeździć niekiedy na drugi koniec Polski. Przy tym obydwoje nie narzekali na nadmiar wolnego czasu. A zawarcie małżeństwa to przecież niezwykle ważna uroczystość, do której należało się odpowiednio przygotować.

Matka zawsze wyczuje kłamstwo

Na razie zamieszkali razem w wynajętym M-3 na jednym z osiedli w L. Zarówno rodzice Iwony, jak i matka Waldemara (jego ojciec od kilku lat nie żył) nie widzieli w tym nic gorszącego. Uważali, że taka próba wspólnego życia jest nawet wskazana: niech się młodzi dobrze poznają, nim powiedzą sobie "tak" przed ołtarzem.

Minęły już prawie dwa miesiące, odkąd Iwona zamieszkała z Waldemarem, a jej rodzice nie zostali jeszcze zaproszeni do odwiedzenia ich gniazdka. Trochę ich to zdziwiło.

- Bardzo chcielibyśmy zjeść z wami obiad lub kolację, ale teraz to niemożliwe - tłumaczyła dziewczyna przez telefon.- Ja muszę się uczyć, przez tę przeprowadzkę narobiły mi się zaległości, a Waldek pracuje także w niedziele, podobno przeżywają teraz gorący okres.

- Dobrze wam się układa? - matczyne ucho wyczuwało w na pozór lekkim i wesołym tonie córki fałszywą nutę.

- Ależ tak, mamy się świetnie! Tylko jesteśmy zajęci - oświadczyła gwałtownie Iwona, wzbudzając w pani S. prawdziwy niepokój. Kłamała, w rzeczywistości wcale nie byli aż tak zapracowani. Nie zapraszali jej rodziców, bo nie życzył sobie tego Waldemar.

- Nie chcę ich tu widzieć - powiedział ostrym tonem, gdy po raz kolejny napomknęła, że mogliby wreszcie spotkać się razem na obiedzie albo kolacji. - Czy ja tu ściągam moją matkę, żeby ci zaglądała do garnków?!

Pochmurniał i tracił dobry nastrój, ilekroć wracała do tego tematu. Gdy Iwona prosiła, żeby jej wyjaśnił przyczynę tej niechęci do jej rodziców, wpadał we wściekłość, zaciskał pięści i wykrzykiwał, że nie musi niczego tłumaczyć.

Dowiedz się więcej na temat: nastrój | rodzice | obiad | dziewczyny | rzeczy | córki | matka | mieszkanie | dziewczyna | ojciec

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje