Reklama

Tak skończył Stadion X-lecia

Wydaje się, że nie do końca dobrze wybrano wysokości - pierwsze trzy były mało selektywne - pokonali je wszyscy poza naszym Bartkiem Ogłazą.

Reklama

Gdy nic się na arenie nie działo, prowadzący zawody speakerzy serwowali mało śmieszne dowcipy. Ich głównym sposobem na rozgrzanie publiczności był okrzyk "nie spać!", a w pewnym momencie narazili się nawet na gwizdy.

Quaterpipe Jam, konkurencja polegająca na wykonaniu jak najwyższego skoku i jak najlepszego tricku, rozegrana została na jednym ze skrajów stadionu. Dla osób siedzących dalej i niebędących wielkimi pasjonatami FMX, musiało to być słabo czytelne. Szczególnie, że urządzenia pomiarowe nie były przygotowane do pomiaru wysokości osiąganych przez najwyżej skaczących Rennera czy Maddisona.

W obydwu konkurencjach brylował Ronnie Renner - widać było, że w skakaniu na motocyklu jest mistrzem świata. Ostatnio pobił światowy rekord - wybił się z rampy na ponad 18 metrów ponad wywyższenie.

Wiało nudą, ale pozostałe dwie konkurencje na powrót porwały kibiców. Zaproszony przez Ronnera do drużyny legendarny Travis Pastrana pokazał , dlaczego jest legendą. W Speed & Style, gdzie Freestyle połączono z elementami rajdów motocrossowych, nie tylko skakał wyżej, tracił kontakt z motocyklem na dłużej i "wyciskał" z tricku więcej, ale też świetnie się ścigał. Pozostawił konkurencję daleko w tyle. Pastrana, który zamienił ostatnio FMX na rajdy samochodowe, powrócił do FMX specjalnie na warszawskie zawody.

"Klasyczny" 90-sekundowy freestyle był już formalnością i z ostatecznego sukcesu cieszyła się drużyna czerwonychw składzie Rennie Renner (kapitan), Travis Pastrana i Thomas Pages z Francji.

Drzewiecki gasi światło

A na koniec znowu przyszła chwila na wspomnienia. Na dużym ekranie mogliśmy zobaczyć "najpiękniejsze chwile Stadionu X-lecia" - mogło to wprawić w lekką konsternację tych kibiców, którzy znają historię i propagandowy kontekst hucznych masowych imprez z PRL-owskiej przeszłości.

Na przypomnienie pamięci Ryszarda Siwca, który dokładnie 40 lat temu, 8 września 1968 roku na Stadionie X-lecia dokonał samospalenia w proteście przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, zabrakło miejsca. Był za to dożynkowy występ zespołu pieśni i tańca, odliczanie sekund i fajerwerki. A potem minister Drzewiecki zgasił światło.

- Do zobaczenia, miejmy nadzieję, już na nowym stadionie! - żegnano widzów przez megafon. Sądząc po sprawności organizatora Red Bull X-Fighters w Warszawie, gdyby postawienie Stadionu Narodowego powierzyć producentowi napojów energetycznych, nie trzeba byłoby "mieć nadzieję"...

Mateusz Lubiński

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje