Reklama

Tak skończył Stadion X-lecia

Chłopaki lubią ryzyko

Reklama

Patrząc na to z jaką lekkością freestylowcy wykonywali rzeczy, od których zwykłym śmiertelnikom na sam widok włos jeży się na głowie, można było na chwilę zapomnieć, jak dużo ryzykują. W końcu najmniejszy błąd może skończyć się tragedią, a złamanie kręgosłupa zakończyło karierę niejednego zawodnika.

Przypomniał o tym zahipnotyzowanej warszawskiej publiczności dopiero Jeremy Lusk z USA, który przy wykonywaniu jednej z ewolucji zaliczył groźnie wyglądający upadek. Stadion na moment zamarł, ale Jeremy szybko podniósł się z ziemi. Ostatecznie poobijany zajął czwarte miejsce przegrywając walkę o trzecie z Matem Rebeaud, zwycięzcą 4 z 5 wcześniejszych zawodów, który miał już wcześniej zapewione pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej. Na czwartkowym treningu złamał nogę utalentowany Norweg Andre Villa.

- W tym sporcie zawsze istnieje ryzyko, zwłaszcza gdy wykonuje się triki na najwyższym poziomie. Ale szczerze mówiąc, wszyscy ryzykujemy każdego dnia - tłumaczy w wywiadzie dla Red Bulla Mat Rebeaud. I choć freestylowe tricki mają często nazwy w stylu Kiss of Death czy Dead Body, to zawodnicy nie myślą o śmierci. - Łatwiej popełnić poważny błąd, gdy się jedzie autostradą - twierdzi Rebeaud.

W wielkim warszawskim finale spektakularny przejazd zaliczył Danny Torres, który pokonał Robbiego Madisona we wszystkich pięciu ocenianych kategoriach. To jego pierwsze zwycięstwo w serii i, jak podkreślali inni zawodnicy, jak najbardziej zasłużone. Torres przez cały sezon miał pecha - prześladowały go kontuzje.

Bartek Ogłaza, jedyny Polak startujący w zawodach, odpadł w kwalifikacjach. Ale dla niego możliwość rywalizacji z najlepszymi to już wielki sukces i nobilitacja. - Ostatnie dni były dla mnie niesamowite. Atmosfera była fenomenalna, były to jedne z najlepszych dni w moim życiu. Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w pożegnaniu obiektu, na którym odbywało się wiele historycznych momentów naszego kraju - mówił na konferencji prasowej.

Super Session nie taka super

Po zakończeniu zawodów mieliśmy okazję zobaczyć rywlizaję drużynową - po raz pierwszy w historii rozegrano zawody w formule Super Session. - Fani nareszcie zobaczą wszystkie oblicza freestyle motocrossu - chwalił pomysł główny sędzia zawodów, Andy Bell. Jak się wydaje, formuła wymaga jednak dopracowania.

W trakcie rozgrywania Step-Upu (skok wzwyż na motocyklu) siedząca obok mnie dziewczynka zaczynała się buntować. - Wytrzymaj jeszcze trochę - podnosił jej morale ojciec. Nie tylko ona zaczęła się nudzić. - Zawieszanie poprzeczki trwało długo, a niektórzy zawodnicy przygotowywali się do skoku ładnych parę minut. Powinny być ograniczenia czasowe - oceniał Bartek, 21-letni kibic z Warszawy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje